Widokówki z chłopcami

Pocztówka z Krety.
Pocztówka z Krety.

Jak to możliwe, że za nami już prawie połowa listopada? W rachunku miesięcy wszystko się zgadza: przeszedł wrzesień, październik, to teraz kolej na listopad, wszystko idzie w określonym z góry porządku. A jednak zawieszonym w próżni pytaniem pozostaje: gdzie wcięło te wszystkie dni?

Przed chwilą zerknęłam na listę przeczytanych w tym roku książek i na ich tle – słonecznie, kontrastowo, wręcz odblaskowo – wybijają się te, które czytałam w czasie letnich wycieczek. Jak pocztówki przywiezione z dalekich krain. Nie muszą być ładne (a czasem nawet są), ale ma się do nich sentyment.

Tak się jakoś złożyło, że autorami wszystkich są mężczyźni. (Do Marylki Szymiczkowej puśćmy zbiorowe oczko; zrozumie, odmrugnie).

Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel. | Fot. Viva.
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel. | Fot. Viva.

Tajemnica domu Helclów – Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński, Maryla Szymiczkowa

Latem w poznańskiej winiarni Pod Czarnym Kotem zorganizowano cykl spotkań z autorami powieści kryminalnych (swoją drogą, też piękna widokówka: są na niej wszystkie ciepłe, letnie wieczory, rozbawieni okoliczni i dojeżdżający poznaniacy, stoliki i krzesła rozstawione na chodniku przy ulicy Marcelińskiej, ruchomej tak jak to ruchome święto z przelewającym się winem domu w kieliszkach). Na jednym z nich pojawił się nowy w kryminale duet: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński. A ten drugi tak bardzo mi się spodobał – przewrotnie był zabawny – że na wakacje zabrałam „Tajemnicę domu Helclów”. Urocza rzecz! W głowę zachodzi się, które fragmenty pisał Dehnel, a które – czy jakiekolwiek? – Tarczyński, a całość okazuje się zabawną, lekko napisaną powiastką z klimatem, trochę koronki, trochę smaczków. To była bardzo miła niespodzianka.

Paul Bowsles. | Fot. Jearld F. Moldenhauser.
Paul Bowles. | Fot. Jearld F. Moldenhauser.

Ponad światem – Paul Bowles

Od pierwszych zdań Bowles wprowadza w tej książce taki niepokojący, deliryczny klimat, że nie sposób się oprzeć tej historii. Czy to jest powieść sensacyjna, czy literatura piękna? – po co się decydować? Trudno nie stracić głowy, gdy śledzi się zaskakujący bieg, jaki przybierają sprawy w tej powieści. Kto by się spodziewał, że to wszystko przydarzy się w podróży temu zblazowanemu, lekko już sobą znudzonemu małżeństwu?

Ota Pavel.
Ota Pavel.

Śmierć pięknych saren – Ota Pavel

Te fragmenty o wędkowaniu, te opisy pływania łódką, to picie kawy nad rzeką. Te słowa, żarciki, emocje. Te szalone pomysły genialnego tatuńcia. To słońce jak wielka żółta piguła. Proza jasna i świetlista, mimo że prześwieca przez nią smutek wojny, strat i widmo szpitala psychiatrycznego, w którym Pavel przeżył długie miesiące. Może najbardziej ze wszystkiego podoba mi się – i najlepiej pamiętam, zgodnie z duchem kanikuł – ten optymizm, jaki przenika wszystkie te opowiedziane przez czeskiego pisarza historie.

A potem nadszedł wieczór, taki, o jakim marzą. Łagodny, cieplutki, taki, że można go bez mała krajać i ładować do turystycznego plecaka.

D. F. Wallace z psem.
D. F. Wallace z psem.

Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi – D. F. Wallace

W wakacje wzięło mnie na pisarzy, którzy mieli problemy psychiczne. Nie będę dociekać przyczyny. (Bo jej nie ma). (A jeśli jest, nie chcę jej znać). D. F. Wallace też wywołuje niepokój, ale zupełnie innego rodzaju niż ten niepokój bowlesowski. Neurotyczne, pokręcone, rządzące się swoją własną logiką, często naszpikowane przemocą, obłędem, rozpaczą, samotnością opowiadania. Tytułowe wywiady z paskudnymi ludźmi to notatki z rozmów z osobami, które Wallace spotkał, lecząc się w szpitalach psychiatrycznych. Inne historie, te spoza szpitala, też potrafią nieźle wryć się w mózg. Wszystko to napisane na luzie, inteligentnie, przenikliwie. I cokolwiek złowieszczo, cokolwiek zasmucająco.

