Portret despoty. Między niewiastami, John McGahern

Michael Moran to surowy, despotyczny ojciec trzech córek i dwóch synów.  Od śmierci ich matki wychowuje dzieci sam i najchętniej nie dzieliłby się nimi z zewnętrznym światem. Najbliższy zadowoleniu jest wtedy, gdy zamknięci w czterech ponurych ścianach i w jego posępnym milczeniu, razem odprawiają dni jak różaniec. Tymczasem dzieci marzą tylko o jednym: by wyrwać się z domu, spod władzy apodyktycznego, nie raz upokarzającego je ukochanego tatusia. Jednak gdy im się to w końcu udaje, nie potrafią do niego nie powracać przyciągane jego gniewem i potrzebą akceptacji.

Powieść irlandzkiego autora, Johna McGaherna, Między niewiastami jest jak przeprawa bez parasola przez miasto w wietrzny, deszczowy dzień. Przemoknięte ubranie ciąży i utrudnia każdy krok. Wykonanie najmniejszego gestu to wysiłek, którego może lepiej zaniechać. Wszystko spowija szarość i staje się trudne, tak trudne, że niemal nie do zrealizowania. Niełatwo o taki deszcz? Niełatwe są też relacje między bohaterami, niełatwo jest przyjąć perspektywę dziewcząt poddających się władztwu ojca bez sprzeciwu, niełatwo jest zrozumieć, jak zdobył on drugą żonę – wszystko, co znajduje się w tej książce, skryte za pozorami konwenansów i zasad dobrego wychowania obowiązujących w latach 50. XX wieku na irlandzkiej wsi, jest toksyczne i chore.

McGahern tak prowadzi historię, że całkowicie możemy zrozumieć złość jego synów i spolegliwość córek oraz drugiej żony, jednocześnie zupełnie tego ich zachowania nie akceptując. W prostym stylu pokazuje, jak kobiety, manipulowane przez tego starego mężczyznę, dyrygowane przez niego przez całe życie, nie potrafią się spod jego panowania wyzwolić. Nawet gdy już z nim nie mieszkają, gdy założyły własne rodziny i mogą być od niego niezależne. Wracają do niego i pozwalają się besztać jak małe dzieci.

To dobry moment na to, by zapytać dlaczego. W jakiś przewrotny sposób, ten ojciec, którego ktokolwiek z zewnątrz tego specyficznego familijnego układu potrafiłby tylko nienawidzić, daje im wsparcie i silne poczucie wyższości nad innymi. Właściwie to ostatnie jest tym, co dominuje w tych poszarpanych relacjach i pozwala im mimo wszystko tworzyć z tej poranionej grupy rodzinę. Żyją ze sobą w strachu, katują się psychicznie i w ten toksyczny sposób umacniają swoją więź.

W efekcie całość można określić jako studium zbiorowej traumy. Doświadczenie przykre również dla obserwatora/czytelnika, a jednak znośne – dzięki prostej, obrazowej prozie, jaką McGahern się tu posłużył.

John McGahern, Między niewiastami
przeł. Hanna Pustuła-Lewicka
wyd. Czuły Barbarzyńca, Warszawa 2011

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Portret despoty. Między niewiastami, John McGahern

  1. usz! rodzina to straszne miejsce ;-)

    najgorsze j, ze pewnych rzeczy nigdy nie da sie wyjasnic czy wyprostowac. pamiec ludzka bywa selektywna – a kazda rodzina tendencje do tworzenia wlasnej sagi. sadzac z filmów irlandzkich, o irlandczykach oraz literatury zdaja sie nacja wyjatkowo „haunted”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s