Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia, Javier Marías

Odzwyczaiłam palce od klawiatury. Odzwyczaiłam oczy od liter. Też tych, jeśli nie przede wszystkim, które stoją w dziarskich rzędach w książkach. Zwłaszcza powieści ostatnio mnie odpychają. Fenomen w skali życia, czyli mimo wszystko mikroskopijna miarka, ale jednak coś znaczy, jeśli ma się tylko jedno życie i ono jest całością, do której się odnosimy. Czy kiedyś już mnie wcześniej tak proza odrzucała? Nie przypominam sobie. Cierpię na kryzys czytelnika. Choć powiedzieć „cierpię” to nadużyć słowa. Nie ma cierpienia, dominuje obojętność. W ostatnim czasie tylko jednej książce udało się przez nią przebić. Jakiej? Już Wam o niej napomykałam. Chodzi o Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia Javiera Maríasa.

O książce tego hiszpańskiego pisarza czytałam tu i tam, sceptycznie podchodząc do peanów na jego cześć. „Pierwszy naprawdę mistrzowski utwór literacki XXI wieku”, napisano o tej powieści w The Guardian. Ach doprawdy? Jednak nie umiałam przejść zupełnie obojętnie obok książki, która miała łączyć styl literacki Prousta z serialem The Mentalist. Zestawienie to było zbyt śmieszne i zbyt wyzywające, by nie powiedzieć mu „sprawdzam”.

Cóż rzec po lekturze. Jest trafne.

Gorączka i włócznia to pierwsza część trylogii Twoja twarz jutro, w której były oxfordzki wykładowca, Hiszpan Deza – człowiek wielu imion, przystańmy na Jacobo – otrzymuje zaskakującą propozycję pracy. Otóż miałby zostać tłumaczem ludzi czy interpretatorem charakterów. Nazwa stanowiska nigdy zresztą nie pada wprost – praca ma charakter tajny/poufny, wiele trzeba się tu domyślać i jeszcze więcej przemilczeć. Deza, który właśnie rozstał się z żoną i przeprowadził z Madrytu do Londynu, właściwie czekał na taką ofertę. Coś, co go zaskoczy. Zajęcie, które tak go wciągnie, że będzie mógł oderwać się od prywatnych kłopotów. Zaczyna pracę.

Ma talent, którego mu zazdroszczę. Dysponuje umiejętnościami, jakie może powinien posiadać pisarz – przygląda się twarzom ludzi i wyczytuje z nich historie, dopowiada zakończenia, odgaduje przeszłość, przewiduje przyszłość. Obserwuje ich i w niuansach odcyfrowuje znaczenia: w ciągu kilkunastu minut poznaje charakter i właściwości człowieka, jego możliwości, to na co go będzie stać w krytycznej chwili, czy jest zdolny do zdrady, do podłości, do morderstwa. Zanim jeszcze spotkana osoba dokona życiowych wyborów, Deza już je zna wraz z ich konsekwencjami i pisze raport ze swoich wniosków.

Czyta się to znakomicie, jak sporo tych książek, w których akapity pisane są jakby na wdechu – długie, rozciągnięte fragmenty, niemal pozbawione dialogów, obserwacje, relacje, wspomnienia, dygresje. Ciągną się przez całe strony (jak u Prousta, ale nie w jego wykwintnie napuszonym stylu, tylko w przejrzyście jasnym i subtelnym) i nie sposób się od nich oderwać. Zdarzenia nie są tu najważniejsze, lecz autorefleksje – zarówno te sięgające w przeszłość, jak i te badające teraźniejszość i wykraczające w przyszłość. W większości dotyczą one patrzenia i umiejętności krystalicznej percepcji: niezakłóconego postrzegania tego, co się dzieje wokół. Na tyle, na ile takie obserwacje są w ogóle możliwe, bo przecież niemal zawsze pojawiają się na nich szumy: nasze doświadczenia i wynikające z nich interpretacje. Nasze durne nadzieje, fatalne złudzenia i idiotyczne zaślepienia. Gorączka i włócznia to po części książka o tym, jak być ponad nimi.

Świetna rzecz dla obserwatorów. Polecam.

(Druga część trylogii, Taniec i sen, jest już przetłumaczona na polski. Pewnie niedługo po nią sięgnę).

Javier Marías, Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia
przeł. Ewa Zaleska
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2010

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia, Javier Marías

  1. Ze mną jest podobnie. Nie tak samo, ale właśnie podobnie. Cieszą mnie książki, gdy mają się ukazać. Gdy mam je otrzymać, gdy czekam na listonosza. Nawet gdy do ręki biorę. Ale odkładam na półkę. Dołączają do innych, tak samo odłożonych książek. Zaczętych, niedokończonych. Pasja czytania i pasja pisania chwilowo (od dłuższej chwili?) mnie omijają. Swoista awersja do słowa pisanego/czytanego.

    Niemniej, tego pana zapamiętam. Javier Marias.
    Dlaczego wcześniej o nim nie słyszałam?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s