Pocztówki z Sycylii od Iwaszkiewicza

iwasz_corki male
Jarosław Iwaszkiewicz z córkami: Marią (po prawej) i Teresą (po lewej).               Stawisko, lata 30.

Za tydzień o tej porze będę siedzieć na lotnisku i czekać na lot na Sycylię. W ramach mentalnych przygotowań i ćwiczeń na wyobraźnię szukam w książkach fragmentów sycylijskich. Jeśli miałabym wskazać tylko jednego pisarza, który kojarzy mi się z tą częścią Włoch, to powiedziałabym: Iwaszkiewicz.

Czytaj dalej Pocztówki z Sycylii od Iwaszkiewicza

Reklamy

Dla każdego jego spisek. Cmentarz w Pradze, Umberto Eco

Żydzi, masoni i cykliści – tylko tych ostatnich pominął w swoim obgadywaniu Umberto Eco i prawdopodobnie wyłącznie dlatego, że w czasach, które opisuje w swojej najnowszej powieści szpiegowskiej, czyli w XIX wieku, jazda na rowerze nie była jeszcze tak szeroko spopularyzowana. Za to na dwie pozostałe grupy wyrzeka ustami głównego bohatera i spiskuje ku ich zgubie, ile wlezie – oczywiście, na swój wyjątkowo kpiarski sposób, którego nie można traktować dosłownie.

„Cmentarz w Pradze” to powieść o jaźni równie rozdwojonej co pierwszoplanowa osoba kapitana Simone’a Simoniniego – wiekowego antykwariusza, zajadłego antysemity, znakomitego fałszerza i z wprawą konfabulującego szpiega, będącego na dodatek jedyną postacią wymyśloną, jak zaklina się Narrator w „Bezużytecznych uściśleniach erudycyjnych” zamieszczonych na końcu książki. Owemu Simoniniemu przydarza się rzecz wysoce niepotrzebna i losowi jego, zważywszy na wykonywany zawód wysokiego ryzyka, nieprzychylna. Otóż traci on pamięć. By połapać się w galimatiasie pomieszanych zdarzeń z przeszłości, rekonstruuje ich przebieg w pisanym przez siebie dzienniku. O tym, że nie jest to rozrywka samotnika, przekonujemy się już po kilkunastu stronach Czytaj dalej Dla każdego jego spisek. Cmentarz w Pradze, Umberto Eco

Neapol w stanie wojny

– Co czytasz?

– Książkę o mafii neapolitańskiej, kamorze.

– O, lubisz takie?

– To nie książka sensacyjna, tylko reportaż. Opisuje skalę i sposoby rządów kamorry. Ciągłą wojnę toczącą się w Neapolu, pod przykrywką spokojnego włoskiego życia. O biznesach prowadzonych przez mafię: narkotykach, tanio szytej modzie wielkich kreatorów, handlu bronią. A także o życiu kobiet kamorry. Ukazuje świat inny od przedstawianych w filmach czy serialach takich jak „Rodzina Soprano”.

– Aha.

(frag. rozmowy z podyplomówkowej przerwy)

R. Saviano, Gomorra

„Gomorra” Roberta Saviano to nie kolejna wariacja na „Ojca chrzestnego”. Sadystyczne morderstwa, które symbolicznie komunikują, za co ofiara została zabita. Kariera w mafii, o której marzą wychowani w biedzie młodzi ludzie. Codzienne życie mafiosów i ich rodzin. Rządy kobiet w mafii. Sieć nazwisk i powiązań, w których można się pogubić, nie z winy autora, lecz własnej – braku koncentracji i pamięci. Morze przelanej krwi. Brutalne sceny pobić, podpaleń, tortur.

Ogrom przytłaczających obrazów, który ma za cel unaocznić skalę wydarzeń w Neapolu. Saviano to reporter wojenny, bo pokazuje, że konflikty między mafiami ciągle trwają i cyklicznie narastają, najczęściej ignorowane przez media, zjeżdżające hordami dopiero wtedy, kiedy umrze boss rodziny.

