Małe lisy, Justyna Bargielska

Przykład kolejnej po Oksanie Zabużko kobiecej frazy, która może się w pewnym momencie stępić, której jednak na szczęście się to nie przytrafia. Pewnie dzięki temu, że Justyna Bargielska zna umiar i swoje Małe lisy trzyma w ryzach miniatury. Bardzo zresztą dobrze oswojonej przez pisarkę.

To zabawna, inteligentna, rozpaplana, babska narracja (którego to określenia nie używam jednak w tym przypadku złośliwie ani krytykancko), ze zmienną perspektywą osób opowiadających.

To wszystko łączy się z wciągającą i lekką, choć potencjalnie przygnębiającą fabułą, w której śledzimy losy współczesnej pani Dalloway skupionej na codzienności, dzieciach i swojej depresji.

Książkę z przyjemnością się czyta, jednak/więc/i nie pozostawia w nas żadnego cienia, żadnej zawiesistej smugi. Pewnie za kilka miesięcy nie będę specjalnie pamiętać, o czym właściwie były te Małe lisy. To źle? Nie, to nawet całkiem dobrze. Czyta się to bez spiny, na luzie – i tak ma się to czytać. Może właśnie za to najbardziej polubiłam Bargielską i jej sposób pisania – chwiejny, rozdygotany, pełen kolokwializmów, ale pięknie precyzyjny jednocześnie język – i z chęcią przeczytam jej kolejną książkę. W międzyczasie może sięgnę po tomik jej poezji – pamiętam, że ktoś kiedyś mi go polecał (Bach for my baby). Tylko kto?

*

Małe lisy, Justyna BargielskaJustyna Bargielska, Małe lisy
wyd. Czarne, Wołowiec 2013

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Małe lisy, Justyna Bargielska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s