Wolność: pustka i pełnia

Czujecie? Ja czuję: lato się kończy. Powiecie, że to dopiero połowa, ledwo zaczęliśmy sierpień, ale ja wiem swoje. Przeczułam to już w zeszłym tygodniu – żar odpuścił, a zmierzch złagodniał – ale jeszcze chciałam się łudzić, że to potrwa, więc udałam, że nic nie widzę.  W sobotę nie dałam się już omamić. Pod uginającym się od jabłek drzewkiem, błogosławiony niech będzie cień, który daje w ciszy południa, było już całkiem jasne, że wszystko to – temperatura, żarzące się milczenie, niskie, burzowe chmury – to tylko pozory, że lada chwila przyjdzie jesień i znów będzie depresyjnie. Więc? Właściwie to nic. Cóż można poradzić. Trzeba nagrzewać ciała, zanim przyjdzie Buka.

Tak się cieszę tymi resztkami lata, że zaniedbuję trochę bloga. A przecież czytam, ciągle czytam.

Co innego robić. (Jeść jabłka).

Z książek, o których jeszcze nie wspominałam, a z którymi ostatnio miałam przyjemność, warto wymienić dwie: Wolność Franzena i Pustkę i pełnię Bouviera. Miały być o tych książkach dwa oddzielne wpisy, ale jednak – upał, lenistwo, ogólne rozmamłanie, bo wróciłam na wygnanie do wilczego miasta, czyli Warszawy (jednak Poznań to Poznań, tej) – będzie jeden.

1.

Wolność wywołuje we mnie ambiwalentne uczucia. Jonathan Franzen to sprawny pisarz i od jego historii trudno się oderwać, kiedy już uda się przebrnąć przez pierwszą część – nudną i miejscami żenująco kiepsko przetłumaczoną. Dopiero w momencie, gdy zaczynamy czytać autobiografię Patty, coś się przestawia. Może po prostu przyzwyczajamy się do specyficznego stylu Franzena – specyficznego, pomimo amerykańskiego, czyli w sumie prostego sposobu pisania. A może po prostu wczuwamy się w tę analizę różnych wolności do i wolności od, obiecywaną przez tytuł. Najbardziej przerażającą z nich jest wolność Patty, która „miała cały dzień każdego dnia, by znaleźć przyzwoity i satysfakcjonujący sposób na życie, a jednak wszystko, co zdawała się otrzymywać za wszystkie jej wybory i całą wolność, było coraz bardziej żałosne”.  Z odpowiednim nastawieniem można potraktować to jak motywującego kopniaka i z większym zapałem zabrać się do tego, by coś w życiu osiągnąć.

Że zrobiło się osobiście? Cóż, tak czyta się Wolność. Czytanie odczuwalne (Pilch).

A jednak po przeczytaniu książki mam wobec niej wątpliwości. Trafia do mnie to, co pisze Franzen, ale nie zachwyca mnie jako całokształt. Np. wątek syna Patty, Joeya, który kręci wątpliwe interesy i tkwi w związku z uzależnioną od niego dziewczyną – choć też traktuje o wolności, zupełnie do mnie nie przemawia. Mogłoby go nie być, a książka bez niego nadal by funkcjonowała. Nie przekonuje mnie też postać Lalithy, asystentki Waltera, z którą ten ma romans. Zbyt grzeczna, pozbawiona wątpliwości, skoncentrowana na jednej sprawie, w niczym niewidząca przeszkód – istnieją tacy ludzie (inteligentni ludzie)?

Podobnie złożone wrażenia miałam po skończeniu jego Korekt. Ale Wolność jest od nich znacznie lepsza – choćby ze względu na główne postaci: Waltera, Patty, Richarda, które są o wiele bardziej dopracowane, wydają się żywsze i pełniejsze. Wierzy się w tę ich historię. Nie wierzę jednak w jej ostateczne zakończenie.

 –

2.

Po Wolności tylko Pustka i pełnia Bouviera. Dla dopełnienia nastroju, ale też dla zupełnej jego odmiany.

