Słowo jak jajko w słomie

„(…) piszę ręcznie, biegnę do latarni morskiej ochłodzić się w rozpylonej wilgoci, przepisuję na maszynie, idę po papierosy, znów piszę, dwie godziny snu, sczytuję, poprawiam, a potem, kiedy miasto pięknieje i cichnie w odurzającym zapachu jaśminów, nocny spacer z planem tekstu wielkości plakatu zatkniętym za koszulę. Po drodze w otwartych jeszcze spelunkach wykreślam, klecę na nowo, szlifuję do upadłego czując się niczym morderca, który ostrzy nóż. Kucam nad wiadrem w kiblu i wiem już, jak skrócić zdanie, w lusterku do golenia miga jakiś przymiotnik, kręcąc się po pokoju tu i tam znajduję świeże słowo jak jajko w słomie, a kiedy szklanka leci mi z rąk i pęka, mam podtytuł i jeszcze jakąś końcową frazę – opadające glissando buddyjskiej harfy z głośników na ulicy. Dzień wciska się w tekst jak między walce prasy”.

Nicolas Bouvier, Ryba-Skorpion, przeł. Andrzej Frybes, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 1999, s. 126 – 127

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s