Wstań, Amy Cuddy

120415_Cuddy_010.JPG
Amy Cuddy | Kris Snibbe/Harvard

Dobre teksty są szczere. Są pisane sobą, ja autora. Czytelnik wyczuwa fałsz, więc gdy autor stosuje uniki i sztuczki, czytający czuje, że coś próbuje się przed nim ukryć. Dobre teksty – eseje, artykuły, wszelkiego rodzaju publikacje, powieści – są autentyczne. Widzimy w nich, przez ich pryzmat autora, jego prawdziwą naturę, historię, przekonania.

W powieściach autentyczność jest tak istotna stosunkowo od niedawna. Kiedyś o wiele większą popularnością cieszyła się fikcja. Im bardziej autor zmyślał, tym bardziej uwodził czytelnika. Dziś te stare sztuczki nadal są ważne i działają, ale o wiele większe wrażenie robią inne techniki: całkowite obnażanie się, wybebeszanie, pisanie o sobie szczerze, bez osłonek, z niemal bandycką uczciwością.

Dlatego zapanował taki szał na książki Knausgårda i Ferrante. Po nich już żadna opierająca się całkowicie na fikcji powieść nie smakuje tak dobrze. Przez porównanie wszystko wydaje się wypłowiałe. Dlatego też taką popularnością cieszą się reportaże i biografie. Są o prawdziwych ludziach, o prawdziwych wydarzeniach i sprawach. Przemawia do nas autentyczność.

Sami też chcemy być autentyczni. Chcemy być uczciwi względem siebie i innych. Chcemy być prawdziwymi wersjami siebie – jakkolwiek banalnie i idiotycznie to brzmi. Ale nie zawsze się to udaje, bo hamują nas strach przed tym, jak inni nas ocenią i przekonania, które sobie sami bezsensownie wmawiamy.

Używam liczby mnogiej, ale piszę przede wszystkim we własnym imieniu, ewentualnie w imieniu swoim i tych kilku osób, z którymi o tym przy różnych okazjach rozmawiałam.

Właśnie o tym, jak nie tracić swojej autentyczności i pewności siebie, zwłaszcza w stresujących okolicznościach (ale nie tylko w takich), jest książka Amy Cuddy „Wstań!”. Kiedyś, jeszcze parę lat temu nie przyszłoby mi pewnie do głowy, żeby po nią sięgnąć. Pomyślałabym: po co tracić czas na czytanie poradników czy książek psychologicznych? Lepiej przeczytać dobrą powieść. Teraz inaczej do tego podchodzę. Chciałam przeczytać tę książkę przede wszystkim z dwóch powodów.

Pierwszy wiąże się z tym, że od paru lat prowadzę ćwiczenia ze studentami, realizuję różnego rodzaju prezentacje i wystąpienia publiczne i nie czuję się z tym do końca komfortowo. Im dłużej to robię, tym bardziej czuję się swobodnie, ale nadal w przypadku bardzo ważnych wystąpień w przededniu ogarnia mnie tak wielka panika, że nie pomaga żadne racjonalizowanie. Wcale tam jutro nie pójdę i koniec, nie ma o czym mówić! – taka jest, najkrócej mówiąc, moja postawa na dzień, dwa przed prezentacją. To, że ostatecznie idę na miejsce kaźni, wynika z poczucia obowiązku, które przeważa ten paniczny strach. Gdy już zaczynam mówić, uspokajam się i jest w porządku. Tym niemniej chciałabym uwolnić się od tego strachu, który ogarnia mnie wcześniej. Naprawdę go nie potrzebuję.

Drugi wiąże się z tym, że w ramach zajęć, które prowadzę ze studentami, omawiam m.in., jak powinny wyglądać dobrze zrealizowane prezentacje i wystąpienia publiczne. Sporo już na ten temat czytałam, z uwagą obserwuję wszystkie osoby, które potrafią to, moim zdaniem, robić i podpatruję wszystkie techniki, jakie stosują, i mogę o tym długo mówić, ale zawsze można się dowiedzieć więcej. Ostatnio szukam też ciekawych sposobów na urozmaicenie prowadzonych przeze mnie warsztatów, pomyślałam, że znajdę tu inspirację.