„Pisarz, człowiek wolny? Nie wcześniej, niż gdy przemierzy siedem piekieł i strawi kilka garści gwoździ. To częściej pismak podszyty pariasem. Nieudolnie kocha pomysły, które mu się wcale nie odwzajemniają. Kiedy je ma, to znaczy, że zdobył je po kawalersku i w ciemnych kątach, jak kobietę, która mu się nie chce oddać. Czmychają jednak, gdy widzą, że nadchodzi, on, ze swoim piórem i swymi nader ambitnymi projektami” (s. 147).

Tym razem Bouvier osobisty w bardziej skondensowany sposób. Pustka i pełnia to zbiór notatek z Japonii, opublikowany po śmierci pisarza. Tworzone w przeciągu sześciu lat (1964-1970), opisują codzienne życie Bouviera, jego relacje z najbliższymi i jego wędrówki. Te miniatury przetykane są  przemyśleniami o pisarstwie i podróżowaniu.

„Kiedy mamy naprawdę jakiś cel, dni nie są podobne jedne do drugich. Nie ma już codzienności, nic prócz ogromnej, napiętej trajektorii. Tacy właśnie są święci. I nawet samo pojęcie codzienności, w tej perspektywie, zamiast kojarzyć się z życiem machinalnym, wyraża już tylko okresowość szerokich obrotów, które przesuwają nas w obranym kierunku w taki sam sposób, jak cykliczność pór roku wiąże się z linearnością życia” (s. 149).

Nawet posiadanie celu i wolność do jego realizacji nie uchronią nas jednak od „białej i plażowej strony egzystencji” (Michaux), na którą powołuje się Bouvier myśląc o pustce i pełni w życiu. Zawsze w końcu pojawi się zastój – ale i on w końcu minie (prawda?).

„Mój umysł wciąż pracuje, ale tak naprawdę niewiele już przemawia mi do serca, a więc nie mam żadnego napędu i nie znajduję nic godnego odnotowania. Mimo wszystko zabawniej jest być zakochanym niż dobrze poinformowanym, nie uważacie? Za jednego bitego dwóch niebitych dają? Ale żaden z nich nie jest wart nawet ćwierci głupka zakochanego w życiu. Ja to doskonale znam, ten istny szpital, którym staje się moja własna egzystencja, kiedy życie mnie opuszcza, ten osad goryczy, te puste pokoje. Wtedy staję okoniem, sprzeciwiam się, zacinam w sobie, robię się zły, twardy, opryskliwy” (s. 55-56).

W międzyczasie, zanim rozwieją się widma tych pustych pokoi, można tylko, jak Bouvier, bronić się.

„Są ludzie o umysłach uporządkowanych, którzy pakują walizki, przemierzają jakiś kraj lub w nim przebywają, a potem… „odpowiadają sobie na pytania”. Mnie zaś pytania otaczają, osaczają, oblegają, a ja odparowuję ciosy, jak mogę” (s. 106).

 –

Jonathan Franzen, Wolność
przeł. Witold Kurylak
wyd. Sonia Draga, Katowice 2011

Nicolas Bouvier, Pustka i pełnia. Zapiski z Japonii 1964-1970
przeł. Krystyna Arustowicz
wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2005

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wolność: pustka i pełnia

  1. „Pisarz, człowiek wolny? Nie wcześniej, niż gdy przemierzy siedem piekieł i strawi kilka garści gwoździ. To częściej pismak podszyty pariasem. Nieudolnie kocha pomysły, które mu się wcale nie odwzajemniają.” – Hej, no, siedzę sobie na wilczym wygnaniu gdzieś między jeziorami, może nieco przetrunkowałem, ale mam wrażenie, że Bouvier z wiekiem stawał się coraz bardziej protekcjonalny i mniej przyswajalny. Zastanawiałem się, gdzie jest granica – już wiem. „Kronika Japońska” wydawała mi się jeszcze niezwykłą, ale ten powyższy cytat… No i te późniejsze historie; Korea na ten przykład, wywiad „Drogi i manowce” z Noir Sur Blanc także – ja wiem, że sporo doświadczył, ale brakuje mi już w tych książkach takiego głodu świata, jest ton mentora.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s