Saviano jest dziennikarzem od wczesnego dzieciństwa. Od małego obserwuje. „Gomorra” to nietypowy  reportaż, gdyż pisany jest z miejsca zamieszkania i z pamięci – na podstawie własnych wspomnień i doświadczeń. Jest bardziej relacją czy swoistym dziennikiem. Trudno go zaszufladkować, gdyż teksty prasowe zmieszane są tu z osobistymi przeżyciami autora. Autor opisuje, jak pracował przy szmuglowaniu, aby poznać sposoby działania mafii i jak ojciec nauczył go strzelać. Właśnie te osobiste obserwacje najbardziej trafiają do wyobraźni. Widok trzynastoletniego chłopca z pistoletem na plaży, którego ojciec naucza:

– Robbe, kim jest mężczyzna bez dyplomu, z pistoletem?

– To bandyta z pistoletem.

– Dobrze. A kim jest mężczyzna z dyplomem i bez pistoletu?

– Ofermą z dyplomem.

– Dobrze. A powiedz mi teraz, kim jest mężczyzna z dyplomem i z pistoletem?

– Prawdziwym mężczyzną, tatusiu!

– Bardzo dobrze, Robertino! / s. 191

Widać, że w dorosłym życiu autor chce się odciąć od świata, w którym wyrósł. Od tego, czego nauczał go ojciec. Nie może jednak tego zrobić ostatecznie: świat, na który tak silnie się nie zgadza, fascynuje go.

Saviano z pasją zbiera informacje o kamorze: wszystkie dane i statystyki dotyczące popełnianych przez mafię przestępstw, morderstw, prowadzonych interesów. Jeździ na miejsce zbrodni. Patrzy na zabitych. Na przedziurawione strzałami szyby. Ryzykuje życie, gdy zbiera materiały do swojej książki. Wszystko chce zobaczyć na własne oczy, wszystkiego dotknąć, by zapisać na twardym dysku pamięci.

Po wydaniu książki kamorra zaczęła mu grozić. Od 2007 roku porusza się wszędzie z ochroną i nigdzie nie zagrzewa zbyt długo miejsca. Zapytany o to, czy gdyby wiedział o tych konsekwencjach napisania „Gomorry” wcześniej, wydałby ją, odpowiada:

Publicznie powtarzam wszędzie, że gdybym mógł się cofnąć w przeszłość, zrobiłbym to samo, ale nie jest to cała prawda. Tak mówi Robert-pisarz. Ale kiedy zostaję sam, wcale nie jestem tego taki pewien”. / (Posłowie: s.343)

Roberto Saviano, Gomorra. Podróż po imperium kamorry (oryg. Gomorra. Viaggio nell’impero economico e nel sogno di dominio della camorra)
Przeł. Alina Pawłowska-Zampino
Wyd. Czytelnik , Warszawa 2009

Kolekcja myśli o Rzymie | cz. 3

Lekką kolację spożyli na Piazza Navona, na tarasie restauracji, skąd mogli podziwiać barokowe fontanny Berniniego, potem wolno spacerkiem wrócili do hotelu. Rzymianie „mieszkali” na ulicy. Na progach domów matki karmiły piersią dzieci, rodziny zaopatrywały się w żywność w kramach, na miejscu spożywały wieczorny posiłek, śpiewając, dyskutując. Młode pary siedziały oparte o mury domów, obejmując się i całując, jak w Paryżu.

– Współczesnych rzymian lubię nie mniej niż starożytnych – stwierdził Zygmunt. – Żyją en plein air. W Wiedniu możesz robić, co ci się podoba, za zamkniętymi drzwiami, ale na ulicy wolno ci najwyżej pić kawę.

Irving Stone, Pasje utajone czyli życie Zygmunta Freuda, s. 738
Przełożył Józef Krzeczkowski
Świat Książki, Warszawa 2009

Widokówka z Rzymu, opisująca krótki pobyt Zygmunta Freuda w wiecznym mieście we wrześniu 1901 roku.