Przeczytanie książki Amy Cuddy było dobrym pomysłem.

Amy Cuddy jest psychologiem społecznym, wykłada na Harvardzie. Nie to jednak przekonuje do jej książki i opisywanych w niej metod budowania/odzyskiwania pewności siebie. Przede wszystkim przemawia za tym jej osobista historia, którą opowiada już na wstępie – w tym momencie staje się w naszych oczach autentyczna. W wieku 19 lat Cuddy w wyniku wypadku samochodowego przeżyła uraz mózgu, który spowodował, że skończenie studiów stało się dla niej niezwykle trudne. Gdy mimo wszystko jej się to udało, wciąż towarzyszyło jej przeświadczenie, że nie zasłużyła na to, by dostać się na studia doktoranckie, a później by robić karierę naukową – myślała, że wszystkie sukcesy przydarzają jej się przypadkiem, że po prostu miała szczęście. To wpływało również na to, że miała problemy z tym, aby nie tracić głowy w stresujących chwilach i zapanować nad obezwładniającą ją tremą. W kilka lat później, już pracując na uczelni, odkryła ciekawą zależność i postanowiła ją zbadać: według niej postawą ciała możemy manipulować nasze emocje. Najkrócej mówiąc, przybierając postawy charakterystyczne dla osób władczych i ekstrawertycznych możemy poczuć się o wiele pewniej – właśnie dlatego z Amy Cuddy kojarzona jest postawa „Wonder Woman”. W książce teza ta przedstawiona jest z naukowego punktu widzenia, zaprezentowane zostają różnego rodzaju badania i ich wyniki. Brzmi to prosto i w sumie wydaje się aż zbyt proste. Ale spróbować przecież nie zaszkodzi. Whatever works.

Dodatkowym atutem książki jest to, że Cuddy przedstawia w niej również praktyczne wskazówki, jak zachowywać się w trakcie wystąpień publicznych. Niektóre z nich wydają się bardzo oczywiste, ale mało kto o nich wspomina, jak na przykład to, by pojawić się w sali, w której ma odbyć się wystąpienie, przed prezentacją tak by to publiczność przychodziła do naszego „domu”, a nie my do „domu” publiczności czy aby przed wystąpieniem nie siadać, tylko rozchodzić stres. Albo na przykład co zrobić z rękoma, skoro wiemy, że nie wolno krzyżować ramion czy trzymać rąk w kieszeniach (korzystajmy z rekwizytów lub wykonujmy gesty wspierające wystąpienie). Myślę, że zebrane tu porady dotyczące tego, co robić i czego nie robić w czasie wystąpienia (z bardzo ważnym akcentem położonym na to, co robić), może być przydatne wszystkim tym, którym zdarza się występować przed publicznością, bez względu na to, kim jest i kto siedzi na widowni.

O wypracowanej przez siebie technice, jej genezie i o tym, dlaczego Cuddy się nią zainteresowała, opowiadała na TEDx – jej wystąpienie można obejrzeć tutaj.

Czy postawą ciała można wpływać na swoje samopoczucie i zwiększać (lub zmniejszać) swoją pewność siebie i przez to być bardziej autentyczną, przekonującą osobą np. w czasie wystąpień publicznych? Myślę, że tak. Wystarczy, że przypomnę sobie, jak czuję się po tym, jak przez dwie godziny ćwiczę jogę albo jak czuję się po bieganiu – jeśli uprawiając sport, możemy zmienić swój nastrój, to właściwie dlaczego nie samą postawą ciała? Mnie Amy Cuddy i książką, i swoim emocjonującym wystąpieniem przekonała.

A o samej autentyczności będę jeszcze pewnie pisać, bo ostatnio sporo o niej myślę – choć w innym kontekście niż w tym związanym z wystąpieniami publicznymi czy komunikacją niewerbalną.

*

507314-352x500Wstań! Skuteczny sposób, by zyskać pewność siebie i stawić czoło wyzwaniom, Amy Cuddy
tłum. Anna Gralak
Wyd. Znak, Kraków 2016

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s