Wzmianka o Bułhakowie

Parę dni temu przypadkowo – jeśli istnieją przypadki – pomyślałam o Mistrzu i Małgorzacie, później – mniejszym przypadkiem, o ile istnieją przypadki – rozmawiałam o tej książce z przyjacielem, a kilka godzin temu dowiedziałam się – obalmy wiarę w przypadki – że 15 maja przypada rocznica urodzin Bułhakowa. 

Mistrz kończyłby dziś 121 lat. Gdyby światy z czwartym wymiarem były możliwe, gdyby można było dowolnie rozciągać przestrzeń, a ryby były zawsze pierwszej świeżości, może żyłby dalej. A tak, zostaliśmy tylko z kotem Behemotem i wiecznie żywą, wiecznie piękną Małgorzatą, „wiedźmą z ognikami w oczach”.

Zresztą, uczciwie przyznajmy, z czytelniczym egoizmem, że to nie takie znów najnieszczęśliwsze rozwiązanie.

Gdy biorę do ręki swój egzemplarz tej książki, sama otwiera się – jak i moja pamięć – na zawsze tej samej stronie. Część 2, rozdział 19, Małgorzata. Całe fragmenty znam na pamięć. Kiedyś ten rozdział miał dla mnie wręcz magiczne znaczenie. Moment, kiedy wreszcie poznajemy tę, której nawet imienia dotąd nie znaliśmy, a już tyle o niej opowiedziano. Więc naprawdę istnieje? Nie zmyślił jej? Dziś te fragmenty czytam nie tyle z zachwytem, co z sentymentem. Choć zachwyt nadal jest. Mniejszy? Nie, inny. Cichszy. Wyostrzony dystansem i chęcią poznania, jak to działa.

Więc jak to szło?

Odchrząknięcie i uwaga, lecimy:

„Za mną czytelniku! Któż to powiedział ci, że na tym świecie nie ma jednej, wiernej, wiecznej, prawdziwej miłości? Niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język! Za mną czytelniku, a ja pokażę ci taką właśnie miłość”*.

Dalej to już o Małgorzacie. I tu mam akurat pod ręką – przypadki nie istnieją, precz z przypadkami – całe fragmenty przepisane w notesach:

 „Trzydziestoletnia bezdzietna Małgorzata była żoną wybitnego specjalisty (…). Jej mąż był młody, przystojny, dobry, uczciwy i uwielbiał żonę. Małgorzata zajmowała z mężem całe piętro pięknej willi stojącej w ogrodzie przy jednej z uliczek w pobliżu Arbatu. Uroczy zakątek! Każdy może się o tym sam przekonać, jeśli tylko zechce się udać do owego ogrodu. Niechże się zwróci do mnie, ja mu podam adres, wskażę drogę, willa stoi do dziś.

Małgorzacie nigdy nie brakowało pieniędzy. Mogła kupić wszystko, na co miała ochotę. Wśród znajomych jej męża było wielu interesujących ludzi. Małgorzata nigdy nie dotknęła prymusa, nie zaznała udręk wspólnego mieszkania. Słowem… czy była szczęśliwa? Ani przez chwilę. Odkąd mając lat dziewiętnaście, wyszła za mąż i trafiła do tej willi, nie zaznała szczęścia. O, bogowie, o, bogowie moi! Czegóż jeszcze brakowało tej kobiecie, w której oczach jarzyły się nieustannie jakieś niepojęte ogniki? (…) Mówiła zapewne prawdę – potrzebny był jej on, mistrz, a wcale nie żadna gotycka willa ani własny ogródek, ani pieniądze. Mówiła prawdę – ona go kochała” (s. 301-302).

Pamiętam, że im dłużej czytałam o Małgorzacie, tym bardziej chciałam nią być. Zresztą dziś też nie odmówiłabym, gdyby ktoś zaproponował mi możliwość latania czy bycia gospodynią na balu u Wolanda.

