Połówka żółtego słońca, Chimamanda Ngozi Adichie

„Pan jest trochę zwariowany; chyba zbyt wiele lat spędził za granicą na czytaniu książek, rozmawia ze sobą w swoim gabinecie, nie zawsze odpowiada na powitania i ma za dużo włosów” – wraz z tymi słowami otwiera się nowy rozdział w życiu dwunastoletniego Nigeryjczyka, Ugwu. W ten sposób poznaje pośrednio swojego pana – mężczyznę, u którego będzie pracował odtąd jako służący. Nie potrzeba mu jednak tych słów wprowadzenia. O swoim panu ma już niejakie wyobrażenie. Trochę się go obawia, bo słyszał, jak wygląda życie w domach bogatych Nigeryjczyków. Dlatego jedyne o czym potrafi myśleć to, żeby za wszelką cenę zadowolić swojego pana, aby nie odesłał go z powrotem do domu, do biedy.

Mężczyzna, który go zatrudnia, jest jednak zupełnie inny, niż Ugwu sobie wyobrażał. Odenigbo, wykładowca matematyki na nigeryjskim uniwersytecie, w opinii wielu uchodzi za rewolucjonistę, bo nalega na przykład, by Ugwu zwracał się do niego po imieniu, pożycza mu książki i posyła go do szkoły. A nawet pozwala, by przysłuchiwał się jego rozmowom z przyjaciółmi – innymi wykładowcami żarliwie dyskutującymi, głównie o sytuacji politycznej w Nigerii. Wszystko to jest całkiem nie do pomyślenia w sąsiednich domach. I dla Ugwu.

Akcja Połówki żółtego słońca rozpoczyna się na początku lat 60., niedługo przed wybuchem nigeryjskiej wojny domowej, która pochłonęła ponad milion ofiar. Nigeryjska pisarka Chimamanda Ngozi Adichie opowiada w niej jej przebieg widziany oczami czworga bohaterów. Perspektywy Ugwu i Odenigbo są uzupełnione o spojrzenie Olanny związanej z Odenigbo oraz Brytyjczyka Richarda związanego z kolei z siostrą-bliźniaczką Olanny, Kainene, i próbującego od kilku lat napisać książkę o Nigerii (utknął na zbieraniu i porządkowaniu materiałów). Bliscy i skłóceni, sfrustrowani i zranieni – tę grupę wiele łączy i wiele dzieli. Adichie wykorzystuje te podobieństwa i różnice i prezentuje dość kompleksowy przegląd możliwych sytuacji życiowych. Charyzmatyczny wykładowca to przede wszystkim gaduła, który tylko myśli, że nikomu nie pozwali stanąć sobie na drodze, o czym szybko sam się boleśnie przekona. Ugwu kształci się, by nigdy nie wrócić do biedy, z której się wywodzi, i jest chyba najszczęśliwszą osobą w tym gronie. Olanna stara się, aby życie, jakie wybrała wbrew woli bogatych rodziców, dawało jej spełnienie, choćby szczątkowe. Nieprzystępna Kainene uparcie i szyderczo się bogaci, kompensując sobie w ten sposób brak silnych emocjonalnych więzi z najbliższymi. A Richard jest outsiderem w nigeryjskiej społeczności, nierozumianym i protekcjonalnie traktowanym białym, który nie ma prawa do własnego zdania o tym, co dzieje się w kraju. Nawet jeśli zna świetnie jego język i realia; nawet jeśli mieszka w nim już blisko 10 lat.

Rozciągnięty na niemal dekadę czas akcji pozwala przyjrzeć się zarówno zmianom zachodzącym w ludziach, jak i tym na zewnątrz ich domów, prowadzącym kraj do wojny domowej. I w równej mierze ciekawe są niuanse uczuć i wewnętrznych wyborów każdej z podglądanych osób, jak to podpełzające niebezpieczeństwo całkowitego rozpadu ich świata. Mimo że wszyscy spodziewają się wybuchu wojny, lekceważą ją i nie wierzą, że ostatecznie do niej dojdzie (jak chyba w przypadku większości wojen). To niedowierzanie do ostatniej chwili sieje chaos, kiedy w końcu ona się zaczyna. Uciekinierzy pospiesznie opuszczają domy. Wraz z nimi wloką się ich problemy, do których wojna doczepia tylko coraz większe obciążenia.

Klarowna, elegancka i przejrzysta proza, od której trudno się oderwać. Od dawna, może od grudnia lub wcześniej, nie czytałam niczego, co potrafiło mnie tak całkowicie pochłonąć. A już zwłaszcza książki tego typu – opartej nie tylko na dumaniach jednego bohatera, któremu tak naprawdę nic się nie przydarza i o tym traktuje cała powieść (wydawać by się mogło, że to mój ulubiony gatunek), lecz rzec by można klasycznej, nawet do pewnego stopnia staroświeckiej: losy kilku bohaterów na tle historycznych wydarzeń. Opowiedziane przenikliwie i z ciepłym dystansem, zamknięte w oryginalnej konstrukcji.

Jeszcze na koniec: Połówka żółtego słońca zaskakuje stylem. Ten, kto spodziewa się, że pozna „nigeryjskie pisanie” (tak jak na przykład istnieje oddzielny, po pierwszych zdaniach rozpoznawalny styl pisania japońskich prozaików, rozumiany bardziej jako sposób patrzenia na świat poprzez to, na co w ogóle zwracają uwagę), zawiedzie się. Talent autorka rozwijała na warsztatach kreatywnego pisania w Stanach i wydaje mi się, że przez to w jakiś sposób jej proza nasiąkła amerykańską powieścią. Co zresztą w ogóle nie przeszkadza w czytaniu, a wręcz przeciwnie – to rzeczowe trzymanie się zastanej rzeczywistości jakby jeszcze bardziej zbliża nas do postaci i ich dramatów.

Chimamanda Ngozi Adichie, Połówka żółtego słońca
przeł. Witold Kurylak,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2009

Reklamy

3 myśli na temat “Połówka żółtego słońca, Chimamanda Ngozi Adichie

  1. Świetna recenzja! Cieszę się, że przeczytałaś i o niej piszesz, bo to świetna książka jest – czytałam ją kilka lat temu i wciąż pamiętam, i to ze szczegółami!

  2. jeśli gdzieś jeszcze jest, znowu Ci podciągnę czytanie:)
    najbardziej mnie na razie ciekawi szczęśliwy Ugwu, jak on jest szczęsliwy,

  3. @padma, dziękuję. gdy googlowałam tę książkę, trafiłam na Twój zapisek z 2009 roku, z dnia polskiej premiery książki. tak krótko i gorąco zachęcający do jej przeczytania. w pełni podzielam ten entuzjazm. i mam wrażenie, że nie przyblaknie z upływem czasu tak jak w wielu innych książkowych przypadkach.

    @signe, to nie będę zdradzać na razie, jak Ugwu może być szczęśliwy, porozmawiamy, gdy przeczytasz. :) moim zdaniem jest. ale może nie jest?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s