Americana, Don DeLillo

Młody i zblazowany - to o Davie z "Americany". Czujny i w golfie - to o Donie.
Młody i zblazowany – to o Davie z „Americany”. Czujny i w golfie – to o Donie.

Dave, młody, zblazowany Amerykanin, ma wszystko i chce mieć wszystko, to znaczy jeszcze więcej wszystkiego i to jak najwyższej jakości. Zamożny, pochodzący z tzw. uprzywilejowanej rodziny. Niedawno skończył studia, już odnosi sukcesy w telewizyjnej korporacji. Piękna, wyluzowana żona w typie kumpelki (czytaj: wszystko wolno, tylko mi o tym mów i nie przynudzaj). Kochanki. Nowe i łatwe do zastąpienia. Piękne ubrania i inne snobizmy.

Ale nie, to nie to, kręci nosem nieusatysfakcjonowany Dave. Chce mieć wszystko, chce wszystkiego spróbować. A to oznacza, że trzeba też zażyć losu artysty, włóczykija, hippisa. Z paczką przyjaciół (jeśli tak można określić ten naprędce sklecony tłumek bez jakichkolwiek umocowań emocjonalnych) rusza w podróż przez Stany. I znów jest zblazowanie, znów jest rutynowe ruchanie podszyte zimną fascynacją.

Tak, zdecydowanie – zgodnie z modą postmodernizmu – nie wzbudza ten cały Dave sympatii, nawet gdy postanawia się zmienić, bo sztuczny jest w tej metamorfozie. Dobrze tę sztuczność przepoczwarzania pokazuje DeLillo. Bo to Dave jest sztuczny, a nie DeLillo nie potrafi. DeLillo potrafi, i to niemal aż za dobrze, obnażyć mechanizmy postępowania egoistów i narcyzów, ludzi, którym nigdy niczego nie brakowało i którzy żadnych klęsk, tak osobistych, jak i tym bardziej globalnych, nie doznali. Wszystko im wolno, na nic nie mają ochoty. Skądś to znamy? Brzmi jak psychografia pokolenia Y. Ale przecież nie tylko.

Zdradzam całą fabułę, ale obiecuję, że nikomu się z tej przyczyny żadna krzywda nie stanie. Nie dla fabuły czyta się DeLillo. Z tego, co pamiętam (z Punktu omega i z Nazw), ta reguła obowiązuje w jego przypadku zawsze. Po co się go zatem czyta, zwłaszcza po co czyta się debiutancką „Americanę”? A po to, by – nikogo przecież nie zaskoczę – dowiedzieć się, od czego zaczynał wielki amerykański prozaik. Widać tu zapowiedzi tego, co rozwinięte, wycyzelowane robi w późniejszych dziełach takie silne wrażenie na czytelniku. Styl, język, moduł formułowania zdań. Na razie jednak, tu u zarania pisarstwa Dona (lata 70.), ma się do czynienia z przerostem formy nad treścią. Mówiąc wprost, można się wynudzić jak mops przy tej książce. Uważajcie, nie wiecie kiedy zagapicie się, fatalnie zamyślicie i potkniecie. Taki kamyk na drodze, rzut na pożegnanie.

*

Americana, Don DeLillo
przetł. Michał Kłobukowski
Noir sur Blanc, Kraków 2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s