Nazwy, Don DeLillo

  1. W scenach. Czarno-białe, wyraziste fotografie. Krajobrazy. Często martwe. Ciche i wymarłe. Poziomy pustki. Dialogi. Ludzie. Mówią, mówią, mówią. Słowa przelatują między nimi, bez  kolizji. Do siebie, każde o sobie, w tym licznym gronie każde jest osobno. Najbardziej zaawansowane stadium relacji  – gdy sobie serdecznie towarzyszą. Na tle pustki. Kóz. Pośród obcego języka.

  2.  A już zwłaszcza dotyczy to Jamesa Axtona, amerykańskiego analityka ryzyka. Mieszka w Grecji sam. Żyje w separacji z żoną. Jest zdystansowany, do nikogo i do niczego nie umie się przywiązać. I właściwie  est mu z tym, z tą życzliwą osobnością, dobrze. A na pewno zazwyczaj wygodnie.

    Długie sceny. Antonioni. Wenders. Powolne, wypalone, ślepe kadry. Zawieszenia. Nawet w środku akcji jest Axton wyizolowany, bujający w próżni.
  3. Don DeLillo
    Wreszcie coś go fascynuje: język, inicjały, morderstwa popełniane przez sektę, w których kluczową rolę grają słowa, nazwy, litery. Idzie ich tropem. Bez specjalnego zaangażowania, bo to jest mu ono obce. Ale pomimo jego braku podąża tym śladem konsekwentnie, z bladą ciekawością.

  4. DeLillo języka i odcięcia od niego używa w kilku wariacjach. Po pierwsze, jest on, Axton, obcy  w Grecji choćby przez nieznajomość miejscowego języka, ale opanowanie greki choćby na podstawowym poziomie leży  poza jego możliwościami. Skądinąd inteligentny, poniekąd poliglota, a przy tym języku się zacina, hamuje, zniekształca jego składnię, przekręca słowa.
    Po drugie, językiem bawi się jego syn piszący powieść. Dalej: igra z jego zasadami porozumiewając się z matką wymyślonym przez nich językiem ob.

    Inicjały + morderstwa
    Dlaczego? Bo nazwy to puste dźwięki.
    Kiedyś przedmioty były życiem, codzienność wystarczała – tym fascynuje się żona Axtona, pracująca na wykopaliskach i szukająca dawnych akcesoriów powszedniości. Upatruje sobie tę starą prostotę za wzór i spełnia się w powtarzalnej, żmudnej pracy fizycznej w upalnym greckim skwarze. Przynajmniej do czasu. To akurat mało odkrywcze.
  5. DeLillo przypomina Javiera Maríasa: w tym ciągłym analizowaniu uczuć i postaw, w systematycznym badaniu ryzyk charakterów. W patrzeniu na ludzi przez pryzmat ich zachowań i motywacji.
    Ale: jest o wiele bardziej w tym lakoniczny. Nago lakoniczny. „Król jest nagi”. Bez dygresji i omówień. Monochromatyczny konkret.
  6. Jakby pisał raporty ze swoich snów.
    Kolory też, jak emocje, są wyblakłe, choć to Grecja – spodziewasz się słońca, ostrego lazuru wody i nieba – nic z tego. Dostaje się tylko pustynię, wypłowienie, suszę. Wokół hałas. Ale tłumiony, wygłuszony, zawsze na zewnątrz, nawet gdy jest się w jego miejskim epicentrum.
    Jak raporty ze snów:
    Urywana narracja
    Wyrwanie kontekstów z korzeniami
    Sceny co najwyżej w sepii
    Napięcie zespolone z obojętnością – cokolwiek się stanie, to się stanie, i nic się z tego powodu nie stanie.

    DeLillo = reżyser pustki

(poza tym: Grecja, podróże, swoisty reportaż z Aten lat 80.)

*

Nazwy_Don DeLilloDon DeLillo, Nazwy
przeł. Robert Sudół

Wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2012

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s