Wiele Rzym się nie zmienił. Tyle że jest pusty – nie zatłoczony turystami przenoszonymi tanimi liniami lotniczymi. Nic nie wskazuje na to, że idąc przez korytarze Muzeów Watykańskich Zygmunt był popychany przez silny strumień pieszych, prących naprzód, byle szybciej, byle bliżej końca tego potoku obrazów, rzeźb, migawek. Tego mu zazdroszczę.

Palermo Shooting, reż. Wim Wenders

[Udało się! Udało się legalnie w Polsce obejrzeć film Wima Wendersa Spotkanie w Palermo. Nie było to proste. Wymagało umiejętności researcherskich i anielskiej cierpliwości. Gdy już straciłam nadzieję na bycie człowiekiem z czystym sumieniem, Kino Muza przyszło mi z pomocą. Kolejne kino studyjne z zimną salą widowiskową i niewygodnymi fotelikami, które uparcie naciskają na skrócenie długości moich nóg lub chociaż zachwianie ich proporcji.

Było warto dać się pomiażdżyć i zziębnąć.]

78354_spotkanie-w-palermo-200
reż. Wim Wenders

Porównywany do Lisbon Story film, na szczęście, okazał się wcale nie tak podobny. Wspólne motywy obu to bohater zagubiony w świecie, poszukujący sensu i nowej radości, który wyrusza w podróż, a podróż go, oczywiście, zmienia. Spotkanie w Palermo to jednak coś więcej niż tylko odwołanie do wcześniejszych poruszeń reżysera. Widać, że Wenders dojrzał i coraz swobodniej posługuje się technikami filmowymi. Jego nowy obraz to aluzje do Ingmara Bergmana – pragnienie, by czas płynął wolniej, autonomiczna gra świateł: bladych porannych, zamglonych, ostrych, słonecznych, nasyconych, przytłumionych, oddychających, to pragnienie, by czas stopujący, w tempie melodyjnym przynosił zrozumienie znaczenia rzeczy, pozwolił się zatrzymać i zauważyć Chwilę, gdy trwa. Jego nowy film to aluzje do Michelangelo Antonioniego – zaczerpnięcie inspiracji z filmu Powiększenie (Blow up) i Zawód: reporter (Professione: Reporter), te same poszukiwania, a także sam główny bohater Finn (Campino): sławny fotograf mody, który cierpi na bezsenność w wielkim, minimalistycznie urządzonym studio; zaprzątnięci milionem niecierpiących zwłoki spraw ludzie w otoczeniu; przemijający blichtr i wielkie pieniądze. Finn musi otrzeć się o śmierć ze swoimi słuchawkami na uszach, w swoim sportowym samochodziku, ze swoją kolekcją aparatów różnych marek. Musi wejść na drzewo i na nim się przespać. Porozmawiać z obcym starszym mężczyzną, pasącym o poranku stado owiec i usłyszeć, że inni próbowali znaleźć sens i odnaleźli go – we wsłuchiwaniu się w czas. Musi rzucić wszystko, by błąkać się po Palermo.

Spiętrzenie tych wszystkich obserwacji nie oznacza, że w filmie nie widzę niedociągnięć. Spotkana przypadkowo włoska artystka i konserwatorka, Flavia (Giovanna Mezzogiorno), która – jakże poręcznie – akurat język niemiecki preferuje nad wszelkie inne i tak płynnie – jak układnie – się nim posługuje. Dosłowność spotkania ze śmiercią – niepotrzebna, przerysowana. Reżyser o takich aspiracjach, jak Wim Wenders, śniący ewidentnie o tym, aby być porównywanym do Antonioniego i Bergmana, którym nawet dedykował film (nie zwróciłam wcześniej uwagi, że znamienici panowie zmarli tego samego dnia – Wenders mi o tym powiedział), Wenders zatem powinien posiąść już zdolność przekazywania znaczeń innym sposobem, niż personifikacja śmierci. Gdyby kwestie związane z nią dotyczyły jedynie wypadku, gry aktorskiej Campino –  faceta z charakterystyczną pomarszczoną twarzą – czy odnawianego przez Flavię obrazu przedstawiającego śmierć: jakże znaczniejsze by się to wszystko okazało w kontekście całości.

