Najlepsze książki 2016 – przegląd

tumblr_oi7lpecriq1qhgogbo1_1280
Fot. Robert i Shana Parke Harrison.

Przeglądam listę książek, które przeczytałam w 2016 roku. Ostatnie dni grudnia zachęcają do podsumowań. Lubię ten czas, kiedy poddaję weryfikacji zeszłoroczne cele i zastanawiam się nad nowymi. Również tymi czytelniczymi czy, szerzej, literackimi.

W 2016 rok wchodziłam z dwoma skromnymi czytelniczymi celami. Po pierwsze, chciałam przeczytać o minimum 10 książek więcej niż w poprzednim roku i ten cel udało mi się osiągnąć. Drugi okazał się ważniejszy i trudniejszy. Chciałam przestać czytać to, co w danym momencie wypada, co wszyscy czytają, co właśnie ukazało się na rynku, a zamiast tego skoncentrować się na tym, by czytać to, na co naprawdę mam ochotę. Jednak niełatwo jest dotrzymać takiego postanowienia, gdy pracuje się w miejscu, w którym co dzień pojawiają się kurierzy z nowymi książkami. I wiele z nich na początku kusi, odciąga uwagę od tego, co chciało się przeczytać od dawna. W efekcie zaczynałam mnóstwo książek, ale wielu nie skończyłam, bo nie miałam ochoty lub czasu – bo zaczynałam czytać kolejne.

tumblr_oi7k8uoukc1qhgogbo1_500
Fot. Hannes Kilian.

Pod koniec października – niefortunnie zbiegło się to z Targami Książki w Krakowie – przeżyłam przesyt. Nie miałam ochoty na czytanie czegokolwiek. Żadna książka nie była w stanie mnie zainteresować. Ostatecznie, ile można czytać? Wszędzie tylko książki, książki, książki. Po co cała ta literatura? Oczywiście, nie był to wielki dramat w jakimkolwiek kontekście. Ale trochę przykro. Trochę głupio byłoby stracić pasję życia. Co brzmi patetycznie, ale jest na tyle prawdziwe, że zostawię to zdanie.

tumblr_oi7k201irk1qhgogbo1_500
Fot. Vivian Maier, Autoportret.

Pojawiał się więc ten przesyt, raz słabszy, raz silniejszy, jak ten jesienią. Na dodatek książki coraz częściej mnie rozczarowywały. Czy wynika to z mojego krytycyzmu i wybredności, czy książki, na które trafiałam, były słabsze, niż te, które czytałam kiedyś? Skłaniam się do tego pierwszego – im więcej czytam, tym lepiej wiem, co mi się podoba, a co nie, tym szybciej jestem w stanie powiedzieć, że coś nie spełnia moich oczekiwań i nie mam już oporów przed tym, by taką książkę negatywnie ocenić. A kiedyś bym się zastanawiała, analizowała, próbowała doszukać się czegoś dobrego. Stało się – jestem trudnym czytelnikiem, podłym krytykiem, który sam nic nie napisał, ale wie najlepiej ze wszystkich, jak powinna wyglądać dobra literatura. O nie.

Może to znak, że powinnam zmierzyć się ze swoimi ambicjami i spróbować napisać książkę. Zadrwić z samej siebie. Ale tak naprawdę usiąść, rozpisać ją, zaplanować, wcielić w życie, a nie tak jak zawsze, palcem po wodzie. Wyzwanie na 2017?

Albo porzucić ostatecznie ten pomysł i zająć się czymś innym. To również ostatnio chodzi mi po głowie.

Tak czy owak, chyba najwyższy czas się przekonać.

tumblr_oitzg6vqyv1qhgogbo1_500
Fot. Nathan Lerner.

Ale do rzeczy. To malkontenctwo nie oznacza mimo wszystko, że nic mi się w tym roku nie podobało. Znalazło się kilka tytułów, które zrobiły na mnie wrażenie, wciągnęły mnie lub zainteresowały. Były to powieści wydane w tym roku i powieści starsze.

genialna-przyjaciolka-tom-1-b-iext43251677Porwała mnie tetralogia neapolitańska Eleny Ferrante „Genialna przyjaciółka”. Świetnie napisana, zarówno pod względem językowym – język jest tu oszczędny, wyrazisty, ale emocjonalny – jak i pod względem fabularnym – pisarka wspaniale dawkuje informacje, relacjonuje wydarzenia, buduje napięcie. Nie sposób się oderwać od lektury. Zaczynając pierwszy tom, trzeba nastawiać się na błyskawiczne zdobycie kolejnych trzech. Wielkie przeżycie. Doskonałe wyważenie wartości literackich z porywającą historią.

