Anatomia niepokoju, Bruce Chatwin

t2-chatwin_70071c
Bruce Chatwin.

Dziś o książce jednego z moich ulubionych autorów. Jej tytuł wywodzi się od słów pisarza, w których próbuje sprecyzować, o czym będzie jego pierwsza książka. „W końcu pomysł na książkę zaczął nabierać kształtów. Miała to być bardzo ambitna, bezkompromisowa praca, coś w rodzaju Anatomii niepokoju, która by stanowiła komentarz do myśli Pascala o człowieku niezdolnym spokojnie usiedzieć w pokoju”.

Taka książka ostatecznie nie powstała – powstało za to wiele wariacji na ten początkowy pomysł. „Anatomia niepokoju”, którą mam w ręku, to zbiór esejów, opowiadań, recenzji wybranych po śmierci pisarza, które łączy podróżniczy nerw.

comuiizc-1271363854

Chatwinistką zostałam kilka lat temu po tym, jak przeczytałam książkę „Co ja tu robię”. Wkrótce po niej sięgnęłam po „W Patagonii” (którą zdążyłam od tego czasu przeczytać już dwa razy), a w parę lat później po powieść „Na Czarnym Wzgórzu”. Kolejne tytuły utwierdzały mnie w coraz silniejszej sympatii, jaką budził Chatwin jako pisarz i jako osoba. O tej fascynacji od początku pisałam tutaj na blogu i kiedy dobrze się nad tym zastanowię, to stwierdzam, że jej przyczyny nie uległy zbyt wielkim zmianom.

Pierwsza sprawa – nadal podoba mi się podejście Chatwina do podróży. Nie traktował ich jako odskocznię, lecz jako cel sam w sobie. Nazywał siebie nomadą. Na bycie samotnym wędrowcem zdecydował się nagle, pewnego dnia, kiedy wydawało się, że już odnalazł swój sposób na życie i pracował od kilku lat w domu aukcyjnym. Interesował się pięknymi przedmiotami, licytował je, kolekcjonował i opisywał. Do końca życia pozostał estetą, lecz gdy rzucił stabilną pracę i wyjechał w swoją pierwszą podróż do Patagonii, sprzedał większość swoich zbiorów, pozostawiając tylko te rzeczy, które były dla niego naprawdę ważne. Zresztą m.in. o tym pisze w książce, o której dziś chciałam opowiedzieć – w zbiorze esejów, opowiadań i recenzji „Anatomia niepokoju”. Wśród tekstów, które czytałam z największą ciekawością (a nawet z większą, trudniejszą do nazwania emocją), znalazł się na przykład ten, w którym Chatwin opowiada, jak został pisarzem („Zawsze chciałem pojechać do Patagonii”), a właściwie przedstawia swoje poszukiwania drogi, która by mu odpowiadała – o tym, jak nie wiedział, na jakie studia się wybrać, o pierwszych podróżach, o tym, jak wybrał w końcu archeologię, by ją wkrótce porzucić, o tym, jak zaczął pracować w domach aukcyjnych i o tym, jak zaczął pisać swoje pierwsze teksty i jak wielkie znaczenie miało dla niego poznanie redaktora, który dostrzegł w nim dziennikarski potencjał i poprawiał jego teksty, pomagając mu poznać warsztat pisarski i wykrystalizować własny styl.

Drugim tekstem, który mi się podobał, również autobiograficznym, był ten, w którym Chatwin wyjaśniał, czym dla niego jest dom („Miejsce, gdzie można powiesić kapelusz”). Mimo że większość czasu spędzał w podróży i nie potrafił pisać w swoim mieszkaniu, potrzebował mieć swoją bazę.

Niewiele piszę w swoim pokoju. Potrzebuję do tego innych warunków i miejsc. Mogę tam jednak myśleć, słuchać muzyki, czytać w łóżku i robić notatki. Mogę tam ugościć czterech przyjaciół i jest to miejsce, gdzie można powiesić kapelusz, kiedy już wszystko zostanie powiedziane”.

chatwin at home
Chatwin w swoim mieszkaniu.