A tak wyszedł film dobry, nasączony aluzjami i sugestiami. Przekazujący ideę. Pięknie wykadrowany. Oprawiony w świetną muzykę. Taki film na miarę naszych czasów: zaczerpnięty, silący się, próbujący, och, jakże usilnie próbujący. Potrafiący trafić w samo sedno wrażliwości człowieka współczesnego o ponadprzeciętnym natężeniu czucia. Lepszy niż Lisbon Story (mdły, przydługi) i lepszy niż The Million Dollar Hotel (efekt działania mojego subiektywizmu, który trudno w tym przypadku uzasadnić). Jednak jeszcze czegoś tu brakuje. Jeszcze na coś tu czekamy. Na kolejny film, na kolejną podróż. Dokąd? Tylko Wendersowi się śniło. Dobrej nocy i oby łóżko było raczej zbyt wielkie niż za małe.

Spotkanie w Palermo (Palermo Shooting)
reż. Wim Wenders
Francja, Niemcy, Włochy 2008

Kolekcja myśli o Rzymie | cz. 2

Kilka stronic dalej jeszcze zabawniejszy przypadek – zestawienie dwu miast: Lizbony, w której mieszkałam przez dłuższy czas i Rzymu, do którego się wybieram.

Lizbona, chociaż wspaniała (…) jest jednak miastem prowincjonalnym, Rzym natomiast to metropolia, tak zwana metropolia

s. 166

A dalej jeszcze:

Lizbona jest rzeczywiście jeszcze piękniejsza od Rzymu, ale to miasto prowincjonalne. W Lizbonie spędziłem najpiękniejszy okres mego życia, jednak przecież nie taki jak w Rzymie, najlepszy. W Lizbonie, jak w żadnym innym mieście na świecie, znajduje się to, co nazywam naturą architektury. W Lizbonie to pojęcie jest doskonałością.

s. 172

Kilka linijek dalej:

Lizbona w ostateczności nie była jednak idealna, gdy tymczasem Rzym okazał się idealny. Rzym to miasto dla umysłu, dla umysłu starożytnego Rzym był idealnym miastem, dla współczesnych umysłów ponownie jest idealnym miastem.

s. 172

Zdaje się, że już wszyscy zapamiętaliśmy, że Lizbona jest miastem prowincjonalnym. Doceniając jej piękno, błękitne azulejos i iskrzące się od słońca fale Tagu, podzielam jednak pogląd T. Bernharda o pewnej prowincjonalności stolicy Portugalii. Prowincjonalności rozumianej jako pozostawanie na uboczu, nie w centrum uwagi, niewłączaniu się w główny nurt jakichkolwiek wydarzeń. Lizbona jako prowincja ze względu na swoją rozłożystość na wzgórzach, która nie ma w sobie nic nieprzyjaznego nowoprzybyłym. Jako prowincja do zaszycia się, gdzie nie chce odkrywać się nowości, tylko mieć ciszę, ocean na wyciągnięcie ręki (pociągu) i słońce. Jako miejsce życia zwyczajnych ludzi, nie silących się na bycie kimś lepszym niż są w istocie. Miasto rynków i ryneczków, rojne od znajomych, w którym można pograć w karty na każdym straganie. Miasto kolorowego brudu i nieładu. Swojskie, radosne, służące do życia z dnia na dzień.

Miasto piękne i wspaniałe, mające nastrój Pessoi i filmu Wendersa Lisbon story, jednak na dłuższą metę też takie jak książka Pessoi i film Wendersa: powtarzalne, nudnawe.

Wobec Rzymu mam o wiele wyższe wymagania.

Cytaty z książki

Thomasa Bernharda, Wymazywanie (oryg. Auslöschung. Ein Zerfall)
Przeł. Sława Lisiecka
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004