despentes_okladkaPodobne walory doceniam w innym cyklu – w dwóch częściach „Vernona Subutexa” Virginie Despontes. Inny klimat – tam Włochy, lata 50., tu współczesna Francja – ale efekt podobny. Dobrze poprowadzona narracja, konkretna fabuła, czystość językowa.

maleOgromne wrażenie wywarła na mnie książka Hanyi Yanagihary „Małe życie”. Epicka rzecz, wielka historia XXI wieku. Świetnie zbudowane postaci, plastyczny świat przedstawiony, a w nim aż gęsto od emocji. Trudnych, bolesnych, nie do przetrzymania – które mimo wszystko się przetrzymuje, bo niezdrowo chce się więcej i więcej. Doceniam umiejętności amerykańskiej pisarki, dzięki którym potrafi tak zaangażować czytelnika. Ale nie bez pewnych wątpliwości. Tych emocji jest bowiem niemal za dużo, są niewiarygodne. I czuje się, jak Yanagihara manipuluje naszymi reakcjami – momentami widziałam ją oczami wyobraźni jako cwanego, cynicznego maga, który zaciera ręce z uciechy, kiedy my szlochamy nad cierpieniami Jude’a. Rodzi to we mnie pewien dysonans: nie umiem być blisko z pisarzem, któremu nie ufam. Co za łajdaczka! Ale zdolna, skubana, prawdziwy talent. Więcej pisałam o niej tutaj.

twardoch_krol_mZ polskich powieści podobał mi się „Król” Szczepana Twardocha. To gangsterska powieść historyczna, napisana twardowszczyzną – językiem charakterystycznym dla Twardocha, w jego kadencjach narracyjnych, z jego fantastycznymi wjazdami (tu: lata nad Warszawą lewiatan, czarny, złowieszczy, pożerający bezlitośnie ludzi i ich sny). Z polskich pisarzy ostatnio właściwie tylko książki Twardocha robią na mnie wrażenie i nie będzie wielką przesadą, jeśli powiem, że jestem jego fanką. „Król” mnie nie zawiódł – choć nadal o wiele bardziej podobała mi się „Morfina”, to Twardoch trzyma poziom, nie rozczarowuje.

Czyli wielkie narracje. Fabuła i akcja. Mam już dość tych postmodernistycznych książek, w których nic się nie dzieje, tylko bohater snuje się nieszczęśliwy ze strony na stronę, depresyjny, zdławiony. Potrzeba porywających historii. Ale dobrze opowiedzianych. Powrót do przygody. Skok w przepaść – i co dalej? Zew nieznanego i zwrotów akcji. Ostatecznie – od tego wszyscy zaczynaliśmy jako czytelnicy, prawda? Od tego, że nie potrafiliśmy powiedzieć książce „nie”, pragnąc przede wszystkim wiedzieć, co było dalej.

tumblr_oiob3lxwkt1qhgogbo1_500
Fot. Lucia Moholy. 1929/30.

To tyle, jeśli chodzi o powieści wydane w 2016 roku. Podobała mi się również krótka powieść Bruce’a Chatwina „Utz” – ale w końcu to Chatwin, wobec którego mam od lat słabość, więc nie mogło być inaczej. Bezkrytycznie dajemy się zwodzić ulubionym upodobaniom. Rozbawił mnie pierwszą połową, a drugą urzekł Jonathan Safran Foer we „Wszystko jest iluminacją”. Podobała mi się też książka brazylijskiego autora, Daniela Galery, „Broda zalana krwią” (miałam przyjemność przeprowadzić z nim wywiad, do przeczytania tu).

Poza powieściami: poznałam biograficzny kunszt osławionej już pod tym względem Angeliki Kuźniak, czytając „Stryjeńską. Diabli nadali” – i noszę w sobie teraz wielką sympatię do tej artystki (słyszę już, że jej listy i dzienniki są w księgarniach, wolałabym nie słyszeć – kiedy miałabym to przeczytać?). Przydatne wydały mi się też porady pisarsko-warsztatowe Stevena Pinkera zawarte w książce „Piękny styl”, a z kolei komiks/album „Ekonomia, czyli to, o czym dorośli ci nie mówią” Bogusia Janiszewskiego przyda mi się w pisaniu tekstów o finansach dla dzieci – okazuje się, że o mechanizmach gospodarki naprawdę można mówić prosto i zrozumiale.

Tak, to chyba wszystko. A Wy? Jak wyglądał Wasz rok czytelniczy?

*

Zdjęcia użyte w tekście pochodzą ze strony inneroptics.tumblr.com.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s