Moja walka. Powieść pierwsza, Karl Ove Knausgård

Karl Ove Knausgård - tu, w starciu z paprociami.
Karl Ove Knausgård – tu, w starciu z akacją.

Szczerość – prezentowana przez autora i odczuwana przez czytelnika – to ona jest głównym atutem tej książki, skądinąd tak prosto napisanej, że prościej się już niemal nie da. I w tej prostocie, obok szczerości, też jest metoda, bo prostota jest, aż chce się wtrącić „po skandynawsku”, piękna, banalnie piękna. Jednakowo jasno i wprost pisze Karl Ove o tym, jak sprząta metr po metrze zrujnowany dom, w którym zapił się na śmierć jego ojciec, i o tym, jakie, w którym momencie i wobec kogo żywił uczucia. Z niczym się nie hamuje. Wydaje się, że niczego przed nami nie zataja, nie ukrywa, chociaż przyznaje – wszyscy kłamiemy, a pisarze są od tego, by fikcją zwalczać fikcję życia.

Więc silna jest w tej osławionej już powieści szczerość. Autentyczność. To, że jednocześnie mamy do czynienia z raportem faktów i w tym samym czasie czytamy wciągającą powieść. To zresztą kolejny atut książki: wychodzenie naprzeciw tym naszym współczesnym chęciom czytania literatury faktów, tego, co jak najbliższe temu, co nas na co dzień otacza. Jest w „Mojej walce” połączenie fikcji i faktu – dla tych, którzy lubią powieści i dla tych, którzy silnie opowiadają się za reportażami i biografiami.

Te dwie kwestie odpowiedzialne są za ogromny sukces Norwega, jakim cieszy się na rynkach wydawniczych coraz to liczniejszych krajów. Szczerość i hybryda form. Poza tym – jeszcze raz prostota, ten żmudnie czyszczony i opisywany kafelek po kafelku w brudnej do niemożliwości łazience. Jednak w tej prostocie czasem coś uderzy silniej i zapada w pamięć. Tak jak ten opis dźwigu, którym już się dzieliłam na FB, tak jak ten fragment o śmierci, którym kończy powieść pierwszą Karl Ove, a w którym pisze, że śmierć jest niczym, jest tylko formą taką samą jak zsuwająca się z oparcia krzesła kurtka.

Do pierwszego tomu podchodziłam ze sceptycyzmem. Na drugi czekam z niecierpliwością.

Fragmenty:

Człowiek wie o czymś za mało i to coś nie istnieje, człowiek wie o czymś za dużo i to coś też nie istnieje. Pisanie jest wyciąganiem tego, co istnieje, z cienia tego, co wiemy. Właśnie o to chodzi w pisaniu. Nie o to, co się tam dzieje, nie o to, jakiego rodzaju akcje się tam rozgrywają, tylko o  t a m  samo w sobie. Tam, oto jest miejsce i cel pisania. Ale jak tam dotrzeć?

Temat był zbyt bliski mojego życia i nie dawał się tak łatwo ująć w inną formę, która jest przecież warunkiem literatury. To jedyne rządzące nią prawo: wszystko musi się ugiąć pod formą. Jeżeli któryś z pozostałych elementów literatury, takich jak styl, intryga, tematyka, stanie się mocniejszy niż forma, jeśli któryś z nich ją sobie podporządkuje, rezultat będzie kiepski. Właśnie dlatego pisarze o wyrazistym stylu tak często piszą słabe książki. Podobnie bywa z tymi, którzy poruszają ważkie tematy. Siłę tematyki i stylu należy złamać, tylko wtedy może powstać literatura. Właśnie to łamanie nazywam pisaniem. W pisaniu chodzi zatem bardziej o niszczenie niż o tworzenie.

Pisząc, chciałem otworzyć świat sobie samemu, jednocześnie właśnie przez owo odczucie to mi się nie udawało, przez odczucie, że przyszłość nie istnieje, że jest tylko większą ilością tego, co już jest, a zatem żadna utopia nie ma sensu. Literatura zawsze była spokrewniona z utopią, kiedy więc utopia traci sens, traci go również literatura. Tym, czego próbowałem i czego być może próbują wszyscy pisarze – nic o tym nie wiem – było zwalczanie fikcji fikcją. Powinienem był wychwalać to, co istnieje, wychwalać stan rzeczy, a więc pławić się w świecie, zamiast szukać z niego wyjścia, bo w ten sposób bez wątpienia żyłoby mi się lepiej, ale to mi się nie udało, nie potrafiłem tak, coś we mnie zastygło, utkwiło we mnie to przekonanie i chociaż było ono esencjalistyczne, a więc niejednorodne w czasie, a na dodatek romantyczne, nie mogłem go ominąć z tego prostego powodu, że zostało nie tylko wymyślone, lecz również doświadczone w owych nagłych stanach objawienia, jakie chyba wszyscy przeżywają, kiedy to człowiek przez kilka sekund widzi świat zupełnie inny aniżeli ten, w którym znajdował się zaledwie przed chwilą, świat nagle się ujawnia i ukazuje na krótki moment, a zaraz potem z powrotem zamyka się w sobie i wszystko pozostaje takie, jakie było wcześniej.

 

*

Karl Ove Knausgård, Moja walka. Powieść pierwsza
przeł. Iwona Zimnicka
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s