2014

Fot. Henri Cartier-Bresson | Magnum Photos.
Fot. Henri Cartier-Bresson | Magnum Photos.

Ten rok oceniam jako nijaki pod względem czytelniczym. Czytałam tyle co zwykle, ale mało co tak naprawdę mnie z tych czytanek obeszło. Książki trafiały w moje ręce i obojętnie się z nich wysuwały. Nie wszystkie kończyłam. Niewiele mnie poruszyło, dotknęło, wciągnęło, zainteresowało. Ale na szczęście kilku pozycjom się to udało.

PORUSZYŁO I DOTKNĘŁO
“Moja walka. Tom 1” Karla Ove Knausgårda. Absolutnie powalająca rzecz o szczerości w relacjach z innymi, w tym też z najdziwniejszym innym, czyli z sobą. Mało w tym roku tu pisałam, ale akurat o tej książce tak.

WCIĄGNĘŁO
“2666” Roberto Bolaño. Kapitalna książka, dzieło totalne, wielka literatura – powiedzieć mniej to karygodne zaniedbanie. Jest to też, trzeba dać to ostrzeżenie, nudna powieść, wlokąca się żmudnie. Gdyby był to film, to wielu nazwałoby go takim, w którym nic się nie dzieje. Wiele osób wyszłoby z kina. Ale dla mnie to nie wada, w końcu wiele najlepszych filmów można w ten sposób spuentować. Trzeba przebrnąć przez te pustynie nudy, by dotrzeć do jądra horroru. Takiego miejsca, w którym można przestraszyć się snów, siebie, podróży, przeznaczenia, codzienności, ciemnych zakamarków, życia i poezji. Wszystkiego. Ale nawet w tym strachu widać blask czegoś pięknego. Złowieszczo pięknego.

ZAINTERESOWAŁO
“Wszystko, co lśni” Eleanor Catton. Książka nie tak genialna jak “Moja walka”, ale też już o niej wspominałam. Napisana z imponującym rozmachem i zamysłem.

UCIESZYŁO
“Zawał” Mirona Białoszewskiego. Gdy ta książka latem przez przypadek wylądowała na moim biurku, tak się ucieszyłam, że wszyscy się w pracy ze mnie śmiali. Nie ma się z czego śmiać, moi drodzy! To wielka radość, prawdziwa przyjemność czytać Mirona. Gdyby ludzie tak pisali np. swoje statusy na Facebooku, jak on pisze swoje dzienniki – te wywiady, te stopklatki, te sytuacje – świat byłby nieziemskim miejscem. Więc może lepiej, że nikt już tak nie pisze jak Białoszewski.
Na dodatek “Zawał” kojarzy mi się z wielkimi jazdami po Polsce (bociany przy drodze), jakie wspólnie z M. i małą K. odbywałyśmy w czerwcu i lipcu. Po co tam? Bo nic tam nie ma. (Choć akurat tam coś było).

MIMO WSZYSTKO
“Drach” Szczepana Twardocha. Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek w tym roku. Podobała mi się, ale w porównaniu z mistrzowską “Morfiną” przyniosła rozczarowanie. Przymierzam się do oddzielnego napisania o tej książce. Pozwólcie więc, że nie będę się teraz rozmieniać na drobne, tylko zasygnalizuję: na pierwszych stronach ludzie zarzynają świnię, i to jest najlepsza scena w tej książce.

NO I MURAKAMI
“Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakamiego. Z sympatią wspominam tę historię. Jak to u tego japońskiego pisarza zazwyczaj bywa: jest i zwyczajność, i tajemnica. Zmieszane w proporcjach, które służą fabule.

A Wam co się podobało? Co polecacie?

Advertisements

16 uwag do wpisu “2014

  1. To pierwsze podsumowanie 2014, które przeczytałam (jeszcze) w tym roku. *Fanfary*

    Trochę przykre jest to, że nie jestem w stanie z czystym sumieniem polecić nic uniwersalnego wydanego w tym roku. Łudzę się jednak, że to dlatego, że czytuję więcej staroci niż nowości ;)

    1. Gwoli ścisłości: podsumowanie dotyczy książek, które przeczytałam w tym roku, a niekoniecznie w tym roku wydanych. To, że 3/5 ukazały się w 2014 to przypadek. A może nie tyle przypadek, co wynik tego, że – i to jest coś, co przegapiłam, sadząc się na to zestawienie – czytam głównie nowości, bo do tych mam najłatwiejszy dostęp.

