O prowadzeniu dziennika i pisaniu

Rozumienie dziennika jako zaledwie przechowalni czyichś prywatnych, sekretnych myśli jest powierzchowne – to nie jest głuchy, tępy i niepiśmienny powiernik. W dzienniku nie tylko opowiadam o sobie bardziej otwarcie, niż gdyby ktoś mnie słuchał; ja siebie tworzę.

W dzienniku dochodzi do głosu moje poczucie własnej tożsamości. Prezentuję się w nim jako osoba emocjonalnie i duchowo niezależna. Nie jest to więc (niestety) prosty zapis codziennych wydarzeń, lecz raczej – w wielu wypadkach – ich alternatywna wersja.

Często istnieje sprzeczność między intencją stojącą za naszym zachowaniem wobec drugiej osoby a tym, co – jak twierdzimy na stronach dziennika – do niej czujemy. Nie znaczy to jednak, że nasze działania są płytkie, a wyznania czynione samemu sobie głębokie. Wyznania – te szczere, oczywiście – mogą być płytsze niż czyny. Przykładem niech będzie to, co przeczytałam dziś na swój temat w dzienniku H, kiedy poszłam do jej mieszkania przy 122 Bd St-G, by wyjąć pocztę zalegającą w jej skrzynce. Swoją zdawkową, nieuczciwą i nieprzyjazną ocenę mojej osoby podsumowała słowami, że tak naprawdę mnie nie lubi, lecz akceptuje i korzysta z mojej namiętności do niej. Bóg wie, że to boli – poczułam się wzburzona i upokorzona. Rzadko kiedy wiemy, co inni o nas myślą (czy raczej myślą, że myślą)… Czy mam poczucie winy, że przeczytałam słowa nieprzeznaczone dla moich oczu? Nie. Jedna z głównych (społecznych) funkcji dziennika polega na tym właśnie, że jest on potajemnie czytany przez innych (rodziców + kochanków), o których z okrutną szczerością można pisać tylko tam. Czy H kiedyś przeczyta tę notkę?

***

Nic z wyjątkiem lenistwa nie powstrzymuje mnie przed tym, by zostać pisarką. Dobrą pisarką.

Dlaczego pisarstwo jest dla mnie ważne? Sądzę, że głównie z przyczyn egoistycznych. Chcę pisać, by móc się określać mianem pisarki, a nie dlatego, że mam coś ważnego do powiedzenia. Ale co w tym złego? Podbudowując nieco własne ego – na przykład metodą faktów dokonanych, której używam w tym dzienniku – w końcu osiągnę pewność, że mam (ja mam) coś do powiedzenia, coś, co należy powiedzieć.

Moje „ja” jest wątłe, ostrożne, zbyt roztropne. Dobrzy pisarze wykazują się egoizmem tak wielkim, że graniczy on z głupotą. Rozsądna ja i krytycy poprawiamy ich – ale rozsądek pasożytuje na twórczych siłach geniuszu.

*

Susan Sontag, Odrodzona. Dzienniki, tom 1, 1947-1963
przeł. Dariusz Żukowski
wyd. Karakter, Kraków 2012
s. 207-208

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s