Cyt cyt zwyczajność

1. „A żyć zwyczajnie wcale nie jest łatwo. Jest przecież tyle możliwości przeżycia czegoś niezwykłego. Lecz wszystko, co niezwykłe, wcześniej lub później musi się popsuć. Nie sztuka dać się zniszczyć w ten sposób. Sztuką jest wytrwać w zwyczajności”. (s.85)

*

2. „Lato wciąż trzyma się nieźle, ale za jakieś półtora miesiąca powieje jesienny wiatr i zmienią się głosy owadów. W powietrzu słychać będzie nie świdrujący w uszach głos cykad, tylko rzewny śpiew owadów jesiennych”. (s. 152)

Hiromi Kawakami, „Manazuru”, przeł. Barbara Słomka, wyd. Karakter, Kraków 2011

Letnie nagromadziły mi się zaległości. Następne książki czekają na swoją kolej. A może nie czekają, tylko zamarły w tej figurze retorycznej. Tak czy owak, pojawią się wkrótce: „Dzieci bohaterów” Lyonela Trouillot, „W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel i cytowana powyżej „Manazuru”, którą niespiesznie czytam od jakiegoś czasu, która rozpełza się leniwie w mniej lub bardziej ciepłe popołudnia, jakby nigdy miała nie dopłynąć do końca. Czytaj dalej Cyt cyt zwyczajność

Ranking przeczytanych w 2010

Kontynuując rozpoczętą w zeszłym roku tradycję, wybrałam dwunastkę książek – najlepszych, jakie przeczytałam w przeciągu minionych 365 dni.

DLACZEGO 12?

Dwanaście, ponieważ właśnie tyle miesięcy ma rok. Tak się przyjęło. Starożytni to wymyślili. Mnie się ten podział podoba.

Dalej: dwanaście, bo dwunastu było apostołów. Parafrazując zawsze mnie inspirującą Orianę Fallaci: chociaż mam poglądy ateistki, jestem osadzona w kulturze chrześcijańskiej – ergo liczba 12 jest dla mnie symboliczna, przekrojowa, ważna.

I po raz trzeci: dwanaście, gdyż tworząc to subiektywne zestawienie, mam świadomość, że na wybór poniższych książek – na sposób ich odbioru i pozostawiony przez nie powidok – miały wpływ pory roku, atmosfera miesiąca, kolory, nastroje, które mijając utrwaliły się w moich czytelniczych wrażeniach. I tak np. doświadczenia ze stycznia, ówczesne depresyjne mrozy i zaspy śnieżne oblepiające poznańskie ulice, najlepiej wpisały się w lekturę „Chamowa” Mirona Białoszewskiego. Nie tylko jest to genialna książka, która inspirowała mnie przez następnych kilka miesięcy z racji wybornych dialogów, tempa narracji i klimatu miejskiej włóczęgi, ale też stanowi pewne odwzorowanie podejmowanych wtedy decyzji i nastawienia wobec świata.

Kogo to obchodzi. Pozostawiając te prywatne dylematy w tyle lub tle, zapraszam do konkretów:

ZNAKOMITA DWUNASTKA

  1. Chamowo, Miron Białoszewski – styczeń
  2. Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu, Max Cegielski – luty
  3. The Door, Magda Szabó – marzec
  4. Sceny z życia wiejskiego, Amos Oz – kwiecień
  5. Helter Skelter, Vince Bugliosi i Curt Gentry – maj
  6. Dziennik rumowy, Hunter S. Thompson – czerwiec
  7. Lunatyczna kraina, Mia Couto – lipiec
  8. Pod skórą. Autobiogafia do roku 1949, Doris Lessing – sierpień
  9. Znak wodny, Josif Brodski – wrzesień
  10. Lato, John Maxwell Coetzee – październik
  11. Dno oka, Wojciech Nowicki – listopad
  12. Japonia widziana oczami 20 autorów – grudzień

ALE DLACZEGO?

Sama lista nie wystarcza. Linki do recenzji nie wystarczają. Wiem o tym, dlatego przecieram szlak moich recenzenckich impresji. Dlaczego te, a nie inne?

Wybór „Chamowa” wyjaśniłam już częściowo we wcześniejszym akapicie. Inspirujące, świeże spojrzenie na przeprowadzkę, mieszkanie w mrówkowcu, spotykanych ludzi, szukanie tematu, wreszcie styl życia freelancera – którym Miron był, choć pewnie o tym nie wiedział.

