Po co kończyć książki

Otóż to: po co?

Kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu, myślałam, że niedoczytanie książki to niechlujstwo. Leżą takie napoczęte na kanapie, na biurku, pod stołem i koła łóżka. Się piętrzą w stosach. Choć pozamykane i wyposażone w zakładki, wydają się otwarte w miejscach, w których przestałam je czytać. A jeśli są tak otwarte, nawet tylko w wyobraźni – wyobraźnia to groźna instytucja – to osiada na nich kurz, pies po nich biega w rozpędzie, brudzą się. Bałagan totalny. Takie zaczęte książki są jak brudna bielizna porozrzucana po całym domu. Na co to komu potrzebne?

Dosyć. Postanowiłam z tym – z zaczętymi książkami, znaczy, bo z bielizną nie mam kłopotów – raz na zawsze skończyć, wydając wyrok na powieści porzucone w połowie. Dość łudzenia się, że kiedyś, w sprzyjającym nastroju do nich powrócę. Bądźmy szczerzy: nie wrócę. Jeśli nie szukałam okazji do bycia z daną książką przez kilka tygodni, a wręcz unikałam jej jak człowieka, z którym nie mam o czym porozmawiać, a którego dostrzegłam kątem oka w tramwaju, to czas powiedzieć sobie: basta. Zróbmy z tym porządek. Miej, mówię do siebie (to normalne), odwagę powiedzieć tej książce uprzejme, lecz stanowcze „nie”.

Skąd bierze się w ogóle to przekonanie, że książkę trzeba doczytać do końca? Mimo wszystko i wbrew sobie, ale doczytać wypada. Jakby był to element czytelniczego savoir-vivre’u. Archaiczny punkt honoru tych, którzy czytają.

Szlachetna postawa, ale czy ma sens? Koniec z tym. Daję sobie prawo, by nie doczytać. Nie czytam – odkładam. Dyscyplina. (Pani z linijką stoi z boku i uśmiecha się półgębkiem; będzie bolało).

Przecież już po pierwszych 30 stronach wyrabiam sobie opinię o książce i w zasadzie nie zdarza się, bym ją później zmieniła.

Przecież: „Życie jest za krótkie, by czytać słabe książki” – twierdzi z przekonaniem Schopenhauer. „Kilka stron powinno w zupełności wystarczyć dla ocenienia poziomu twórczości autora”.

Przecież gdzieś tam, na innych i zieleńszych łąkach pasą się lepsze, ciekawsze książki. Przejdźmy się tam. Powoli. Spacerowym, spokojnym krokiem. Z rękoma w kieszeniach. Pies przodem. Langsam, ruhig. Może ze spotkania z nimi wyniknie coś dobrego?

Słowa poparcia znajduję u Rolanda Barthesa: „Moja swoboda polega na tym, że w lot chwytam miarę swojej przyjemności. Jeśli książka mnie nudzi, mam odwagę ją rzucić”.

Podoba mi się ta odwaga.

A Wam? Czytacie do końca mimo wszystko? Czy bez skrupułów odkładacie to, co Was nudzi?

PS Porywającego weekendu.
Tak, wiatr i deszcz wchodzą w grę. Szkocki poryw. Łyk whisky.

Reklamy

17 myśli na temat “Po co kończyć książki

  1. Staram się kończyć, ale faktem jest, że rzadko trafiają mi się słabe książki. Czasem zaczynam coś i mam na to nastrój, a po iluś tam stronach ten nastrój pryska i mam ochotę na coś diamietralnie innego w klimacie. I co wtedy? Porzucić na zawsze czy doczytać? Z reguły doczytuję. A co Ty takiego ostatnio nie doczytałaś?

    1. Chihiro, zgadzam się, że to często kwestia nastroju. Zmienia się wewnętrzna pogoda i książka przestaje ciekawić, mimo że wcześniej się podobała. Wtedy ją odkładam i biorę inną, a do tamtej wracam, gdy zachmurzenie odpowiednio wróci lub przeminie. Ale zdarzają się książki, z którymi jest nam nie po drodze w ogóle. Albo w szeroko rozumianym teraz. Jeśli nic mnie w niej nie pociąga, doceniam ją, ale nie wyciągam z niej nic dla siebie w tym konkretnym momencie życia, to porzucam. Ląduje na półce i może kiedyś do niej wrócę. Za kilka lat. A może nie. Wolę nie doczytać, niż się męczyć.
      Ostatnio sporo książek zaczynam i nie mogę skończyć. Żal mi ich tym bardziej, że wiem, że to zazwyczaj nie ich wina, tylko moja. Czego nie doczytałam ostatecznie? Kilku książek. Np. Białego złota Gilesa Milesa. Doceniam pomysł na reportaż historyczny i jego formę realizacji. Ale nie mogę się tym przejąć. Mam też pozaczynane opowiadania Bułhakowa, Cortazara i Hrabala – i też nie mam ochoty ich czytać. Ale to opowiadania, więc i tak nie taki kłopot. Po prostu wrócę do nich za jakiś czas. Powoli, kiedyś je skończę. Nie doczytałam za to zdecydowanie i pewnie nie wrócę do tej książki nigdy – Podróży po Azji Środkowej Bronisława Grąbczewskiego. Zbyt sążniste. A wiele książek doczytałam wbrew sobie – nie byłam ich ciekawa od pewnego momentu, ale chciałam być wobec nich lojalna i czytałam mimo wszystko. Potem co o takiej napisać? Zła książka? Nie, ale nie dla mnie. Dlaczego? W zasadzie z przyczyn osobistych. Czyli książka obiektywnie niezła, ale całkiem nudna dla mnie teraz. Takie będę porzucać (jeśli mi się trafią).

