Ludzie na drzewach, Hanya Yanagihara

hanya-yanagihara._1449603995
Hanya Yanagihara | Źródło: successstory.com

Gdy pierwszy raz przeczytałam o powieści „Ludzie na drzewach” Hanyi Yanagihary, wydała mi się bardziej obiecująca niż „Małe życie”, którego polskie wydanie ukazało się rok temu. Po przeczytaniu obu powieści w zasadzie zgadzam się ze swoją pierwszą intuicją, choć rozumiem, dlaczego to „Małe życie”, a nie „Ludzie na drzewach” przyniosło amerykańskiej pisarce taki spektakularny sukces zarówno wśród krytyków, jak i czytelników.

„Ludzie na drzewach” opowiadają historię amerykańskiego naukowca, Nortona Periny, który trafił na mikronezyjską wyspę, by z ekipą badawczą przyjrzeć się jej i opisać jej kulturę i fenomen. O tym ostatnim dowiaduje się dopiero na miejscu i na początku mu nie dowierza. Kto jednak nie zareagowałby tak samo, gdyby ktoś próbował wmówić mu, że na Ziemi istnieją ludzie nieśmiertelni, a na dodatek swoją nieśmiertelność zawdzięczają zjadaniu mięsa pewnego gatunku żółwia? Pogłoski okazują się prawdziwe, a przeprowadzone przez naukowców badania przynoszą im sławę, pieniądze i nagrody, w tym noblowską.

Jednak nie do końca o tym jest ta książka, mimo że opis podróży i pobytu na Ivu’ivu, ową mikronezyjską wyspę, zajmuje jej połowę. O czym zatem jest?

Przede wszystkim jest to psychologiczny portret Periny, naukowca, który poświęcił swoje życie na badania, ale który zdecydował się też na realizację swego rodzaju programu dobroczynnego: z kolejnych podróży na Ivu’ivu przywoził dzieci, które adoptował i wychowywał w Stanach, zapewniając im środki do życia i świetny start w amerykańskich realiach. Łącznie adoptował ich przeszło 40. Pod tą uroczą, filantropijną powierzchnią kryje się jednak mrok – mrok, którego spodziewamy się po Yanagiharze, znając już jej późniejsze dzieło, „Małe życie”, głośne przede wszystkim ze względu na opisane w nim sceny przemocy fizycznej i psychicznej.

„Ludzie na drzewach” wydali mi się bardziej obiecujący właśnie ze względu na ten egzotyczny wymiar, ten podróżniczy kontekst zawarty w fabule. Z zapowiedzi wyłaniała się książka zupełnie inna, niż ta, którą otrzymaliśmy w postaci „Małego życia”. Kojarzyła mi się w dużej mierze z twórczością Paula Bowlesa, której jestem entuzjastką: tam również wątek podróży, mniej lub bardziej egzotycznej, wiąże się z niepokojącą intrygą quasi-kryminalną. Byłam ciekawa, jak Yanagihara poradziła sobie z wątkiem dalekiej i egzotycznej podróży oraz tego, jak wbudowała go w całą narrację. Wreszcie byłam ciekawa, jak wypadła jako debiutantka i czy można dostrzec rozwój pisarki, czytając te dwie powieści, i w jakich obszarach.

Wnioski? Faktycznie, jest trochę jak u Bowlesa, choć inne wpływy czy też stylizacje można o wiele łatwiej zauważyć. Od początku lektury narzucało mi się skojarzenie z twórczością Nabokova. W „Ludziach na drzewie” mamy do czynienia z erudycyjną autobiografią (i to w doskonale odtworzonej formie, opatrzonej wstępem napisanym przez przyjaciela i współpracownika oraz przypisami), którą mogłaby poszczycić się niejedna postać z powieści Nabokova; historia rozwija się klasycznie, linearnie, chronologicznie, odtwarzając korzenie narratora, przedstawiając jego rodziców, dzieciństwo z bratem bliźniakiem i młodość (jak w, dajmy na to, książce „Ada albo żar”), by ostatecznie odsłonić jego naturę zwyrodnialca jako coś najzwyczajniejszego na świecie – jak w przypadku „Lolity”.

Mimo że doceniałam smaczki tej techniki narracyjnej Yanagihary, a samą historię czytało się naprawdę dobrze, to w pewnym momencie, mniej więcej w połowie książki, zaczęłam wątpić, czy cokolwiek się w niej jeszcze wydarzy. Bo, no tak, tyle się w niej dzieje: koleje życia się zmieniają, egzotyczna podróż, niesłychane odkrycie, ale wszystko toczy się tak zwyczajnie i bez fajerwerków, że można podejrzewać Yanagiharę o to, że nic więcej nam nie powie. I faktycznie niewiele więcej się dzieje. Pisarka nie buduje dodatkowego napięcia, nie korzysta z tego, że mogłoby ono lepiej przygotować czytelnika na to, co się wydarzy lub by chociaż ponownie przykuć jego usypiającą uwagę. Wszystko utrzymuje w takim duchu, jak opis wcześniejszych wydarzeń – i to mimo że wydarzenia te mają o wiele dalej idące konsekwencje i mocno odbijają się na bohaterze. Ma to jednak uzasadnienie w psychologii Nortona Periny, który uważa się za osobę niewinną i nie sądzi, żeby stało się coś złego.

Nic więcej nie powiem, choć prawdopodobnie i tak już wielu rzeczy domyślacie się (jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki) z jej prasowych recenzji.

Wiele można napisać o tej powieści, ale na pewno warto zaznaczyć, że jest dopracowana pod każdym względem: stylistycznym i fabularnym. Yanagihara w wywiadach przyznaje, że pracowała nad nią (z lenistwa, jak sama twierdzi) osiemnaście lat. Warto również dodać, że był to jej debiut. Dopiero po wydaniu „Ludzi na drzewach” możliwe stało się napisanie i wydanie „Małego życia”. Nie wiem, od której książki lepiej byłoby rozpocząć poznawanie twórczości Yanagihary. Obie książki mają wiele do zaoferowania czytelnikowi, choć „Małe życie” o wiele więcej trudnych emocji, które wręcz trzeba przepracować na zewnątrz, poza lekturą, w rozmowie z przyjaciółmi czy z innymi czytelnikami. „Ludzie na drzewach” do takich rozmów nie prowokują. Ale czy koniecznie jest w tym coś, co miałoby osłabiać wartość tej książki? Nie sądzę. A może nawet: wręcz przeciwnie. Mam bowiem wrażenie, że jest to dowód na to, że ta powieść jest mniej obliczona na efekt, mniej manipuluje czytelnikiem niż „Małe życie”, które trochę mnie tym irytowało. Manipulacja czy też nie – z czystym sumieniem mogę równie mocno polecić obie powieści.

*

586459-352x500Ludzie na drzewach, Hanya Yanagihara
przeł. Jolanta Kozak
wyd. W.A.B., Warszawa 2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s