Wszystko, co lśni

Eleanor Catton i jej mapy, atlasy, wykresy, gwiazdy.
Eleanor Catton i jej mapy, atlasy, wykresy, gwiazdy.

Raz na jakiś czas czyta się dobrą książkę. Jeszcze rzadziej taką z pierdolnięciem. Zazwyczaj, nawet po przeprowadzeniu rzetelnej selekcji, ląduje się na kilka dni z czymś, co w najlepszym przypadku ujdzie lub, by rzec jeszcze bardziej kolokwialnie, dobrze wchodzi. Rzecz odbywa się w ciszy, bez wstrząsów i bez fajerwerków. Minuty biegną.

Szczęśliwie, „Wszystko, co lśni” to książka o niebo lepsza od przeciętnego wypełniacza czasu, jakim musimy się zadowalać, gdy nie ma widoków na książkę wybitną. Wciągająca fabuła, inteligentna konstrukcja, przy której zdaje się, że pisarka miała największą frajdę, prosty, elegancki język bez wymyślnych dyrdymałów – wszystko to lśni, ale jednak nie jest dziełem genialnym, takim, które przenika czytelnika do głębi. Nie powoduje gęsiej skórki. Nie pozbawia nas snu. Nie niepokoi. Nie sprawia, że jest nam mniej wygodnie z nami samymi. Nie rozrywa nas od środka i nie rąbie nam żadnej prawdy prosto w twarz, poza może taką, że na dobrą gawędziarską historię też znajdzie się miejsce w naszym czytelniczym życiu.

To dobra książka na złe czasy – takie, kiedy nie ma widoków na książkę z pierdolnięciem i takie, kiedy szybko, o wiele za szybko zapada zmierzch.

Jakby przeczuwając tę potrzebę radzenia sobie z ponurą jesienią, Eleanor Catton niczym dzielna, skrupulatna wiewiórka zgromadziła zapasy wiedzy i informacji. Posiłkując się nimi, stworzyła 900-stronicową książkę, którą docenili krytycy przyznający Nagrodę Bookera. Gdyby nie odrobiła tak pilnie lekcji z astrologii, historii gorączki złota w rodzimej Nowej Zelandii i XIX-wiecznej literatury, nie byłoby to możliwe. Przyjemnie się to czyta, nie powiem. Tych dwóch tygodni, kiedy „Wszystko, co lśni” wypełniało mi wieczory, nie uznaję za zmarnowane. Zabawne wydawały mi się zwłaszcza tytuły rozdziałów rodem z Dickensa – z suspensem ujawniające, co się na najbliższych stronach wydarzy. Podobała mi się również gra, jaką z nimi dodatkowo Catton podjęła, stopniowo wydłużając tytuły rozdziałów, a skracając długość tych ostatnich – na wzór zmieniających się faz księżyca. Nikt czegoś takiego jeszcze w literaturze nie robił – to ci figle. Ogólnie wkomponowanie historii w astrologię to interesujący zamysł. Widać, że autorka się przyłożyła do studiów nieba. Ich pierwszeństwo w stosunku do fabuły podkreśla w każdym wywiadzie:

Mapy nieba nie pomogły mi podczas pisania książki. Było dokładnie odwrotnie, najpierw zanalizowałam układ gwiazd i planet, a potem skonstruowałam fabułę, która miała sens w kontekście tych konkretnych układów — mówi Michałowi Nogasiowi w „Zwierciadle”.

Ten pomysł, by książkę wywieść z gwiazd, bardzo mi się podoba i nawet mi trochę imponuje. Budzi to szacunek, ukłon, mikro dyg. Ale i też wyczuwam w tym namiastkę kujoństwa i sztywniactwa. Chcąc stworzyć rzecz godną uwagi, Catton zabrnęła – momentami? w ogóle? – za daleko w planowanie. Zaczynając pisanie książki, wszystko już o niej wiedziała. Tym samym zamknęła sobie możliwość większej improwizacji. Czuje się, że ta powieść nie miała żadnego prawa rozrosnąć się na dziko, za płot. Z mapy nieba Catton utkała sobie sieć bezpieczeństwa. Nic tu nie wymknie się spod kontroli. Była tak dobrze zaplanowana, rozpisana w układach gwiazd i planet oraz w strukturach powieści, że zabrakło jakiejś wielkiej emocji. Brakuje szaleńczego elementu, który porwałby nas i uwiódł. W efekcie „Wszystko, co lśni” to celująco, genialnie odrobione zadanie domowe, ale nie dzieło wybitne. Zamieć pod szklanym kloszem, gdy za oknem szaleje zuchwała śnieżna zawieja.

*

Wszystko, co lśni, Eleanor Catton
tłum. Maciej Świerkocki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s