Wstań, Amy Cuddy

120415_Cuddy_010.JPG
Amy Cuddy | Kris Snibbe/Harvard

Dobre teksty są szczere. Są pisane sobą, ja autora. Czytelnik wyczuwa fałsz, więc gdy autor stosuje uniki i sztuczki, czytający czuje, że coś próbuje się przed nim ukryć. Dobre teksty – eseje, artykuły, wszelkiego rodzaju publikacje, powieści – są autentyczne. Widzimy w nich, przez ich pryzmat autora, jego prawdziwą naturę, historię, przekonania. Czytaj dalej Wstań, Amy Cuddy

podokazywać z pisarzem

Jak trudno znaleźć portret pisarza / pisarki w wieku młodzieńczym (lub średnim). I nie piszę tutaj o niczym, co należałoby kojarzyć z Jamesem Joycem. Jestem bardzo prostolinijna: myślę o czymś tak dziś powszechnym jak zdjęcie. Na przykład Doris Lessing opublikowała swoją pierwszą książkę w wieku 31 lat, ale czy ktokolwiek wie, jak wyglądała przed otrzymaniem Nagrody Nobla? Wszystkie jej książki opatrzone są podobizną starszej, zresztą bardzo urokliwej, kojarzącej się z pierniczkami, damy. Mniej więcej taką:

Doris Lessing
Doris Lessing
Naturalnie, większość osób zaczęła kojarzyć tę pisarkę dopiero po otrzymaniu przez nią literackiej Nagrody Nobla w zeszłym roku (w tej grupie ignorantka-ja), ale mimo wszystko: opublikowała tyle książek – gdy przymrużyć jedno oko w czasie przyglądania się liście jej publikacji, można postawić hipotezę o średnio jednej książce na półtora roku. Oznacza to, że publikowała równie dużo w wieku 35, 42,53 itd. lat. Zatem czy upowszechniany przez wydawnictwa wizerunek nie mógłby się różnić?
Nikt by się nie obraził (noszę w sobie taką małą prywatną przepowiednię), gdyby czasem Lessing okazała się dziewczyną w białym, przylegającym podkoszulku, jak tu:
Doris Lessing
Doris Lessing
Mogłaby bawić się z kotem, kosmykiem włosów lub pić kawę z filiżanki, z kubka, ze szklanki – nie wiadomo, jaką pisarka pije kawę i w jaki sposób, a to przecież ciekawe.
Zauważam tendencyjność w kształtowaniu wizerunku pisarza. Jeżeli pisarz ma szczęście i już kilkadziesiąt wiosen nosi na plecach, wydawca zaciera łapczywie ręce: to będzie się nieźle sprzedawać. Przyprószenie siwizną, kilka zmarszczek, podwójny podbródek, słaby wzrok objawiający się na czubku nosa w postaci zmiennych kształtów rowerka zwanego potocznie okularami (choć preferowane są te najbardziej „charakterne”, czyli prostokątne), błysk w oku, który nazywany jest przenikliwością, tkliwe zamyślenie lub mina sarkastycznego mentora. Taką postać najlepiej odpowiednio posadzić na tle regału z książkami bądź z otwartą knigą w ręku, ale gdyby jeszcze, gdyby jeszcze – wysila się, aby wyrazić marzenie wydawca – była możliwość udrapowania tejże persony jak bezmyślnej materii na odpowiednim krześle, o tak, wśród sterty zapisanych papierów w towarzystwie maszyny do pisania i z papierosem / fajką – cud malina! z wydawcy kapie ślina.
Gdyby zbierać tę ślinę do glinianego garnuszka, mogłoby się okazać, że wystarczy jej do stworzenia nowego wydawcy: kogoś z tfu! większym rozmachem i dokazującym poczuciem humoru.