Wyspa Łza

Joanna Bator w drodze. Tym razem donikąd?
Joanna Bator w drodze. Tym razem donikąd?

Czytając „Wyspę Łzę” Joanny Bator, zastanawiam się: ile osobistego można wpuścić w literaturę, by nie przesadzić? Kiedy historia staje się kiczowata i banalna? Gdzie jest ta granica między totalną szczerością a przesadą, bezwstydnym odsłonięciem się, przed którym czytelnik zasłania się zażenowany?

W „Wyspie…” jedyne, co mi się podoba, to najbardziej osobiste fragmenty. Najczęściej są pisane w równie kiepski sposób, jak cała książka, ale jest w nich coś ciekawego. Jak te sugestie poliamorii. Albo śledzenie podróżującej Bator z tajemniczym K. (Krzysiem, mężem), który towarzyszy jej w życiu od dwudziestu lat i jest najbliższym powiernikiem, ale to nie znaczy, że nie pojawiają się w tej jej tymczasowości Młodość i Starość, dwaj kochankowie, i konieczność przemieszczania się między nimi.

I to w tej książce jest najciekawsze. To, i może powracające co i rusz wspomnienie horoskopu o Księżycu w Rybach (który mógłby być nazwą japońskiej potrawy) i Saturnie – Czarnym Słońcu. Poza tym – bezsenność, bo tak jak ją Bator opisuje, i ja ją od czasu do czasu doświadczam. Czuję nastrój, w jakim to Bator pisała – czarna melancholia, wpływ Saturna, potrzeba magii i silnych sił zewnętrznych ingerujących w nasze życie, wiara w nieprzypadkowość tego, co nas spotyka, w przeznaczenie, w gwiazdy. Wszystko szklane i poprzesuwane od niedostatku snu i od tabletek nasennych, które przytłumiają rzeczywistość. Wszystko dzieje się obok.

„Pomieszkiwałam tu i tam, nigdzie nie zamieszkałam i nie zadomowiłam się, bo zawsze przychodzi moment, że dalsza podróż, zmiana miejsca stają się nie kaprysem czy atrakcją, ale czymś, bez czego nie mogłabym dalej żyć w miejscu wyzutym już ze znaczenia i nadgniłym”.

Ale podobny nastrój nie wystarcza, by utrzymać uwagę rozkojarzonego czytelnika. Ten nastrój może tylko wymęczyć i wynudzić (na szczęście nie przytłoczyć), gdy jest opisywany z taką egzaltacją. Pustosłowie. Wielosłowie. Potrzeba chłodnego redaktora, który zarządziłby radykalne cięcia – dzięki nim może udałoby się z tego całego pisania wydestylować istotę.

*
Joanna Bator, Wyspa Łza
Wyd. Znak, Kraków 2015

Advertisements

6 uwag do wpisu “Wyspa Łza

  1. o, to wielka szkoda! bo tak bator lubie. ale mnie juz kryminal mniej pasowal – z tego, co piszesz wynika, ze pani bator meanduje w niejlepszym kierunku.

    z drugiej strony pisarz ZAWSZE pisze o sobie ;-)

  2. Oj to „pustosłowie” to już u Bator wyłapałam w tekstach o Japonii. Ja rozumiem delektowanie się stylem i urok bogatego słownictwa, ale jak za tym nic nie stoi to właśnie wypada nazwać rzecz po imieniu.

  3. Mówiłam, że to niedobre. Napuszone, przesadzone, wydumane. Ciekawe jak będzie dalej. Choć z następną jej książka to zaczekam aż cała reszta przeczyta i coś powie, i dopiero wtedy pójdę kupić. Nie będę już taka głupia i wyrywna jak przy tej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s