451° Fahrenheita, Ray Bradbury

„Nam nie potrzeba spokoju. Potrzeba nam, by nas naprawdę dręczyło coś od czasu do czasu” – uświadamia sobie pewnego dnia Guy Montag i to odkrycie wywraca do góry nogami jego świat. To, co wydawało się normalne, w tym codzienna kretyńska szczęśliwość bez chwili zastanowienia, nagle wydaje mu się idiotyzmem. Wszystko, co akceptował jako oczywiste, zaczyna go dziwić. Dlaczego nie rozmawia już z żoną? Kiedy i jak właściwie ją poznał? Czy jedynym sposobem na życie jest praca i gapienie się w telewizor? Czy pracuje tylko po to, by kupować coraz to nowsze gadżety? I właściwie dlaczego nie wolno czytać? Dlaczego ma palić te wszystkie książki?

Guy Montag żyje w futurystycznej wizji Stanów Zjednoczonych, stworzonej w latach 50. XX wieku przez amerykańskiego pisarza, Raya Bradbury’ego, w powieści 451° Fahrenheita. Jest strażakiem, ale zamiast gasić pożary, podkłada ogień. Ma spalić każdy księgozbiór, jaki jeszcze zdołał się uchować pomimo rządowego zakazu czytania i posiadania książek. Ale tych księgozbiorów nie ma znowu aż tak wiele. Ludziom i tak nie chce się czytać. Wygodnie żyje im się w bezmyślnym otumanieniu. Dobrze im z tym obojętnym życiem bez treści. Ze stuporu, który opanował całe społeczeństwo, Montaga wyrywa przypadkowe spotkanie. Jeszcze nie wie jak, ale chce coś zmienić w swoim życiu. W samą porę.

Książka Bradbury’ego nie jest najlepsza. Montag to postać papierowa, której losami trudno się przejąć. Dialogi są dość sztuczne, a momentami wręcz plastikowe. Ale coś każe doczytać 451° Fahrenheita do końca. Właściwie to dwie rzeczy. Po pierwsze, ciekawość świata, który ponad 50 lat temu wyobraził sobie Bradbury, a który dziwnie przypomina naszą codzienność, chociażby pod względem opisanych przez niego nowoczesnych technologii. Zresztą nie tylko w nich tkwi podobieństwo. Też w zanikaniu kultury wysokiej na rzecz nijakiej papki, też w ogólnej obojętności na wszystko poza dobrą zabawą jakichś podobieństw można by się było przecież dopatrzeć.

To po pierwsze. Po drugie, ciekawość samego pomysłu świata bez książek. W kontekście odtrąbionego powielekroć spadku czytelnictwa i końca literatury, który wieszczą np. co bardziej radykalni przeciwnicy e-booków, katastroficzna wizja Bradbury’ego, w której nie wolno czytać, ale też prawie nikt nie ma na to ochoty, wydaje się jeszcze bardziej interesująca. „To nie przyszło od rządu. Początkowo nie było żadnego nakazu, deklaracji, cenzury. Nie! Technologia, eksploatacja masowa i naciski mniejszości załatwiły sprawę. Dziś dzięki nim możemy być szczęśliwi przez cały czas, wolno człowiekowi czytać komiksy czy pisma fachowe”.  Miejmy nadzieję, że akurat ta prorocza wizja  Bradbury’ego się nie spełni. A najwyżej – zostaną nam komiksy, cóż, nie tak źle, jakaś to zawsze pociecha.

Ray Bradbury, 451° Fahrenheita
przeł. Iwona Michałowska
wyd. Solaris 2008

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “451° Fahrenheita, Ray Bradbury

  1. ja miałam podobne odczucia odnośnie tej książki. pomysł świetny, momentami przerażający, jak sobie uświadomić ile z tej wizji się sprawdziło, ale wykonanie mnie nie przekonało, przypominało wręcz szkolne wypracowanie. widać, że autor napisał tę książkę w dwa tygodnie. lektury niedstety nie udało mi się dokończyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s