Jeanette Winterson, The Art of Fiction

630full-jeanette-winterson
Jeanette Winterson

Sztuka powieści to zbiór wywiadów z pisarzami, które publikowano na przestrzeni kilkudziesięciu lat na łamach magazynu literackiego „The Paris Review”. Wydawnictwo Książkowe Klimaty wydało najpierw tom z rozmowami z pisarzami, a w drugiej kolejności, w maju tego roku tom rozmów z pisarkami. Mimo że dostałam obie książki w tym samym czasie, wolałam zacząć lekturę od drugiego tomu, bo perspektywa autorek wydała mi się ciekawsza, może bliższa (tylko może), może bardziej inspirująca (jak wcześniej).

Wśród pisarek, z którymi przeprowadzono wywiady, znalazły się m.in. Simone de Beauvoir, Alice Munro, Margaret Atwood, Toni Morrison, Karen Blixen i Susan Sontag. Jak dotąd przeczytałam połowę tomu. Jego większość stanowiły rozmowy z pisarkami, które właśnie wymieniłam, czyli z pisarkami, których twórczość znam i cenię. Świetne, porywające teksty o różnych metodach pracy i różnym rozumieniu literatury, w które wciągnęłam się bardziej niż w jakąkolwiek powieść w ostatnim czasie.

Dziś przeczytałam kolejny wywiad – tym razem z Jeanette Winterson, której twórczość znam w o wiele mniejszym stopniu niż wcześniejszych rozmówczyń. W ramach lepszego poznawania tej pisarki przepisuję kilka fragmentów rozmowy, które dały mi do myślenia lub mi się spodobały. Jak zazwyczaj najbardziej zainteresowały mnie wypowiedzi dotyczące warsztatu. Zgadzam się z przemyśleniami Winterson o powieści – też mam poczucie, że ten format już się nie sprawdza i nie jest to właściwe określenie spraw. A w ostatnim fragmencie w oko wpadło mi jedno zdanie, warte przepisania całego akapitu. Które? Zagadka. Voilà!

*
Jak przychodzą do pani tematy? Najpierw wymyśla pani postaci? 

Cóż, każda książka jest inna. Każdy węzeł dramatyczny bywa raczej zaskoczeniem, nie szukam go. Odnośnie do mojej pracy zawarłam z sobą pakt: przychodzę codziennie do gabinetu i czekam. Czytam, piszę coś, a kiedy nie piszę książki, nie jest tak, że koniecznie czekam, aż coś się zdarzy. Mimo to wciąż tam chodzę. Chodzi o to, by stworzyć niezbędną przestrzeń psychiczną, a także niezbędne napięcie, z którego coś powstanie. (…)

Krytykowała pani współczesną twórczość za zbytnie koncentrowanie się na fabule, powiedziała pani nawet, że nie pisze „powieści”. Powieść jako gatunek jest martwa?

Tak, tak właśnie myślę, bo „powieść” to historyczne słowo z przeszłości. Powieść jest konstruktem dziewiętnastowiecznym i nie wiem, jakie zajmuje miejsce obecnie, u progu wieku dwudziestego pierwszego. Wolę mówić o „fikcji”, ponieważ „powieść” oznacza coś konkretnego, co bierze się z konkretnej dziewiętnastowiecznej wrażliwości. Kocham te książki i nie chciałabym bez nich żyć; nie chciałabym też, żeby nikt ich nie czytał. Zapoznam moją małą chrześnicę z Dickensem tak szybko, jak tylko będę mogła. Ale to jak z przemysłem kopiowania mebli. Nie można wciąż wytwarzać rzeczy, które odniosły sukces w przeszłości lub które w przeszłości opisały kondycję ludzką. Należy iść do przodu; co kilka pokoleń trzeba wszystko przedefiniować, bo inaczej gubi się istota rzeczy. Książki nie powinny być drukowaną telewizją, powinny być czymś, co istnieje na własnych prawach. (…)

We wszystkich pani książkach ważna jest miłość. A jednak zwykle sprawy nie układają się po myśli pani bohaterów. Rzadko pozwala im pani na szczęście w miłości.

Cóż, nie piszę szczęśliwych zakończeń, prawda? Zawsze są nieco niejednoznacznie rozmyte. Raczej nie są przygnębiające, ale też nie wydaje mi się, żeby były naciągane w ludzkich kategoriach. Sprawy nieustannie zaczynają się na nowo; rozumie pani, nigdy tak naprawdę nie ulegają rozwiązaniu. Bywają takie jedynie tymczasowo. Żyjemy w kulturze, która frymarczy rozwiązaniami, które dotyczą albo tych kilku funtów ekstra, albo przerzedzających się włosów, albo utraty apetytu, albo utraty miłości. Zawsze szukamy rozwiązań, ale to, w co jesteśmy zaangażowani, jest procesem trwającym całe życie, w trakcie którego nigdy niczego nie robisz właściwie. Musisz zachować otwartość, musisz iść naprzód. Musisz dowiadywać się, kim jesteś i jak się zmieniasz, i tylko to sprawia, że życie jest znośne.

*

Rozmawiała Audrey Bilger
„The Art of Fiction”, zima 1997, nr 150 w: Sztuka powieści. Antologia wywiadów II z The Paris Review z pisarkami, Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2017

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s