Cudowne dzieci, Roy Jacobsen

Dreszczyk kulturalny – coś mi przeszkadza w swobodnym użyciu tego określenia w stosunku do książki norweskiego autora, Roya Jacobsena, Cudowne dzieci. Prawdopodobnie w ogóle bym jej w tych kategoriach nie rozliczała, gdyby nie to, że jest opublikowana w serii wydawniczej o tej nazwie, a przez to przypomina inne powieści z tego cyklu, które czytałam. Przypomnienie, jeśli ma odpowiedni timing, a tym razem ma, implikuje porównanie, a że w tym zestawieniu pojawiają się też Gentlemani i Gangsterzy Klasa Östergrena (a dorównać Gentlemanom nadzwyczaj trudno), to Cudownym dzieciom rzedną miny. Zabrakło obiecywanego dreszczyku, przeto syci się niedosyt, pasie się rozczarowanie. Ale szczęśliwie tylko przez chwilę.

Bo jeśli zapomnieć o wcześniejszym nastawieniu i po prostu przyjąć to, co się dostaje, to zawsze i pozytywniejsze wibracje od razu drgają, i gratisowo można dostrzec coś niebanalnego. W Cudownych dzieciach najbardziej podoba mi się lato. I o tym lecie zaraz trochę opowiem. Za chwilę, kiedy trochę rozjaśnię niebo nad dziećmi, które akapit wcześniej zachmurzyłam. Sio chmury, poszły!

Tytułowe Cudowne dzieci to całkiem liczna gromadka: Finn, Anne-Berit, Freddy 1, Tanja, Boris i wreszcie Linda – przyrodnia siostra Finna, której nagłe pojawienie się w jego domu, dotąd dzielonym tylko z matką, wszystko zmienia. A jeśli nie wszystko, to wiele. Dziecięca ferajna? Skandynawia? Brzmi jak wariacja na Dzieci z Bullerbyn. Otóż nie, bynajmniej: o ile dzieciaki ze szwedzkiej książki wiodły dość sielskie życie, psocąc i wymyślając co i rusz to nowe sposoby spędzania swego czasu, o tyle te norweskie żyją w innych, miejskich realiach, w niczym nie przypominających sielanki ze Szwecji. A przede wszystkim ich historia nie jest pisana z myślą o najmłodszym czytelniku. Ich rodziców nie ma, kłócą się, biją je, znęcają się nad nimi psychicznie, w najlepszym wypadku są wobec nich obojętni. Jeden Finn wydaje się mieć dość szczęśliwe dzieciństwo. Dopiero gdy pojawia się Linda, zauważa, że nie każdemu wiedzie się tak dobrze jak jemu. Bycie innym odseparowuje i nieraz jest przyczyną prześladowań ze strony rówieśników.

Nihil novi sub sole? Zasadniczo tak. Czasem jednak taka monotonia to coś dobrego – przekonały się o tym dzieciaki na wakacjach. Wspólne lato pod namiotem, na norweskiej wyspie, gdzie nie dzieje się nic zaskakującego – znak szczęścia w tej ponurej w tonacji historii dzieciństwa.

 „Dzikie dzieci mają pod stopami drewno. Nawet okiem nie mrugną. Dzikie dzieci, Cyganie i Indianie. Mają smugi brudu wokół oczu i wyblakłe, sztywne od słonej wody czupryny, obtarte łokcie i kolana i rozdrapane bąble od ukąszeń owadów. A oczy błękitniały nam z każdym dniem coraz bardziej i bardziej, ponieważ lato posuwało się naprzód, to najbardziej nieskończone lato ze wszystkich” (s. 118).

To najbardziej nieskończone lato ze wszystkich zyskało wymiar wieczności. Niestety, przez smutną jednorazowość. Cudowne dzieci polecam zabrać na leżak – zwłaszcza pod te dominująco zawiesiste chmury, dobrze się wkomponują. (Uparte zachmurzenie, samowolnie powraca).

Roy Jacobsen, Cudowne dzieci
przeł. Anna Topczewska
Studio Wydawnicze DodoEditor, Kraków 2012

Reklamy

6 uwag do wpisu “Cudowne dzieci, Roy Jacobsen

  1. ładne te dzikie dzieci, że nawet okiem nie mrugną, takie są
    ale och,och przypomniał mi się Golding i „Władca Much”
    jakieś powikłanie myślowe

    1. w sumie nie powikłanie, moja wina, choć nie tak powinno być. dzikie, cudowne dzieci wcale nie takie dzikie, do scen z Goldinga nie dochodziło, ba, nawet się o nie niewiniątka z Norwegii nie ocierały, dementuję totalnie
      ale i tak powikłanie słuszne, o ile takie bywają powikłania, o ile takie się zdarzają

  2. lato w SE – jak sama zasmakowalas – potrafi byc b piekne. natomiast czy dla dzieci szczesliwe? szwedzka literatura wspólczesna az sie roi od pornografii przemocy, alkoholizmu, wspóluzaleznienia, uposledzenia, niedopasowania itp. wystarczy przeczytac tak teraz popularna kryminaly. ba, nawet pippi långstrump, kt de facto j samotna i bezrodzinna dziewczynka, muszaca sobie radzic jak moze. „mio mój mio” j smutna ksiazka – astrid l wyspecjalizowala sie w obrazowaniu bezbronnosci dzieci. sama zreszta miala rozmaite trudne doswiadczenia

    1. myślę, że szwedzkie tak samo (nie)szczęśliwe jak wszędzie, względne sprawy. zresztą na taki gest szczodrości, by porównywać jedną książkę norweską o dzieciach ze wszystkimi szwedzkimi o tychże, to bym się nie porwała, jeśli tak brzmi, to przepraszam, mnie na taki gest zwyczajnie – na razie? – nie stać ;)
      a lato w SE miewa swoje momenty

  3. to dobrze, że dzieci niewinne,
    powikłania mysle, że chybasłuszne, gdybym napisała skojarzenia byłoby lepiej, ale nie przyszło mi akurat do glowy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s