Cztery pory roku, Sándor Márai

Sandor Marai.
Sandor Marai.

Słowa na rozgrzewkę: Znowu minęło lato i nie zdarzył się żaden cud. Jestem oburzony. 

Właśnie ze znudzeniem odłożyłam książkę, która w tym roku dostała Pulitzera – napisaną przez amerykańskiego historyka Anthony’ego Doerra powieść „Światło, którego nie widać”. Po przeczytaniu połowy stwierdziłam, że to rzecz kompletnie nie dla mnie. Od początku nie robiła na mnie zbyt wielkiego wrażenia, ale dawałam jej szansę. Szansę w tym przypadku mierzymy w setkach, w trzech setkach stron. Nic z tego. Doerr pisał tę książkę 10 lat. I widać w niej tę dekadę starań. Widać, że tę historię wygładzał i pielęgnował jak szlifierz ten mityczny, opisywany w powieści kamień, którego posiadacz nigdy nie umrze. Efekt jednak ani nie zachwyca, ani nie porywa – to baśniowa powieść dla młodzieży o II wojnie światowej, której bohaterowie są płascy, papierowi, nieprzekonujący. Książka wydawała mi się irytująco edukacyjna i infantylna.

Może współcześnie żyjący amerykańscy pisarze sprawdzają się tylko w literaturze podróżniczej? (Czyli i tak nieźle).

Nie o Doerrze chciałam jednak dziś pisać, lecz o Sándorze Máraiu, który poprzez ten kontrast z niedoczytanym Doerrem ukazał mi się jeszcze w lepszym świetle.

„Cztery pory roku” to zbiór krótkich esejów przyporządkowanych do dwunastu miesięcy. Każdy miesiąc otwiera refleksja węgierskiego pisarza o tym, z czym dana pora roku mu się kojarzy, jaki wywołuje w nim nastrój, wspomnienie, jak ustawia go psychicznie i jakie apetyty w nim budzi. Brzmi to banalnie, ale w ujęciu wrażliwego i spostrzegawczego pisarza takiego jak Márai, teksty te potrafią ująć i oczarować, a czasem wywołać uśmiech. Porozumiewawcze skinienie: też tak to odczuwam, dokładnie tak jest, Sándorze, yhm.

Ale Sándora-pisarza i mnie-czytelniczkę sporo dzieli. Przede wszystkim dzieli nas czas. To odczucie towarzyszyło mi wtedy, gdy kilka lat temu czytałam jego „Dziennik”, powtórzyło się z podwojoną siłą teraz przy okazji „Czterech porach roku”. Wchodząc coraz głębiej w te teksty, czuje się, że pisane były w innej, dawno minionej już (choć nie tak odległej) epoce. Odczuwa się ich sztywną, opieszałą staroświeckość. Czasem Márai irytuje wygłaszanymi przez siebie poglądami. Czasem drażni i śmieszy swoim patosem i egzaltacją (Wielki poeta się nie myli. Zdaje się na własny instynkt i pisze tak, jak żyje, i tak umiera, jak się godzi). Ale czy to z sympatii, czy z empatii przymyka się na nie oko, usprawiedliwiając go życiem w innych czasach, w innym miejscu. Przez palce patrzy się na tę niedzisiejszość, starając się nadać jej walory patyny, kunsztownej elegancji. I gdy odsiać te drobne irytacje, pozostają piękne sceny, nieraz malownicze pejzaże, nieraz skreślone genialnie portrety (Jesienią ptaki odlatują. Dzieci idą do szkoły. Jowisz ma cztery księżyce. Kucharze huśtają się o północy); pozostają trafne spostrzeżenia, celne riposty i komentarze wymierzone w ludzi, w nas, w świat, sztukę, życie, w siebie.

Nie oczekuj ode mnie pokory: nie jestem człowiekiem pokornym. Jestem niezależny i taktowny, niewierny i ciekawy, wrażliwy i bezlitosny, na miłość godzę się tylko pod warunkiem, że nie wiąże mnie żadnymi warunkami – i nawet sympatii oczekuję tylko pod pewnymi warunkami. Natomiast sielanki, kochanie, szukaj z kimś innym. Ja nie mam na to czasu; moje zadanie polega na tym, aby – na swój sposób – przeżywać i – na swój sposób – opisywać.

Czy w bojących się samotności:

Nie ośmielą się zostać sami, ponieważ się boją. I wcale im się nie dziwię. Boją się, że zostaną sami z sobą w tym ciemnym lesie, który jest smutkiem istnienia, boją się, że sami siebie zdzielą maczugą i ograbią się ze wszystkiego, z pieniędzy i z życia. Dlatego uciekają w stronę światła. Są wszędzie tam, gdzie palą się lampy, gdzie gra muzyka, gdzie można ukryć się przed innymi. Jest to potworny lęk. Wielu chętniej wybiera śmierć niźli tę inną samotność, sam na sam ze sobą.

To jest prawdziwa literatura. Z taką Doerr ma niewiele wspólnego.

*

Cztery pory roku, Sándor Márai
tłum. Feliks Netz
Czytelnik, Warszawa 2015

Reklamy

2 myśli na temat “Cztery pory roku, Sándor Márai

  1. Ładnie, zachęcająco to wybrzmiało; dwie próby zaliczyłem i żadna z nich mnie do Maraia nie przekonała – może, jak to mówią, do trzech razy, itd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s