  2. Bywa, że nie doczytuję. Mój margines wytrzymałości sytuuje się w okolicach pierwszych 50-ciu stron. Czasem się zmuszam, by doczytać do końca szczególnie w przypadku książek „słynnych”, „głośnych” etc. Nie ze snobizmu, ale po to, by mieć prawo późniejszego krytykowania. Ostatni taki przypadek – „Morze” Johna Banville’a. Częściej jednak rzucam, niż brnę ku zakończeniu.
    Mój współbloger natomiast jest „męczennikiem czytelniczym”, a kwestii tej poświęcił nawet jeden z postów, w którym powołuje się na Maraiego – też ciekawy głos w dyskusji:
    http://odfrankensteinadogargamela.blogspot.com/2012/03/o-nieczytaniu.html

    1. Ciekawą kwestię poruszasz. Otóż czy ma się prawo krytykować książkę dopiero po przeczytaniu całości? Czy wyrobiony czytelnik nie ma prawa mieć zdania wcześniej? Nawet w przypadku klasyków, książek „sławnych” itp.?

      1. Rzeczywiście problem godny przemyślenia. Uświadomiłaś mi, że faktycznie przyjmuję a priori taką oto zależność: nie doczytałam – nie podejmuję otwartej krytyki (co nie znaczy, że nie mogę stwierdzić, że to nie dla mnie etc.). Np. nie napisałabym na blogu krytycznej notki o niedoczytanej książce. Pewnie bierze się to z innego, nie zawsze uświadamianego przekonania: a nuż za kolejną stronicą czai się opis, który powaliłby mnie na kolana? Gdybym tylko dała książce szansę… :)
        Pozdrawiam!

  3. Zazwyczaj nie mam czasu czytać do końca. Tyle innych książek wciąż czeka na mnie, a i ja nie mogę się ich doczekać. Czytam wiele książek równocześnie, do wielu z nich wracam, ale do wielu nigdy więcej nie zaglądam. Nie muszę, bo po co. Wszystkich książek nikt nigdy nie przeczyta.

  4. porzucam. zbyt wiele nieprzeczytanych (w sensie nie zaczętych nawet) książek jest poupychanych na moich półkach. ale czasami powracam, po latach. i czasami zdarza mi się wtedy doczytać do końca, zmienić zdanie, dojrzeć do książki.

  5. nie czytam wszystkiego do końca, co by to było, chociaż czasem warto spróbować od końca, przekonałam się na opowiadaniach Tabucchiego, przekartkowałam i dopiero ostatnie kazało mi siebie czytać i to bardzo, stopniowo wracałam do początku:)
    ale te pootwierane na stronach 89, 120 – raczej mnie nigdy już nie zechcą, parę dni temu ułożyłam je w mały stos,
    próbuję sobie przypomnieć,czy nie zdarzył się jakiś ciekawy przypadek nawrotu…
    nie, chyba nie…

    1. signe, z opowiadaniami to zupełnie inna para kaloszy. tu zawsze – na szczęście – wchodzi w grę czytanie poza kolejnością, przeglądanie. niedoczytanie opowiadania nie wydaje się takie niewłaściwe. zawsze można przeczytać jakieś inne ze zbioru i znaleźć coś dla siebie. chyba że zupełnie jest nam nie po drodze z autorem – to już inna sprawa ;)
      ale jednak z powieściami trudno tak postąpić. a, ominę sobie ten rozdział i zobaczymy, co się wydarzy po nim.
      a może – może to jest pomysł? takie czytanie bardziej jak Gra w klasy? ;)

  6. prowadze nawet salon odrzuconych – jak czegos nie zmecze, to porzucam!

    natomiast nowej ksiazce daje zawsze nastepna szanse jak sie z nia przy pierwszym podejsciu nie zazebie. czasami mam mysli gdzie indziej, jestem pod-speed-owana albo w nieodpowiednim do klimatu ksiazki nastroju – wtedy powracam do lektury za pare dni/tygodni – i podejmuje decyzje

    czasem robie jeszcze cos innego, czego sie w zasadzie wstydze, bo odczuwam niczym wkladanie komus reki pod sweter: czytam poczatek, zagladam w paru miejscach do srodka i podczytuje koniec. w ten sposób mozna sie natknac na ciekawe fragmenty – rozdzial pierwszy nie zawsze bywa najciekawszy

    teraz wiecej osób pisze ksiazki niz chce je czytac – trzeba dbac o higiene psychiczna ;-)