      Konkludując: jestem też ciekawa przeczytanych przez Was staroci ;)

      1. A, to chyba że tak. Swoją drogą strasznie ten czas leci: nie posprawdzałam dat i myślałam, że wszystkie pozycje to świeżynki tegorczne, bo wydawało się mi, że tak niedawno się ukazały :D

        To dla mnie, ze staroci właśnie, okryciem był „Król szczurów” Clavella. Źałuję, że nie zapoznałam się wcześniej z twórczością tego pana, ale nadrobię.

  2. Mój rok przede wszystkim pod znakiem na nowo odkrywanego Steinbecka, a to dzięki wznowieniom Wydawnictwa Literackiego. Poza tym z nowosci Professor Stoner – piękna, mądra i skromna powieść. I to by było chyba na tyle. Reszta to niezawodne starocie:)

    1. Do Steinbecka też się przymierzałam, konkretnie do nieczytanych jeszcze „Gron gniewu”. Ale to jeszcze nie był ich czas. Z kolei słyszałam już co nieco dobrego o książce „Professor Stoner” i skoro te pogłoski potwierdzasz, to chyba znak, że trzeba się za nią rozejrzeć :)

    1. Mnie też to swego czasu zaskoczyło – całkowicie rozumiem.
      Choć w pewnym momencie wymiękłam i – niech zostanę wyklęta – wolałam przerzucić się na oglądanie serialu.

  3. Moje odkrycia, jeśli chodzi o literaturę piękną, to Cormack McCarthy i Italo Calvino. Jednak królowała u mnie literatura faktu.
    Moje podium:
    „Sunset Limited”
    „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?”
    „Autobiografia” Charles Chaplin
    „Góra w Tybecie”
    Pozdrawiam i porządnych zachwyceń w Nowym Roku!

  4. Italo Calvino – tak. To mi przypomina, że nie doczytałam jeszcze jego „Baśni”. „Sunset Limited” – jestem ciekawa, ale na jakiś czas odpuszczam sobie McCarthy’ego. Czytałam „Drogę” i bardzo mi się podobała. Ale później zabrałam się do „Suttree” i już odpadłam – za rdzawe? zbyt rubaszne? sama nie wiem. Ten klimat zupełnie do mnie nie trafił i się do pisarza trochę zraziłam (uraz pewnie jednak minie).
    Również życzę porządnych zachwyceń!

  5. w minionym roku przeczytałem ponad 200 książek, głównie komiksów, ale również niewiele ponad 30 powieści.
    Po 15 latach powróciłem do Durrella i „Kwartetu Aleksandryjskiego”: nadal uważam ten powieściowy cykl za jedno z arcydzieł literatury.
    Mocne wrażenie zrobił na mnie „Fioletowy hibiskus” Ngozi Adichie oraz „No więc dobrze” Bowlesa. Podobała mi się także ostatnia część cyklu „Twoja twarz jutro” Maríasa.
    Największe rozczarowanie: Jonathan Franzen, „Dwudzieste siódme miasto”.

    1. W minionym roku właśnie przeczytałam o wiele za mało komiksów; teraz stwierdzam, że mi ich brakowało. O „Kwartecie…” słyszałam, ale jeszcze nie miałam przyjemności – skoro masz o nim tak dobre zdanie, to koniecznie muszę przeczytać. Ngozi Adichie kiedyś czytałam „Połówkę żółtego słońca” i zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Bowlesa poznaję, czytałam jego „Podróże. Pisma zebrane” i miałam mieszane uczucia (niektóre eseje przednie, niektóre słabe, sporo ciekawostek o papugach), teraz z miłą emocją czekam aż nadejdzie kolej na jego „Autobiografię”. A od Maríasa robię sobie przerwę – w zeszłym roku czytałam i „Zakochania”, i „Serce tak białe”. Trafia do mnie bardzo to, jak pisze, ale muszę trochę po tych długich zdaniach odpocząć. Zwłaszcza że słyszałam, że drugi tom trylogii najsłabszy i może zniechęcić?

      1. Aśka, jeśli mogę polecić jakieś komiksy, to właśnie na blogu przygotowałem Top Listę 2014:
        https://dybuk.wordpress.com/2015/01/04/komiksowa-top-lista-rok-2014-czesc-i/

        „Kwartet…” koniecznie! jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałem, nie boję się napisać: ARCYDZIEŁO!
        a Tobie może się tym bardziej spodobać, bo ważny jest wątek „o pisaniu”.
        Jakiś czas temu założyłem, że Bowlesa to tylko prozę, chyba dobrze wybrałem…
        tej Ngozi Adichie, którą wspominasz nie czytałem, może kiedyś, właśnie czytam „Pielgrzyma”, a jak skończę, to właśnie idzie na kindla „Amerykaana”
        tak, drugi tom Mariasa słaby…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s