Schrony, Michał Sobol

sobol
Michał Sobol | Źródło: xiegarnia.pl

Na początek tygodnia kilka wierszy Michała Sobola z tomiku „Schrony”, wyróżnionego w tegorocznej edycji Nagrody Literackiej Gdynia. O tytułowych schronach należy wiedzieć – i jest to w utworze o tym samym tytule postawione wprost – że „każdy schron ma co najmniej dwa wyjścia: potężne i łatwe / do wypatrzenia przez polową lornetkę oraz wąskie usta / ukryte w brzozowym zagajniku na tyłach wroga. Przed jednym / wypijamy gorącą kawę z nieskazitelnie białej porcelany, / drugim wychodzimy zbierać pokrzywy i dziką marchew / w bezksiężycową noc”.

O azylach w nas i nam bliskich. O ich poszukiwaniu i ukrywaniu komfortowych leżanek przed innymi. Wreszcie trochę o lesie, zwierzętach, przyrodzie. Z klasą.

Pomyłka

Spojrzałem na zegarek, sen
nie mógł trwać dłużej niż pięć minut,
pomiędzy pierwszym tej nocy
odlaniem się a chwilą, gdy zadzwonił
telefon i głos w słuchawce powiedział: pomyłka.

Nie pamiętam już, o czym, nie badam, nie zapisuję
snów, jak Freud, Kafka i prorocy
mniejsi, ale wiem na pewno, że nie był to czas
ani miejsce, w którym pomieszczą się
Bóg, zwierzę, człowiek, historia.

I pomyślałem, że głos w słuchawce się nie mylił.

mansolino
Ann Mansolino | inneroptics.tumblr.com

Czerwona planeta

Rano, kiedy schodziliśmy w dół, powietrze
było zimne i krystalicznie czyste, leżał
śnieg w górach. Dziwiłem się, że wystarczy
przespać w fotelu tysiąc kilometrów,
lewitując nad płytkim morzem bezpiecznie
jak zarodek w jaju, żeby doświadczyć
marsjańskich, bezludnych krajobrazów,
czerwonych porostów na gołej skale
i karłowatych brzóz w dolinie, gdzie rzeka
cierpliwie przeżuwa kamienie. Choć
jeszcze godzinę temu, na międzynarodowym
lotnisku w Oslo, oglądałem afrykańskie
koraliki, po euro za sztukę, i żółte automaty
z kawą Tchibo. Świat tak barwny,
że wystarczyłoby do udekorowania wielu
pasm takich gór i nie trzeba by efektów
specjalnych światła i martwej owcy
z dzwoneczkiem rozwłóczonej przez lisy.

colomb
Denise Colomb | inneroptics.tumblr.com

Pomnik przyrody nieożywionej

Do życia potrzebne jest tak niewiele, trochę białka; z mąki
i drożdży ulepione kule, zostawione w cieple do wyrośnięcia,
nie wszystkich na to stać, to pewne. Według ostatnich obliczeń
całe roje zielonych planet do zasiedlenia w naszej mlecznej
galaktyce, które obchodzą nas mniej niż skamieniały odcisk
prehistorycznej bestii w wypiętrzonych osadach czerwonego
piaskowca. Bo wciąż łatwiej uwierzyć, że wędrując po tym nagim
garbie wzgórza, z widokiem na wyludnione wioski i sine kłęby
dymu nad polami, gdzie właśnie trwa nagonka na lisy ukryte
w stogach jak piramidy, zwiedzamy dno oceanu. Choć wody
pozwalające kiełkować tu czemuś większemu niż mszaki
dawno odeszły – ich ostatnie strugi w dole, przebłyski metalu,
na chwilę przed pierwszym strzałem, gdy ponad tym wszystkim,
w kosmicznej ciszy gęstnieją gazowe obłoki. Ale co właściwie
miałoby to znaczyć, że krucha zasada, która od zawsze
domagała się ocalenia, jest nie do zabicia i ochrony wymaga
otoczony płotkiem kamień i zarastająca chwastem pustynia
bardziej niż lisy? Nie z zadziwienia pytam, z niepewności.

gudzowaty
Tomasz Gudzowaty | inneroptics.tumblr.com

Szkic węglem

Jedna zasada: życie, druga zasada:
śmierć, ale Leśmian wciąż nie wie,
która zwycięży, i zanurza swoją ptasią
głowę w dziuple, lisie jamy, by tam
szukać odpowiedzi – wspomina
profesor Zin w gawędzie o swoim
dziadku, który polecił poecie
opuścić pensjonat, gdy spostrzegł,
że miejsce przy stoliku tej osobliwej
postaci zawsze pozostaje wolne.

Profesor Zin kilkoma pociągnięciami
węgla rysuje typowy polski krajobraz:
wierzby w starym ogrodzie, ruiny
szlacheckiego dworku i staw, w którym
sowieccy żołnierze, a potem mieszkańcy
okolicznych wsi topili wszystko,
czego nie dało się spalić albo zabrać
z sobą. Nazwisko poety pojawia się
mimochodem, jest zaledwie dygresją
w opowieści o architekturze.

don hong-oai
Don Hong-Oai| inneroptics.tumblr.com

Rozmowa w lesie

–  Mamo, czy to jest klon?
– Nie wiem.

W lesie, gdzie przysłuchuję się rozmowie,
ktoś porozwieszał na drzewie części garderoby:

stanik, kamizelkę ze sztucznej skóry, spodnie
i połataną marynarkę w kratę.

Ścieżka, po której idę, jest niedaleko i sądzę,
że kobieta może mnie widzieć.

Późna jesień, ale po pierwszych przymrozkach
znów lepiej tu niż w domu.

*

586761-352x500Schrony, Michał Sobol
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2016

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s