Nie tylko wybrany sposób życia przekonuje mnie jednak do Chatwina. Poza tym wszystkim jest fantastycznym stylistą. Pisze w prosty sposób, z minimalizmem odzwierciedlającym jego podejście do świata przedmiotów i kwestii ich posiadania. Potrafi sprawić, że ta prostota działa na wyobraźnię, tworzy pełną napięcia narrację, jednocześnie intymną i ironiczną. Widać to dobrze w jego opowiadaniach, których kilka również można znaleźć w tym tomie. Np. „Mleko”, „Posiadłość Maximilliana Toda” czy „Beduini”.

W tej książce ciekawe są jednak przede wszystkim eseje. Te o podróżowaniu, nomadyzmie i o pisaniu. W jednym z nich dzieli pisarzy na stacjonarnych i mobilnych:

My, którzy porywamy się na pisanie książek, dzielimy się na dwie kategorie: na tych, którzy „się okopują”, i tych, którzy są w ruchu. Niektórzy pisarze potrafią pisać tylko „w domu”, gdzie mają odpowiednie krzesło, słowniki i encyklopedie na półkach, a obecnie zapewne również komputer. Innych jednak, takich jak ja, „dom” paraliżuje i w sposób nieunikniony wiąże się ze słynną niemocą twórczą; wierzą oni naiwnie, że wszystko będzie dobrze, jeśli się tylko znajdą daleko od domu. Taki podział odnajdujemy nawet wśród największych autorów; Flaubert i Tołstoj, którzy pracowali w swoich bibliotekach, Zola ze zbroją ustawioną koło biurka, Poe w swojej chacie, Proust w wyłożonym korkiem pokoju. Z drugiej strony mamy Melville’a, który czuł się „skończony” z powodu swojego eleganckiego domu w Massachusetts, czy Hemingwaya, Gogola lub Dostojewskiego, którzy, z konieczności lub wyboru, wciąż się gdzieś przenosili, ten ostatni na przykład trafił na zsyłkę aż na Syberię”.

108344708_Bruce_306761c

O podróżach nie pisał wyłącznie w kontekście pokonywania wielkich odległości. Zastanawiała go sama potrzeba ruchu i jej geneza. Sporo w „Anatomii niepokoju” o tym nerwie, który każe nam ciągle biec – niektórym z miejsca na miejsce, ze spotkania na spotkanie, innym z walizką z lotniska na dworzec i z dworca na statek. Itd. w zależności od większych i mniejszych możliwości.

Pascal stwierdził kiedyś w jednej z bardziej ponurych chwil swego życia, że wszystkie nieszczęścia człowieka wynikają z tego, że nie potrafi on spokojnie usiedzieć w swoim pokoju. Natura nasza jest w ruchu… – pisał – Jedyna rzecz, która nas pociesza w naszych niedolach, to rozrywka… Atrakcje. Rozrywki. Fantazja. Zmiana mody, potraw, miłości i krajobrazu. Potrzebujemy ich jak powietrza. Bez zmian czezną nasze ciała i mózgi. Ktoś, kto siedzi spokojnie w zamkniętym pokoju, to prawdopodobnie szaleniec, dręczony przez zwidy i introspekcje”.

Jak uciec zwidom i melancholii? Chatwin poleca, by dużo chodzić, chociażby na spacery. Ruch to najlepsze lekarstwo na smutki.

*

Anatomia niepokoju. Pisma wybrane 1969-1989, Bruce Chatwin
tłum. Krzysztof Puławski
Świat Książki, Warszawa 2012

Advertisements

6 uwag do wpisu “Anatomia niepokoju, Bruce Chatwin

  1. pięknie piszesz o Chatwinie, i przekonująco! mam jego „W Patagonii”, które kiedyś zaczęłam i nie skończyłam, bo w międzyczasie zdążyłam do Patagonii pojechać i wrócić, ale widzę że warto po tę książkę sięgnąć i bez takiej podróży w planach.

  2. Zabrałem tę książkę Chatwina w swoją podróż do Birmy. Wystarczyło ją czasami otworzyć i przeczytać kilka zdań – miały jakąś szczególną moc koncentracji, wprowadzenia pewnego nastroju… tak jakby jej autor zmieniał nagle nasze podejście nie tylko do podróży, ale i do zmieniające go się w naszym itinerarium świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s