Pensjonat Miramar, Nadżib Mahfuz

Bez zachwytów. Książka kameralna, starannie napisana – ale ani strukturalnie, ani fabularnie, ani językowo nie powala na kolana.

Przez pierwsze 50 stron powoli się rozkręca. Zaczynałam podejrzewać, że tu w ogóle nic się nie wydarzy, że przez 200 stron będziemy powracać do dawno minionego romansu siedemdziesięciolatka, któremu na stare lata przyszło przenieść się do tytułowego pensjonatu Miramar, prowadzonego przez jego flamę z dawnych lat, cudzoziemkę Mariannę.

Na szczęście akcja przeskakuje na inny tor i przyspiesza. Historia zmienia perspektywę – opowiadają ją inni, młodsi mieszkańcy pensjonatu. Ich opowieści zróżnicowane są stylistycznie i ideologicznie. W rzecz wkrada się wątek kryminalny – jeden z młodych ludzi ginie. Wszyscy podejrzewają, że zabił go ktoś z pensjonatu, bo od pewnego czasu młodzi kłócili się, bili i sobie złorzeczyli. Zarzewiem konfliktu jest Zuhra, młoda i ładna służąca, w której wszyscy się kochają.

Właśnie – Zuhra. Jest postacią centralną całej historii, a najmniej o niej, o jej zdaniu i jej uczuciach, wiemy. Tyle wiemy, co inni – ci, którzy z nią mieszkają i chcą poznać, co myśli i czuje. Wokół jej losów, jej urody i jej życiowych wyborów, też tych miłosnych, ogniskują się sprawy mieszkańców pensjonatu. Dlatego m.in. brakuje jej perspektywy. Brakuje jej też dlatego, że wśród czterech opowiedzianych historii nie ma ani jednej żeńskiej – ani właścicielki pensjonatu, ani Zuhry właśnie. Może zresztą w tym męskim świecie to, co mają do powiedzenia Zuhra i Marianna, jest niewiele warte. A może to tak oczywiste i jednoznaczne, że Zuhra cierpi, bo źle ulokowała swoje uczucia, że nie trzeba oddawać jej w ogóle głosu.

Albo inaczej: może pisarzowi zbędna była jej perspektywa. Bez niej w sumie historia też jest dopełniona i kompletna. W pewien sposób prawdziwsza – lepiej możemy wczuć się w psychiki czterech obserwujących ją mężczyzn, z których każdy żywi wobec niej uczucia innego rodzaju i o innym natężeniu, nie znając jej myśli. Jednak mimo wszystko taka relacja wydaje się uboższa, niż byłaby, gdyby przedstawić również zapatrywania Zuhry. Kto wie, czy nie jest ona najciekawszą osobą całego dramatu? Buntowniczka, która sprzeciwiła się wydaniu jej za mąż wbrew swojej woli. Uciekła do Aleksandrii ze wsi, w której się wychowała i którą kochała. Po co? Żeby wplątać się w nową beznadziejną aferę. Czy było warto?

Prozę egipskiego noblisty (1982), Nadżiba Mahfuza, porównuje się do twórczości innego laureata Nobla, Orhana Pamuka. Są podobnie melancholijni, obu łączy sposób opowiadania – gra perspektywami różnych postaci – i tematyka: miasto (Aleksandria vs Stambuł), rewolucja, konflikty, fikcja z główną osią w wątku kryminalno-miłosnym. Ale Pamuk jest o wiele lepszym bajarzem – podczas gdy od jego historii trudno się oderwać, przy Mahfuzie nie możemy się do końca zapomnieć i  wciągnąć w opowieść. Owszem, docenia się ten kameralny styl prowadzenia historii Egipcjanina, ale właśnie tylko tyle – docenia się, bez zachwytu, bez emocji.

Nadżib Mahfuz, Pensjonat Miramar
przeł. Jolanta Kozłowska, George Yacoub
wyd. Smak Słowa, Sopot 2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s