Poetyckie zamieszkiwanie wg Magrisa

W codziennym życiu wszyscy byliśmy obsesyjnie pochłonięci pracą, ale w tamtych dniach pozwoliliśmy sobie na królewski luksus bezczynności. Takie życie jest prawdziwym darem. Bogowie ofiarowują go nam rzadko i bez naszej zasługi, ponieważ aby przeżyć godzinę czy tydzień podobnej swobody, potrzeba miłości i przyjaźni, poczucia wspólnoty będącej owocem całego życia, doświadczeń, uczuć i podzielanych wartości. Trzeba umieć przebyć drogę razem aż do końcowej katastrofy, kłaniając się jak najmniej Księciu tego świata, (…) a jeśli natomiast ów nalega, wykonać ukłon w odwrotnym kierunku i pokazać mu, by tak rzec, plecy (s. 52).

Podróżować i czuć się zawsze jednocześnie w nieznanym i w domu, wiedząc wszakże, iż nie mamy domu. Ten, kto podróżuje, pozostaje niezmiennie włóczęgą, obcym, gościem; śpi w pokojach, gdzie przed i po nim mieszkali nieznajomi, nie ma własnej poduszki ani dachu nad głową. Pojmuje więc, że nie można nigdy naprawdę posiadać domu, przestrzeni wykrojonej z nieskończoności wszechświata, lecz tylko przebywać w nim przez pewien czas, przez jedną noc albo przez całe życie, w poczuciu szacunku i wdzięczności. Nie bez powodu podróż jest przede wszystkim powrotem i uczy, jak mieszkać swobodnie, bardziej poetycko we własnym domu. Poetycko zamieszkuje człowiek na tej ziemi, powiada Hölderlin, lecz tylko wtedy, kiedy wie – głosi inny wiersz – że gdzie niebezpieczeństwo, tam i wybawienie.

W podróży, będąc nieznajomymi wśród nieznajomych, uczymy się być Nikim, pojmujemy konkretnie, że jesteśmy Nikim. To właśnie pozwala w ulubionym miejscu, które stało się niemal fizycznie częścią albo przedłużeniem nas samych, powiedzieć za Don Kichotem: Tutaj wiem, kim jestem (s. 10).

Wracamy. Wieczór jest zimny i wietrzny. Podobny chłód odczuwa się, kiedy pod koniec krótkiej czy długiej podróży więź łącząca grupę osób się rozpada; przyjaźń pozostaje, ale taka konstelacja ani taka atmosfera więcej się nie powtórzą. Kres chwili, rozpad niepowtarzalnego układu – podobnie jak kształt chmur, powiada J., której roześmiane oczy nie znają strachu, lecz znają melancholię (s. 34).

 –

Claudio Magris, Podróż bez końca, przeł. Joanna Ugniewska, wyd. Zeszyty Literackie, Warszawa 2009

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Poetyckie zamieszkiwanie wg Magrisa

  1. Podróż, jeśli ma być udana, musimy wypełniać mitologią.
    Cudzą i własną.
    I do końca nie wiedzieć, gdzie kończy się mit a zaczyna prawda.

    No właśnie: czy znamy koniec każdej podróży?

  2. W podróży tak koncentruję się na niej samej, że koniec jest tak odległy, że nie do poznania.
    Zawiązują się weekendy, rozsupłują się dni, ale podróże – podróże nie mają dla mnie tak namacalnych końców, ani z supełkiem, ani bez. Zamiast kropki – pauza

    edit: Zresztą to nie do końca prawda. Czasem koniec jest tak namacalny, z wyprzedzeniem, że niemal siedzi obok i czuć, że sporo waży. I ten jest tak przewidywalny, że zna się go aż za dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s