    1. bardzo mi się ten salon odrzuconych u Ciebie podoba. może u siebie też wprowadzę podobny dział?

      na serio myślisz, że więcej osób pisze, niż czyta? gdybym zrobiła badanie wśród znajomych, jednak w przewadze byłyby osoby, które czytają.
      hm, to oczywiście zależy, jakich znajomych wzięłabym do próby. domyślam się, że większość koleżanek po blogu też pisze;) ale to się dobrze czyta. z inną, dodatkową ciekawością.

      1. no wlasnie – wiem z autopsji ;-)

        stwierdzenie „pozyczylam” od profesora (ekonomii) matsa alvessona – cos w tym j! jak widze te kosze przecenionych ksiazek w supermarketach i starszych ksiazek „do dania” w bibliotece, te straszne ilosci dorocznych albumów milosników malych miasteczek, stowarzyszen itp, pockety zalaczone do czasopism to juz wychodzi nadmiar. do tego dodaj ksiazki, kt ludzie publikuja wlasnym sumptem: wspomnienia, wiersze itp. plus jeszcze obledny zalew kryminalów rozmaitej masci – w wiekszosci literacko do niczego (do camilli läckberg juz sie ktytycy literaccy dobrali, a ona i tak j niezla). kazdy projekt UE wydaje ksiazke z zebranymi doswiadczeniami i wnioskami – ze nie wspomne juz o pracownikach uczelni. kazda branza ma tony literatury specjalistycznej, z kt trzeba sie zapoznac, zeby byc na biezaco. nie mozna zapomniec o ksiazkach samopomocowych – „fung shui odmieni twoje zycie”albo „jak utrzymac meza przy sobie”. i literatura typu fantasy oraz wydania kaczora donalda – you name it

        no i potem co sie dziwic, ze moja szwedzka kolezanka, ekonomistka, wyksztacona w szwajcarii, nie zna „buddenbrooków” i nie wie kto zacz thomas mann? (idzie jako serial TV)…

  7. Nie lubię nie kończyć książek, ale jeszcze bardziej nie lubię marnować czasu. Nie lubię też się denerwować czynnością, która powinna mnie relaksować. I nie lubię sobie zaśmiecać umysłu. Czyli owszem, często odkładam książki, jeśli od początku okazują się pomyłką. Ostatnio rzadziej, bo uważniej dobieram lektury, ale mimo wszystko się zdarza.

  8. Kiedyś postanowiłam sobie, że przeczytam tzw. słabe książki P. Coehlo. Przez niektórych podziwiany, przez innych nie. Chciałam wyrobić sobie własne zdanie o nim, dlatego też każdą książkę, która była jego autorstwa przeczytałam do końca, ale co najsmutniejsze jego wszystkie prawdy wydały mi się podobne w każdej z nich. Dlatego też, jeśli po kilku stronach książka jest dla mnie niezjadliwa, odkładam i biorę się za coś innego. Jak ktoś już napisał wyżej- więcej osób pisze niż je czyta.Zbyt łatwo na rynek trafiają książki słabych tłumaczeń i słabej jakości.

  9. Zanim zacząłem odrzucać nie udane historie czytałem je do końca męcząc się strasznie. To było jak zły dogmat. Czasami przyłapywałem się na tym że wodzę wzrokiem po stronicach a umysł stara się wyzwolić szybując swobodnie, i nie jestem w stanie opowiedzieć co,śledziły oczy.
    Nie doczytuję złych książek

  10. Ostatnio dużo u mnie właśnie takich niedoczytanych książek, ale powody bywają różne, nie ten nastrój, nie ten dzień, nie ten temat. Co nie znaczy, że już nigdy do tych książek nie wrócę. Trochę mnie męczy jak nie dokończę tego, co zaczęłam. Zawsze ciekawa jestem zakończenia. Ostatnio nie mogłam przebrnąć przez „Pożądanie” Jelinek, ale myślę, że jeszcze nadejdzie ten czas i moment, kiedy do niej powrócę. Staram się też dobrze dobierać lektury, bo czasu rzeczywiście mało ;) Podziwiam ludzi, którzy bez wyrzutów sumienia odkładają te niedokończone książki ;) Pozdrawiam

  11. Kończę, chociaż nie zawsze szybko. Czasem książka musi nieco poleżeć, a ja muszę do niej dojrzeć. Też się kiedyś zastanawiałam, po co doczytywać. Ale jednak doczytuję.
    Kiedyś odłożyłam „Lalę”. Teraz w ramach wyzwania „Trójka e-pik” zorganizowanego przez Sardegnę, sięgnęłam po nią ponownie.
    Wiele by mnie ominęło, gdybym pozostawiła ją niedoczytaną.
    Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s