A zmiany? Inne perspektywy z upływem lat itp.? Kiedyś czytałam Mistrza i Małgorzatę dla samej historii, dla opowieści o mistrzu, poecie i Piłacie, nie wspominając już o całej świcie Wolanda; dziś czytam te same słowa i zastanawiam się, dlaczego taki gawędziarski ton opowieści już nie pojawia się w literaturze. „Dziś już tak się nie pisze”, powiedział przyjaciel, „może powinnaś spróbować”. Rozważam.

W rozmowie zauważyliśmy też (a na talerzach kręciły się makarony), że pamiętamy zupełnie inne fragmenty. Zresztą, zapytany o to samo Tomek, również skojarzył Mistrza… z czymś całkiem różnym („Dostojewski jest nieśmiertelny”). Jedna książka, setki percepcji.

A Wam? Z czym się kojarzy? Co najlepiej pamiętacie z tej książki? Kto przeczytał ją więcej niż dwa razy w życiu (guilty!)?

Udanej rocznicy urodzin Bułhakowa.

*Fragment improwizowany; może różnić się w rzeczywistości

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
przeł. Irena Lewandowska, Witold Dąbrowski
wyd. MUZA

Reklamy

6 myśli na temat “Wzmianka o Bułhakowie

  1. Zabawny zbieg okoliczności, czy jak kto woli, kolejny przypadkowy przypadek (o ile dobrze pamiętam, bo książkę czytałem kiedyś, raz) – jednym z główniejszych motywów „M&M” jest właśnie! rola przypadku w życiu tak człowieka, jak i bohatera literackiego. To musi być gdzieś wyraźnie zaznaczone, skoro po latach mi się tak mocno kojarzy. Albo już mi się wszystko pomyliło i to, co mi się wydaje to czkawka po lekcjach języka polskiego, gdzie mimowolnie świadkowałem powolnemu zarzynaniu tej zgoła bezpretensjonalnej powieści („interpretacja”).

    Co do chęci „bycia” Małgorzatą – zakochaną, nieszczęśliwą, samotne me serce w udręce: młodzi to mają nasrane.
    A co do „rady” twojego przyjaciela-geja: niestety na pewno ktoś, gdzieś, właśnie TAK pisze.

  2. Ostatnie zdanie brzmi jak przeczucie podszyte zgrozą. Może lepiej niech już nikt TAK nie pisze. Przekażę przyjacielowi-gejowi.

    Co do „bycia” Małgorzatą to zgadzam się, młodzi mają nasrane. Dobrze, że potem wyrastają z tego nasrania (wyrastają? wielkie pokłady nadziei, że tak; z tych dwóch obrazów – nasranie i pokłady nadziei – skomponowała mi się w głowie dość ciekawa mozaika).

    A co do rządów przypadków i takiego popychania tak ludzi, jak i bohaterów literackich przez los, to cóż, przyznam, że akurat tego z „M&M” nie pamiętam. Ale kiedy się to czytało? Lata temu, co najmniej 10. Jesteśmy starzy i szarzy. Mogło tak być, jak piszesz, mogło. Mam nadzieję, że mnie moja polonistka nie czyta, bo okazałoby się, że jej w ogóle nie słuchałam.

  3. Mnie „Mistrz i Małgorzata” nie zachwycili, dopóki nie obejrzałam wspaniałego rosyjskiego serialu, który mi tę powieść jakby objawił. Pamiętam jedną z końcowych scen, w której Piłat spotyka Jezusa i prosi go o zapewnienie, że kaźń nie miała miejsca, że to był tylko zły sen… a Jezus potwierdza i razem odchodzą po promieniu księżyca.

  4. ano czytało się Bułhakowa nie raz, czytało.
    a pamiętasz:
    ” miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziło nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom, albo nóż bandyty!”
    albo
    „patrzyła na mnie zdumiona, i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem właśnie tę kobietę! To ci dopiero…”

    Cóż, gdzieś utkwiło mi to w pamięci.
    Mój egzemplarz M&M pożyczony, nigdy do mnie nie wrócił, zakupiłam nowy, alr to już nie to samo.

    1. To ci dopiero…
      Może najwłaściwsza reakcja.

      Pamiętam.

      Żal mi, że pierwszy egzemplarz pożyczony i nie wrócił. Wiadomo, że to już nie to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s