Muzeum porzuconych sekretów, Oksana Zabużko

Oksana Zabużko 2

Mam tego dość. Z nami, Zabużko, koniec – powiedziałam i rzuciłam kobietę, która pewnie na to nie zasłużyła. Ale ile można? Ile można znosić ten sam męczący styl, uparte powtórzenia i w dużej mierze martwe sceny z tłem partyzanckim? Nie za długo. Ale i nie tak krótko. Była strona 395 i się poddałam. Co za ulga tak sobie uświadomić, że nie warto tracić z kimś czasu.

Gdyby ta powieść, określona przez paru recenzentów największą współczesną powieścią ukraińską, była o połowę krótsza, czyli gdyby kończyła się tam, gdzie ja skończyłam z nią, można by było nazwać ją nie najgorszą. Niestety, liczy ponad 600 stron, a książki tak długie rzucają światu wyzwanie. Żeby mogły się podobać, żeby mogły się prawdziwie podobać, muszą spełnić o wiele wyższe wymagania niż książki krótsze. A może tylko dorabiam teorię do tego porzucenia i tak naprawdę chodzi li i jedynie o to, że mi się nie podobała.

Główny zarzut to właśnie ta objętość. Zbyt wiele słów potrzebuje Zabużko do opowiedzenia swojej historii. Najpierw swoim słowotokiem uwodzi, powtarzającą się frazą bawi, jednak po dwustu stronach ten styl męczy. Nużą i irytują też od pewnego momentu  wynurzenia pierwszoosobowe narratorki, w których roi się od nawiasów nabitych niby to odkrywczymi spostrzeżeniami, a zakończonymi egzaltowanymi wykrzyknikami. To, co najpierw nadaje opowiadanej historii naturalności, dość szybko staje się pretensjonalnym balastem.  Jeżeli styl nie zachwyca, a fabuła nie porywa, to nie ma co liczyć na to, że po 395 stronie ten stan ulegnie zmianie. Po takim czasie rzadko coś zmienia się na lepsze, a już zwłaszcza powieść, wielka ukraińska powieść.

Najgorsze fragmenty to te z wątkiem partyzanckim (martwe). Najlepsze – te o związku Daryny z Adrianem (ciepłe i żywe).  Kilka fragmentów nawet mi się spodobało. Parę przepisuję. I na tym moja przygoda z Oksaną Zabużko się kończy.

 –

***

 „Włada po prostu od urodzenia miała ten nadmiar wewnętrznej wolności, który dostaje się w jednym pakiecie z talentem i bez którego talent nie ma szans – rozmieni się na drobne wśród kręcenia główką na wszystkie strony w oczekiwaniu pochwał i oklasków – i na tym nadmiarze wolności, jak na pełnym baku, przeskakiwała wszystkie podsuwane jej zewnętrzne reguły, jakby ich nie zauważając, z rozpędu, skokiem na motocyklu” (s. 97).

 –

„Może to jest właśnie najbardziej elementarna istota miłości – człowiek, który żyje obok i wszystko zapamiętuje inaczej. Takie nieustające źródło zadziwienia: świat nie po prostu „jest”, świat co chwilę  u k a z u j e  s i ę, wystarczy wziąć tego kogoś za rękę” (s. 137).

 –

„Gdyby to można było wiedzieć, gdzie kończy się „wtedy”, a zaczyna „teraz”. Jakże ślepa jest ta ocalająca ludzka wiara w to, że istnieje między nimi jasne rozgraniczenie. Że wystarczy tylko przewrócić kartę, rozpocząć nową rachubę lat, zmienić nazwisko, paszport, herb, flagę, spotkać i pokochać inną osobę, zapomnieć o wszystkim, co było i nigdy, nawet w samotności, nie wspominać tych, co odeszli – cała przeszłość zostanie unieważniona. A granicy nie ma, przeszłość naciera na człowieka ze wszystkich szpar i szczelin, mieszając się z teraźniejszością w tak gęste ciasto, że wygrzebać się z niego nie sposób. A my wciąż pocieszamy się dziecięcym złudzeniem, że mamy nad nią władzę, bo możemy ją zapomnieć. Jakby nasze zapomnienie sprawiało, że przeszłość znika” (s. 276-277).

 –

Zabużko - oklOksana Zabużko, Muzeum porzuconych sekretów
przeł. Katarzyna Kotyńska
wyd. W.A.B., Warszawa 2012

Advertisements

5 uwag do wpisu “Muzeum porzuconych sekretów, Oksana Zabużko

  1. O, a takie peany na cześć tej powieści były w necie. Mnie ta objętość skutecznie odstraszyła, bo jeszcze się za nią nie zabrałem. PS Czytam teraz Ciorana i tam jest fragment o martwej powieści, ładnie się składa :) Wrzucę wieczorem u siebie.

  2. Cóż, wygląda mi to na zmęczenie materiału (i materiałem)

    PS. Nikt chyba nie nadaje się lepiej od Ciorana do wypowiadania się o martwej powieści. No, może Kafka…

  3. Podziwiam wytrwałość! Dojść do niemal 400 strony tak męczącej lektury to prawie heroizm :) Czy raczej masochizm?
    Ja czytałam opowiadania Zabużko (Siostro, siostro) i miałam bardzo podobne odczucia: pierwsze mnie zachwyciło, a z każdym kolejnym było gorzej – ciągle ten sam styl i na dłuższą metę bardzo męcząca lektura. Też w ten sposób zakończyłam przygodę z tą panią…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s