Wieloryby: Brodski, Twardoch

Cy_Twombly-Untitled-1971-c
Cy Twombly, Bez tytułu, 1971.

„Wieloryba w jego pierwotnym, dzikim / splendorze nie wypada zwać Boryskiem” (J. Brodski) vs „Co przypomina mi o tym, że życie ma swój nurt, którego nie dostrzegamy” (S. Twardoch).

V

Morze jest różnorodne. Bardziej niż ląd. I chyba
uwagi warte jest ono jedynie.
Pod względem skomplikowania ryba
bije na głowę dynię.

Na ziemi co? Dach, ściany – dzieło byle cieśli.
Boimy się tu wilka bądź niedźwiedzia.
Niedźwiedzia mniej, co prawda, i zwiemy go „Misza”. Jeśli
starcza nam wyobraźni – to „Fiedia”.

Morze nie ma nic wspólnego z tym wszystkim.
Wieloryba w jego pierwotnym, dzikim
splendorze nie wypada zwać Boryskiem.
Z dwojga złego już lepiej Dickiem.

Morze jest pełne niespodzianek – czasem, powiedzmy,
dość niemiłych. Skąd się biorą? – to tajemnica;
nie da się tego zwalić na wpływy Księżyca,
albo na złe oko jakiejś wiedźmy.

Zimna jest krew mieszkańców morza (choćby takich żółwi);
ich wygląd mrozi krew w żyłach nawet w rybnym sklepie.
Gdyby Darwin dał nura w morze, nie napisałby o „prawie dżungli”,
albo może – napisałby lepiej.

Josif Brodski, 82 wiersze i poematy,
fragment wiersza „Nowy Jules Verne”, Wyd. Znak, Kraków 1989.

Alexander-Calder-Goldfish-Bowl-1929
Alexander Calder, Goldfish Bowl, 1929.

*

„W końcu jednak uznałem, że do tego [do poznania realiów stałej pracy na etacie – dop. red.] wystarczą mi moje niecałe dwa lata w wydawnictwie, w dziale praw zagranicznych, które to lata zaowocowały paroma sympatycznymi wyjazdami za firmowe pieniądze, tysiącem przeczytanych i starannie zapomnianych książek o biznesie i innych nudziarstwach, oraz ogólną frustracją, permanentną chandrą i jakąś wielką ulgą, kiedy nie przedłużono mi dwuletniej umowy – dopiero z dystansu widzę, jak wiele dobrego przyniosła mi ta decyzja, która wtedy wydawała mi się niezrozumiała i niesprawiedliwa. Rzeczone wydawnictwo bez wątpienia również nie ucierpiało na skutek naszego rozstania, bo umówmy się – do normalnej pracy nadaję się chyba mniej nawet niż, powiedzmy, do baletu.

Co przypomina mi o tym, że życie ma swój nurt, którego nie dostrzegamy. Mała niesprawiedliwość częścią sprawiedliwości większej”.

Szczepan Twardoch, Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wieloryby: Brodski, Twardoch

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s