Świat nagle się otworzył

IMG_0840

„Tak czy owak, w przeszłość nie możemy się cofnąć. Wszystko, co robimy, jest nienaprawialne, a jeśli obejrzymy się za siebie, to widać nie życie, tylko śmierć. Ten zaś, kto uważa, że to charakter współczesności powoduje jego niedostosowanie, jest albo opętany manią wielkości, albo po prostu głupi, a w obu wypadkach brakuje mu samoświadomości. Wielu rzeczy we współczesności nie znosiłem, ale nie stąd brało się moje poczucie utraty sensu, bo przecież nie czułem się tak stale… Na przykład tamtej wiosny, kiedy przeprowadziłem się do Sztokholmu i spotkałem Lindę, świat nagle się otworzył, a jednocześnie jego intensywność szalenie wzrosła. Byłem nieprzytomnie zakochany i wszystko stało się możliwe, radość przez cały czas osiągała punkt bliski wrzenia i obejmowała cały świat. Gdyby wtedy ktoś próbował ze mną rozmawiać o bezsensie, roześmiałbym mu się w twarz, ponieważ byłem wolny, a świat, naszpikowany sensem, stał przede mną otworem – od mrugających futurystycznie pociągów, sunących przez węzeł drogowy Slussen poniżej mojego mieszkania, aż po słońce, barwiące na czerwono kościelne iglice na Riddarholmen podczas złowieszczo pięknych zachodów słońca, kojarzących się z dziewiętnastym wiekiem, które co wieczór podziwiałem w tamtych miesiącach; od zapachu świeżej bazylii i smaku dojrzałych pomidorów po odgłos obcasów stukających po bruku na zboczu schodzącym ku hotelowi Hilton późną nocą, kiedy siedzieliśmy na ławce, trzymając się za ręce, i wiedzieliśmy, że jesteśmy razem teraz i na zawsze. Ten stan trwał pół roku. Przez pół roku byłem absolutnie szczęśliwy, absolutnie obecny w świecie i w sobie samym, zanim ów świat powoli zaczął matowieć i kolejny raz wymknął mi się z ręki. Rok później znów przeżyłem wzlot, chociaż w zupełnie inny sposób.

(…)

Pisałem, a to, co początkowo było jedynie długim esejem, zaczęło z wolna, ale pewnie rozrastać się w powieść i wkrótce osiągnęło punkt, w którym stało się dla mnie wszystkim, nie mogłem zajmować się niczym innym, więc przeniosłem się do pracowni, gdzie pisałem dniami i nocami, śpiąc tylko godzinę od czasu do czasu. Wypełniło mnie bez reszty fantastyczne uczucie, zapłonęło we mnie jakieś światło; nie było gorące i niszczące, tylko chłodne, przejrzyste i lśniące. W nocy brałem filiżankę kawy i siadałem na ławce przed szpitalem, żeby zapalić; otaczały mnie pogrążone w ciszy ulice, a ja prawie nie mogłem usiedzieć spokojnie, tak wielką czułem radość. Wszystko było możliwe, wszystko miało sens. W dwóch fragmentach tej powieści dotarłem dalej, niż sądziłem, że to możliwe, i już tylko owe dwa fragmenty – chociaż nie rozumiałem, jak mogłem je napisać, zresztą nikt ich nie zauważył i w żaden sposób nie skomentował – sprawiły, że warto było przeżyć pięć lat nieudanego i nieudolnego pisania, które je poprzedzały. To dwie z kilku najlepszych chwil mojego życia. Mam na myśli całe swoje życie. Szczęścia, które mnie wtedy wypełniło, i tego poczucia niezwyciężoności szukam od tamtej pory, ale wciąż nie znalazłem”.

*

Karl Ove Knausgård, Moja walka. Powieść 2.
tłum. Iwona Zimnicka
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015
s. 90-93

Reklamy

Jedna myśl na temat “Świat nagle się otworzył

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s