Sto siedemnasty pokój. Ryba-Skorpion, Nicolas Bouvier

Nicolas Bouvier wyruszył w podróż przez Azję w 1953 roku. Wraz ze swoim przyjacielem Thierrym Vernetem, zapisującym przebieg ich trasy w formie ilustracji, przejechał małym i powolnym fiatem Topolino przez Jugosławię, Turcję, Iran i Pakistan. Gdy dotarł, już sam, na wyspę Cejlon, minęły dwa lata od chwili, kiedy opuścił ojczystą Szwajcarię, nie zamierzając nigdy do niej powracać. Przejął pokój w hotelu po znajomych (jak doliczył się, sto siedemnasty, przez który przewinął się od wyjazdu) i postanowił w tym miejscu odpocząć. „Trzeba się przecież zatrzymać od czasu do czasu, żeby poćwiczyć swoją muzykę, pobzykać trochę skrzydełkami, prawda?” (s. 32)

Nie wiedział wtedy, że to „bzykanie skrzydełkami” potrwa dwa lata.

 –

Ryba-Skorpion to swoisty dziennik, w którym autor rejestruje swój pobyt na wyspie Cejlon. Swoisty – bo napisany w dwadzieścia lat później, a nie zapisywany na bieżąco. Choć możemy domyślać się, że wiele jego stron powstało na podstawie poczynionych wtedy notatek. Co interesuje Bouviera? Krajobraz, miejscowe wierzenia w magię i insekty. Przyglądaniu się owadom, zarówno tym latającym, jak i tym drobiącym i pełzającym po ziemi, poświęca nie raz kilka godzin dnia lub nocy, by później przelać swoje spostrzeżenia na papier. Kto spodziewa się jednak, że te entomologiczne notatki wieją nudą, ten trąba. To właśnie one (i opis spotkania z właścicielką sklepu, kiedy razem plują betelem przez próg) są może najbardziej czarującymi fragmentami tej prozy: iskrzącymi się humorem, zaskakującymi odniesieniami i porównaniami. A cały ten erudycyjny wywód może Bouvier zamknąć frazą zapożyczoną z języka potocznego – z dystansem do siebie i innych, dla równowagi.

Efekt tych lingwistycznych sztuczek nie tworzy ani reportażu, ani typowej literatury podróżniczej. Ten pierwszy to nie tyle opis podróży, co płynące z niej wnioski o sytuacji społecznej w danej części globu, umieszczane w szerszym kontekście geopolitycznym. Ta druga z kolei to najczęściej zapis drogi – jej sens zawiera się w ciągłym ruchu, w migawkach. Nicolas Bouvier tkwi zaś przez długi czas w jednym miejscu i na tym m.in. polega dla niego podróż, i o tym pisze w Rybie-Skorpionie. Różni go od twórców literatury podróżniczej również to, że podróż, choć jest jednym z głównych tematów jego zapisków, daje mu przede wszystkim pretekst do poznawania nie świata, a siebie. Autoinspekcja, jakiej się wciąż od nowa poddaje czy raczej jakiej nigdy nie przestaje się poddawać, to dla niego clou drogi.

„Podróż: sto razy kładziemy głowę pod topór i sto razy wyciągamy ją z kosza z trocinami, żeby się przekonać, że wciąż jest prawie taka sama. Mimo wszystko liczyliśmy na jakiś cud, tymczasem jedyna rzecz, jakiej możemy się spodziewać, to zwykła erozja, zużycie tego życia, z którym mamy randkę i przeciwko któremu wierzgamy całkiem niepotrzebnie. (…) Droga jest po to, żeby nas oskubać, wyżąć, wymaglować, aż będziemy jak stary, sprany ręcznik, który z kawałkiem mydła dają nam w burdelach. Uciekamy jak najdalej od wszelkich alibi i ciążących nad nami przekleństw, i patrząc na każdy nędzny tobół, dźwigany przez zatłoczone poczekalnie i wąskie perony dworców porażających upałem i nędzą, widzimy własną trumnę. Bez tego dystansu i tej przejrzystości, czy można mieć nadzieję, że uda nam się pokazać to, co widzieliśmy? Trzeba stać się echem, lustrzanym odbiciem, powietrzem, cichym gościem na samym końcu stołu, zanim powie się choćby słowo”. (s. 42-43)

W Rybie-Skorpionie nie porwie nas fabuła, lecz wyczekiwanie na takie właśnie fragmenty.

Nicolas Bouvier, Ryba-Skorpion
przeł. Andrzej Frybes,
wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 1999

Reklamy

2 myśli na temat “Sto siedemnasty pokój. Ryba-Skorpion, Nicolas Bouvier

  1. Ha, dokopałem się do swoich starych notatek i już widzę, że bardziej powierzchowne, a jednocześnie odnoszące się do czegoś innego, do samego autora:
    „Bouvier jest zniecierpliwiony, podirytowany, rozdrażniony. To zupełnie inaczej niż początek wędrówki z „Oswajania…” . Chyba przeżywa swój pierwszy kryzys tożsamości. Czy dobrze wybrał? Życie wagabundy rzeczywiście jest jego przeznaczeniem? A co z dziewczyną z młodości? Kręci do tej pory. Dlaczego listy z Europy mają taką magnetyczną moc? Dlaczego tubylcy cejlońscy czasami tak bardzo irytują? I tak dalej. Wewnętrzne wątpliwości, które zostają rozwiane, przeradzają się w mocne spoiwo. Uważaj, jeśli teraz nie zrobisz kroku w tył, później już będzie trudno.”

    1. Racja – w jego notatkach czuć niepokój, jakieś wewnętrzne rozedrganie. Może była w nim chęć, by zawrócić, ale ostatecznie pogrzebał ją ten list od dziewczyny, której od kilkunastu miesięcy nie widział.
      Nie zrobił kroku w tył, ale chyba nie był niezadowolony. Sądząc po lekturze kolejnych książek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s