Niektóre opowiadania podobały mi się mniej – pod względem formy wydawały mi się przekombinowane (generalnie nie lubię przypisów).

Nie wiem dlaczego, ale świetnie czyta się to nad basenem.

Michel Houellebecq. | Kadr z filmu
Michel Houellebecq. | Kadr z filmu „Porwanie Michela Houellebecqa”.

Uległość – Michel Houellebecq

Trochę rozczarowuje tym razem Houellebecq. Wszystkie jego wcześniejsze książki były dla mnie przede wszystkim bardzo głębokim, niemal nie do zniesienia poruszającym przeżyciem. Nie chodziło tylko o to, że bardzo mi się podobały. Po przeczytaniu niemal każdej z nich musiałam się pozbierać – to był taki cios, o jakim pisał Hrabal, definiując, czym powinna być dobra książka; to było jak zamarznięte morze, które kruszeje wokół nas, o jakim pisał Kafka, definiując literaturę. Tym razem jest ciepło, łagodnie i powierzchownie. Zmiana systemu społecznego poprzez narzucenie religii muzułmańskiej jest opisana tak, że ani ziębi, ani grzeje, mimo że jest bardziej prawdopodobna niż przyszłość ludzkości jako samotnych klonów. (Przynajmniej na razie). Jednak – jak napisał zaraz na samym początku MH – są pisarze, których po prostu lubimy. Czytamy ich książki, bo po prostu ich lubimy. Ich książki są jak spotkania z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Więc mimo że „Uległość” jest słabą książką, czyta się ją znakomicie i z przyjemnością.

Czy Michel bywa tym razem proroczy? Na pewno. A w takich fragmentach szczególnie:

Przyszło ogólne ochłodzenie, a moje wyjścia z domu zyskały na racjonalności: raz w tygodniu wizyta w Géant Casino w celu uzupełnienia zapasów artykułów spożywczych i środków czystości, raz dziennie zejście do skrzynki pocztowej po zamówione na Amazonie książki.

Paul Auster. | Fot. nydailynews.com.
Paul Auster. | Fot. nydailynews.com.

Dziennik zimowy – Paul Auster

Melancholijna autobiografia. Rzut oka na minione dni, na ich mijanie i na konsekwencje tego mijania. Z perspektywy czasu wszystko zaczyna nabierać sensu. Kolejne choroby – od dzieciństwa do wieku dojrzałego. Spotykani ludzie. Początki pisania. Coś się nie udaje, by udało się coś innego. I opis życia uporządkowany mieszkaniami, które pisarz wynajmował przez lata.

By robić to, co robisz, musisz chodzić. Chodzenie jest tym, co przyciąga do ciebie słowa, co pozwala ci usłyszeć rytm słów, które zapisujesz w głowie. Jedna stopa naprzód, druga stopa naprzód i podwójne uderzenie serca. Dwoje oczu, dwoje uszu, dwie ręce, dwie nogi, dwie stopy. To, a potem tamto. Tamto, a potem to. Pisanie zaczyna się w ciele, jest muzyką ciała i nawet jeśli słowa coś znaczą, czasem mogą coś znaczyć, muzyka słów jest tam, gdzie zaczyna się ich znaczenie. Siedzisz przy biurku, by zapisywać słowa, lecz w myślach ciągle chodzisz, a to, co słyszysz, to rytm twojego serca, to jego bicie. Mandelsztam: „Zastanawiam się, ile par sandałów zużył Dante, pisząc Commedię”. Pisanie jako niższa forma tańca.

To tyle, jeśli chodzi o wspomnienia z tego lata.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Widokówki z chłopcami

  1. Przepiękne te widokówki, parę z nich już wylądowało na moim czytniku (abonament Legimi, żeby nie było :)) i będę się zaczytywać <3 Piękny ten post, taki melancholijny <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s