„Oko świata” Maxa Cegielskiego zaprowadziło mnie w kilka miesięcy później do busa jadącego do Berlina, skąd odlatywał samolot do Stambułu. Nie we wszystkich obserwacjach zgadzam się z autorem, niektóre ubodły mnie swoją naiwnością czy raczej zamknięciem oczu na inne horyzonty. Fragmenty mnie zirytowały, np. bezapelacyjne negatywne nastawienie wobec Orhana Pamuka (poczynione w dużej mierze na zasadzie „bo tak”), który mimo wszystko wie na pewno o swoim rodzinnym mieście i kraju więcej niż przyjezdny. Wychodząc jednak poza te zgrzyty, uznaję „Oko…” za jeden z najlepszych reportaży, jakie przeczytałam w tym roku. A na pewno za najlepszy polski.

W marcu zamknęły się gdzieś „The Door” (polskie „Zamknięte drzwi”) Magdy Szabó.  Mocna proza, która długo siedziała mi w głowie, dzięki swojej prostocie, elegancji i niesamowitemu napięciu. Wciąż nie mogę jej rozgryźć. To mnie urzeka.

Kwietniowa aura sprzyjała marzeniom o wyjeździe z miasta, chęci izolacji i zawiązania koalicji z przyrodą. Pragnienie życia a la Andrzej Stasiuk (owce jako kosiarki trawnika, bezludzki krajobraz za progiem) wpasowało się idealnie w opowiadania zebrane w „Scenach z życia wiejskiego” Amosa Oza.

„Helter Skelter” za napięcie i dwutorową – na początku – narrację. „Dziennik rumowy” za świat zdegenerowanych dziennikarzy.

Z lipcem miałam problem. Trzy świetne książki – którą wybrać? „Lunatyczna kraina” Mia Couto najbardziej zapadła mi w pamięć. Oniryczna wędrówka, słowotwory o pięknych brzmieniach i głębokich sensach, piasek i stojący pośrodku niczego autobus. Jak połączenie letniego upału z chłodną pościelą i filmem „Into the Wild”.

O „Pod skórą. Autobiografii do roku 1949” Doris Lessing najbardziej ceniony przeze mnie recenzent Przekroju, Tadeusz Nyczek, napisał, że to już klasyk. Za Tadeuszem Nyczkiem przepisuję, podkreślam, bo zgadzam się. A jak już klasyk, to musi być w rankingu.

Wenecja – nie pojechałabym do niej w listopadzie, gdybym nie czytała o niej we wrześniu w „Znaku wodnym” Josifa Brodskiego.

j.m.coetzee to pisarz, którego cenię za styl, tematykę i klimat. Za to wszystko, co tak precyzyjnie gra w „Lecie”.

Rok 2010 przyniósł zainteresowanie fotografią – jednak nie tyle samym trzaskaniem zdjęć cyfrowych, tak niespontanicznym współcześnie, co esejami i literaturą analizującą obrazy uwiecznione za pomocą aparatu. Dlaczego robi się zdjęcia? Po co nam właściwie aparat? Skąd ten a nie inny wizerunek uchwycony? W jakim celu? Na te pytania szukam odpowiedzi. Nastrojowe, przemyślane w każdym detalu opowieści o fotografii napisane przez Wojciecha Nowickiego to niepowtarzalne doświadczenie. Czarno-białe, subtelne, silne. Trzeba uważać na każde słowo i każdy cień.

I ostatnia pozycja na liście: „Japonia widziana oczami 20 autorów”. Zbiór 20 komiksów o Japonii pisanych przez jej mieszkańców i obcokrajowców. Świetna jest cała książka, ale mam kilka ulubionych plansz. Więcej w recenzji, która pojawi się już wkrótce. Dodam jeszcze tylko, że „Japonia” znalazła się tu dlatego, że zaspokaja moją potrzebę inności, nowego doświadczenia. Wyróżnia się na tle formą, różnorodnością kreski. Szkoda, że nie umiem rysować.

Możliwe, że napisane jutro zestawienie najlepszych przeczytanych w 2010 roku wyglądałoby inaczej. Za co serdecznie przepraszam, zwłaszcza tych spośród Was, którzy dotrwali do tego słowa.

