Jestem szczęśliwą osobą czy mam w życiu szczęście?

Zadie Smith, Warszawa 2015. | Źródło zdj.: polskieradio.pl
Zadie Smith, Warszawa 2015. | Źródło: polskieradio.pl

„Są tacy ludzie, o których się mówi, że urodzili się po złej stronie łóżka – wszystko jest zawsze dla nich o wiele mroczniejsze niż dla innych. To niezależne od klasy, rasy, majątku. Po prostu – dla jednych życie jest łatwe, dla innych bardzo trudne. To fundamentalna różnica między ludźmi. Ja urodziłam się po tej dobrej stronie łóżka – patrzę na świat z radością, jestem optymistką.

Czy jestem szczęśliwa dlatego, że po prostu jestem szczęśliwą osobą, czy dlatego, że mam w życiu szczęście? Moim pisaniem staram się opowiadać o tym, jak to jest nie być takim szczęśliwcem. Ludzie często się zastanawiają, jak to jest, że mnie się udało, a tej koleżance, która była ładniejsza i dobra z matmy, nie wyszło. Dlaczego ktoś kończy tak, a inny zupełnie odwrotnie? Dzieciaki z mojej szkoły zostały gwiazdami telewizji, lekarzami, ale też bezdomnymi, narkomanami, chociaż mieliśmy równe szanse. Równie złe albo równie dobre.

Jestem przerażona nie tyle pojęciem zmarnowanego talentu, ile zmarnowanego życia”.

To fragment wywiadu z Zadie Smith, jaki można przeczytać w najnowszych Wysokich Obcasach. Czytałam go i przypominałam sobie opowiadania ze zbioru „Lost and Found”, o którym zresztą rozmówczynie wspominają parę razy w cytowanym tekście. Tam również rozpatrywane są bowiem te sytuacje powodzenia i niepowodzenia życiowego, z naciskiem na te drugie. Opowiadania te nie są największym osiągnięciem brytyjskiej pisarki, podobnie zresztą jak powieść wydana rok temu „London NW”. O wiele lepsze są jej pierwsze książki, „Białe zęby” czy „O pięknie”, kiedy chyba nie miała jeszcze tak jasno sformułowanych przemyśleń, jakimi dzieli się np. w wywiadzie, kiedy bardziej czuła i pisała, niż myślała i analizowała. Pierwsze książki pokazywały jej ogromną empatię i wyobraźnię, zdolności stylistyczne i umiejętność bawienia się słowem. Teraz już tylko opowiada, ale w taki sposób, że wyczuwa się mocno kontekst tych wszystkich historii, ich podszewkę, ich przekaz. Bardziej czuje się właśnie przekaz niż historię. Zresztą może przesadzam, może to przelotne odczucie.

„Lost and Found” czytało się dobrze – to zbiór kilku opowiadań o wspólnym mianowniku: samotności, izolacji, niedopasowaniu, poszukiwaniu ciepła, zrozumienia i bliskości. A jednak nie przemawiają te historie zbytnio do hmm serca. A może chodzi o to, że czytałam te opowiadania bezpośrednio po drugiej części „Mojej walki” i nic nie zrobiłoby wtedy na mnie wielkiego wrażenia. A może chodzi o to, że jednak Zadie Smith lepiej sprawdza się w skali makro – jako powieściopisarka – a nie w skali mikro, w mniejszej, bardziej klaustrofobicznej przestrzeni, jaką pozostawiają dla autora opowiadania.

Tak czy owak lubię Zadie Smith, lubię tę kobietę, która pojawia się w wywiadach. Wygląda na rozsądną osobę. Bliska jest mi jej refleksja o tym, dlaczego jedni ludzie są szczęśliwi, a drudzy nie. Dlaczego jednym wychodzi w życiu, a drugim tak bardzo nie. I podobnie jak ona uważam, że nie trzeba tyle myśleć, a więcej robić. Choć czasem to niemyślenie-a-robienie jest bardzo trudne i powstrzymywanie się od ciągłej analizy sytuacji zastanej wymaga niezwykle silnej woli, wyjścia z siebie i potrząśnięcia sobą: nie nakręcaj się!

Mikrofron znów oddaję brytyjskiej pisarce:

„Kiedy kończysz 40 lat, musisz skonfrontować się z tym, że pewnych rzeczy już po prostu nie zrobisz. Nie spędzisz wakacji na Kostaryce, nie ukończysz wymarzonych studiów, nie uratujesz świata,  nie będziesz miała trzech córek. To naturalny proces, ale dość smutny. Autorefleksja w tym wieku nie sprawia, że jesteś szczęśliwy. Niedobrze jest więc się zastanawiać, kim właściwie jesteś, co osiągnąłeś.

Moim lekarstwem na wszelkie żale, frustracje i wątpliwości jest po prostu robienie. W moim przypadku to odbywa się poprzez pisanie, ale też przez wykonywanie codziennych, realnych rzeczy dla realnych osób – gotowanie, ubieranie dzieci do szkoły, naprawianie czegoś. Może to nie jest seksowne credo życiowe, ale to prawda. Szczęście to wykonywanie potrzebnej pracy i patrzenie na jej efekt”.

*

„Po dobrej stronie łóżka” – wywiad z WO nr 30, sobota 25 lipca 2015
Z Zadie Smith rozmawiała Karolina Sulej

Reklamy

3 myśli na temat “Jestem szczęśliwą osobą czy mam w życiu szczęście?

  1. tez czytalam ten wywiad. zgadzam sie z opisem pisarki o ludziach ze zlej strony swiata, kt maja przegwizdane od poczatku i kt nikt o potencjal nie pyta. a potencjal mial np. taki papa obama, kt z biednej wioski w kenii wyladowal na harvardzie.

    natomiast zdecydowanie nie zgadzam sie z przekonaniem, ze zycie konczy sie po czterdziestce! znajomosc siebie i swoich potrzeb oraz mozliwosci to jedno, a marzenia i chcenie to drugie. chcenie nie j samo w sobie zle („zeby nam sie chcialo chciec”), a zwlaszcza dla kobiet, czesto poswiecajacych srodkowa czesc zycia rodzinie. dopiero kiedy maja wiecej niz 40 lat moga zrealizowac nareszcie wlasne marzenia. chocby taka madelaine allbright, kt, o ile pamietam, ZS cytuje.

    i do tej realizacji potrzebne j wspomniane przez ciebie i ZS . robienie.

    czekam az ZS skonczy te 50 czy 60 lat – i co nam wtedy powie?!?

  2. Wywiad też czytałam, bardzo mi się podobał, a Zadie lubię chociaż bardziej jako osobę niż pisarkę, być może powinnam przeczytać coś więcej, a nie tylko „Londyn NW”
    Tylko jednego nie rozumiem, dlaczego wakacje na Kostaryce nie są możliwe po czterdziestce? Lub ukończenie studiów? Nie przesadzajmy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s