Nie widać nic, Daniel Arasse

„- Chciałbym tylko spróbować  p o p a t r z e ć  na ten obraz. Zapomnieć o ikonografii. Zobaczyć, jak działa…

– To już nie jest historia sztuki.

– Powiedzmy, że to nie należy do jej zwyczajów. Może kiedyś się to zmieni. Skoro sztuka miała historię i ma ją nadal, to zawdzięcza to pracy artystów i, między innymi temu, jak postrzegali dzieła z przeszłości, jak je sobie przyswajali” (s. 101).

Na co patrzą królowie i dlaczego Kacper jest najdostojniejszy? | Piotr „Śmieszny” Bruegel starszy, „Pokłon Trzech Króli”, 1564, National Gallery, Londyn

W zasadzie ten fragment jest kwintesencją tego, o co chodzi w książce Daniela Arassego Nic nie widać. W tym pięknie wydanym przez DodoEditor zbiorze esejów autor żarliwie przekonuje nas, byśmy raz jeszcze spojrzeli na znane obrazy. Przeczuwa – i ma rację – że wiele w nich przegapiamy, przyuczeni do spojrzeń w określonym kierunku i do raz połkniętych interpretacji. Arasse obiecuje i kusi, że jeśli spojrzymy uważniej, to dojrzymy coś więcej. Bo, ponoć, zawsze jest coś więcej. Czasem wystarczy drobiazg, chwila – paradoksalnie – nieuwagi, by to dostrzec kątem oka. A czasami nawet długotrwałe wpatrywanie się w człowieka czy obiekt, w tym przypadku obraz, nic nie daje. Z ludźmi i z obrazami jest ta sama trudność: zazwyczaj nas coś zaślepia. Dlatego trzeba nauczyć się patrzeć, poucza nas i kolegów po fachu historyk sztuki, Daniel Arasse. A robi to ze swadą i w ciekawej formie.

W jakiej? Przede wszystkim nie ogranicza się do typowych esejów o malarstwie, w których wyliczałby swoje argumenty. Bawi się z nami w rozszyfrowywanie obrazów. Czuje się, jak kręci się przed opisywanym płótnem (Tycjana, Velázqueza, Bruegla czy Tintorettego), jak przestępuje z nogi na nogę i bije się ze swoimi myślami, jak pozwala się ponieść fantazji, by już po kilku zdaniach zreflektować się – nie, to nie może być prawda. Płynie w swoich wywodach swobodnie, a czytelnik słowo po słowie śledzi, jak kształtowała się jego opinia, miast godzić się na samo odczytanie mu jak wyroku ostatecznego zdania.

Może nawet najlepszym sposobem prezentacji jego opinii (czasem, mam wrażenie, obliczonych na kontrowersje) jest dialog. Dowcipne dywagacje z adwersarzem są tym, w czym Arasse czuje się jak ryba w wodzie. Błyskotliwe utarczki, dywagacje, zbijanie przeciwnika, nawet istniejącego tylko na papierze, z pantałyku, dowcipkowanie – widać, że za tym przepada. Ciekawym pomysłem też było przedstawienie analizy obrazu w formie opowiadania o człowieku, który stoi przed płótnem znanego malarza i bije się z myślami.

Czy ślimak coś widzi i jeśli tak, to co? | Francesco del Cossa, „Zwiastowanie”, około 1470-1472, Gemäldegalerie, Drezno

Wszystko to tym bardziej frapujące, że Arasse każe nam przyglądać się zaskakującym detalom. A to stawia tezę o wielkiej wadze spojrzenia ślimaka, a to zwraca uwagę na cukinię namalowaną na krawędzi obrazu, a to z kolei intryguje go, czy kobieca dłoń tylko leży na łonie, czy nie tylko. Bo dociekliwość Arassego jest zmysłowa, a on nie boi się do tego przyznać. Na obraz patrzy jednocześnie niewinnie – z tym rodzajem niewinności, jaka zdarza się przy pierwszym, przypadkowym spojrzeniu, i ze zdziwieniem, dlaczego inni tak nie spojrzeli – i z filuterną przekorą.

Zabawny człowiek.

Książka ciekawa, nie tylko dla pasjonatów malarstwa – choć pewnie zwłaszcza dla nich. I nie dla tych, którzy na myśl  o czytaniu 10 stron o runie Magdaleny (i jego domniemanym kolorze) wymiękają.

Daniel Arasse, Nie widać nic
przeł. Anna Arno
wyd. DodoEditor, Kraków 2012

Reklamy

8 uwag do wpisu “Nie widać nic, Daniel Arasse

  1. To nie jest tak, że nic nie widać, tylko zazwyczaj my nie wiemy na co patrzymy albo w ogóle nie chce się nam patrzeć – zwłaszcza na starą muzealną (wedle naszego mniemania) ramotę. A tam tyle bogactwa!

    Również lubię się bić z myślami stojąc przed pięknym, ciekawym malarskim płótnem.

    Dziękuję za zwrócenie uwagi na tę książkę. Interpretacje malarstwa to temat dla mnie niezmiennie frapujący.

  2. tytulu ani autora nie znam, ale zgadzam sie zdecydowanie z jego koncepcja. wystarczy zaobserwowac jak (wrazliwe) dzieci odbieraja sztuke. mój syn byl zafascynowany boschem, zeby potem samodzielnie w wieku lat dziesieciu rozpoznac jego obraz na wawelu. tyle razy na wawelu bylam, a nie mialam pojecia, ze mamy tam boscha!

    wydaje mi sie, ze wielu ludzi czuje sie skrepowanych w odbiorze sztuki przez rozmaita „wiedze” czy mody – zamiast zdac sie na wlasne odczucia i znalezc cos dla siebie

  3. Mam na półce, ładnie wydane, kusi. Nie zdążę przeczytać przed festiwalem (filmowym), ale mi serce zabiło, że będzie ok. No, 10 stron o runie Magdaleny…;) A, mogę i o runie.:)

    1. ten rozdział zwłaszcza bardzo ciekawie się zaczyna. czytałam sporo fragmentów na głos – aż chciało się to z kimś przedyskutować ;)

  4. Świetna propozycja! Czy to jest książka świeżo wydana w Polsce? Czytałam dwa razy, za każdym razem świetna przygoda, choć przy powtórce drażniła mnie trochę ta maniera zbuntowanego chłopca… Ale i tak Daniel Arasse jest po prostu jednym z moich ulubionych autorów książek o sztuce.

    1. Tak, świeżynka – wydana w tym roku, kilka miesięcy temu.
      A maniera zbuntowanego chłopca dość zabawna. Cóż, przy pierwszym spotkaniu ;) nie wiem, czy (przez tę manierę) z panem Arasse będę jeszcze wchodzić w dyskusje – raczej już przy innej książce, jeśli taka się ukaże.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s