 

Ekspert ds. intymnych ludzkich doświadczeń

Outsider. Samotny, bo niekomunikatywny do tego stopnia, że musiałby, jak sam twierdzi, uczęszczać na warsztaty, aby nabyć „ludzkie umiejętności”. Portret pisarza w czasach młodości. J.M.Coetzee „Lato”.

Oto człowiek, który stojąc wobec najbardziej intymnego związku z drugim człowiekiem, nie potrafi nawiązać kontaktu albo nawiązuje go tylko na chwilę, przelotnie. A jak zarabia na życie? Pisze raporty, eksperckie raporty o intymnych ludzkich doświadczeniach. W końcu tym są przecież powieści, w odróżnieniu od poezji czy malarstwa, prawda? To zapisy intymnych doświadczeń. / s. 90

W oczach byłej kochanki Julii, kuzynki Margot i wykładowcy Sophie jest zamkniętym w sobie samotnikiem, niepotrafiącym okazywać uczuć bliskim osobom. Z perspektywy Adriany, matki jednej z uczennic, to nieudacznik i partacz wszystkiego, czego się nie tknie. Spotkany na interview na uczelni Martin opisuje go jako pozbawionego złudzeń, zamkniętego w sobie młodego nauczyciela z niepodważalnymi zasadami moralnymi.

Z zebranych w pięciu wywiadach informacji powstaje czarno-biały portret samotnego człowieka, który stracił wiarę w swoją przyszłość (jeśli w ogóle kiedykolwiek taką wiarę posiadał, niepewne) i nie ma zaufania do innych. Skoncentrowany na pisaniu nie wychodzi zawiązującym się relacjom naprzeciw. W rozmowach z kuzynką, jak i w czasie spotkań z kochankami jest jednakowo odcięty od rzeczywistości. Nie umie jasno formułować swoich myśli i pragnień, a może po prostu nie chce robić tego inaczej niż na papierze. Jego izolacja rani. Również jego samego.

Autokreacja Coetzee’ego w „Lecie” jest zimna i krytyczna, bez śladów ciepła wobec dawnego (?) siebie. Jeszcze chłodniejszy obraz izolacji powstaje z zapisków pisarza. To z nich ostatecznie zbija się ten stalowy kokon, w którym powstają obserwacje, do którego wszystko – nieraz boleśnie – wnika, ale który nic nie wypuszcza na zewnątrz. Nad trudnościami w przenikaniu emocji ubolewa Coetzee szczególnie w odniesieniu do swojego ojca, z którym mieszka i którym się opiekuje. Dystans, jaki powstał między nimi w codziennym współbytowaniu, nawarstwia się coraz bardziej we wzajemnym milczeniu i pomimo wysiłków syna nigdy nie zmienia biegu.

– Nie wiedziałbym, jak napisać bestseller. Wiem za mało o ludziach i życiu z ich marzeń. Zresztą taki los nie jest mi przeznaczony.

– Jaki los?

– Bogatego, poczytnego pisarza.

– Więc jaki jest ci przeznaczony?

– Właśnie taki: życie ze starzejącym się ojcem na białych przedmieściach w domu z cieknącym dachem. / s. 158

Smutna opowieść. Prawda czy iluzja? Na ile jest to kreowanie siebie przez Coetzee’ego, a na ile autentyczne wspomnienia? Zastosowana w książce konstrukcja ma wprowadzić obiektywizm i ukazać pisarza takim, jakim był przed wydaniem pierwszej książki („Ciemny kraj”). Nieważne jednak, czy jest to prawda, czy literacka fikcja o pozorach faktów. Jest prawdziwa w tym sensie, że po raz kolejny Coetzee odkrywa intymne ludzkie tajemnice i życie wewnętrzne. A im bardziej się w nie wgryza, tym większym staje się ekspertem od pisania o samotności. I tym większą prawdą jest to, że rozmowy, wszelkie formy uzewnętrzniania się, okazywanie uczuć, tworzenie związków z innymi ludźmi nie sprawiają, że kogoś coraz bliżej poznajemy czy sami stajemy się mniej samotni.

Coetzee na Poczytalni wcześniej: „Hańba” i „Zapiski ze złego roku„.

j.m. coetzee, Lato (oryg. Summertime)
Przeł. Dariusz Żukowski
Wyd. Znak, Kraków 2010