Koniec literatury?

Italo Calvino: „Być może znakiem schyłku tysiąclecia jest częstotliwość, z jaką stawiamy sobie pytanie o los literatury i los książki w epoce technologicznej, zwanej postindustrialną”.

Schyłek tysiąclecia dawno za nami, już dwunasty rok nowego jest w pełnym toku. Jednak pytanie o los literatury i książek w dobie nowych mediów i technologii wciąż powraca. Kto wie, może nawet częściej.

Słyszy się, że coraz mniej osób czyta. Wymówki są różne. Brak czasu, znudzenie, nieumiejętność koncentracji uwagi. W ciągu kilku sekund może nas rozproszyć jeden news i jak skaczącego pasikonika przenieść na zupełnie inne łąki niż te, na których rozpoczynaliśmy dzień czy zadanie. Trudniej o skupienie i spokój, które pozwoliłyby poświęcić całkowicie uwagę jednej czynności – czytaniu, na przykład.

Z jednej strony więc tzw. zalew informacji i rozproszenie, ale z drugiej – powstawanie nowoczesnych rozwiązań mających podnieść wygodę kochających lekturę. Popularność czytników (do kindle’a ostatecznie, pomimo zastrzeżeń, się przekonałam) i tabletów wciąż wzrasta. Jeśli tak się dzieje, to czy można uważać, że literatura umiera czy kończy się? Często się o tym ostatnio dyskutuje. Chociażby na takich spotkaniach jak te organizowane w poznańskim CK Zamek. Toczy się na nich debata o tym, „Po co książki. Czy to już naprawdę koniec?”

Koniec literatury? Nie, raczej przeniesienie jej do innej, mniej namacalnej rzeczywistości, do czwartego wymiaru (trochę jak w „Opowiadaniach” Cortazara). Może nałożenie jej kolejnego znaczenia, takiego jak sugeruje Italo Calvino w swoich „Wykładach amerykańskich” (ich fragmenty pochodzą stąd):

„(…) w epoce triumfu innych mediów (…) funkcją literatury jest komunikowanie spraw różnorodnych, właśnie poprzez to, co jest w nich różnorodne. (…) Literatura (i chyba tylko literatura) może wytworzyć antyciała, które zahamują ekspansję tej językowej dżumy”.

Te Calvinowskie antyciała – dzieła literackie, a co za tym idzie też ich inne wcielenia, e-booki – mają porządkować ten świat pełen szumów, dygresji i odgałęzień.

Gorzej jeśli e-booków nie jest się w stanie zaakceptować. Tak jak Jonathan Franzen, który deklaruje:

„Może za 50 lat nikogo nie będą interesować drukowane książki, ale dla mnie są one ważne. Kiedy czytam książkę, trzymam określony przedmiot w określonym miejscu i czasie. Pewność, że kiedy ściągnę książkę z półki, ona znów opowie tę samą historię, jest pokrzepiająca… Ktoś naprawdę ciężko pracował nad tym, aby jej język był dobry, dokładnie taki, jaki chciał, aby był. Efekt okazywał się na tyle zadowalający, że drukowano go na papierze. Ekran zawsze wywołuje poczucie, że możemy coś wykreślić, zmienić, przenieść. Więc dla takiej osoby jak ja, mającej fioła na punkcie literatury, ekran nie jest dość trwały… Wszystko inne w życiu jest zmienne, ale tekst pozostaje bez zmian… Czy za 50 lat wciąż będą czytelnicy myślący podobnie? Pragnący czegoś stałego i niezmiennego? Nie mam kryształowej kuli. Ale obawiam się, że świat nie będzie dobrze funkcjonował, jeśli zabraknie w nim trwałości”.

(Cytat pochodzi z artykułu w Guardianie „Jonathan Franzen warns ebooks are corroding values”, który można w całości przeczytać tu).

A jakie jest Wasze zdanie? Zbliża się koniec literatury? Czy tylko zmieni się jej postać? Czy e-booki to „rdzewiejące wartości”? Czy za 50 lat nikt nie będzie dbał o drukowane książki? Boli Was to czy uważacie, że po Was choćby potop?

Reklamy

15 myśli na temat “Koniec literatury?

  1. Nie wierzę w koniec/śmierć literatury, bo jestem przekonana o tym, że człowiek potrzebuje być twórczym i realizuje tę potrzebę na różne sposoby – jedni grają, inni śpiewają, tańczą, jescze inni piszą. Kocham papier, druk, na razie obywam się bez elektronicznych gadżetów. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko nim, buntować się to tak jakby zawracać kijem rzekę, ale po prostu tak wybieram. Pociągnęłabym natomiast myśl Franzena: to, co miało się ukazać w druku, musiało być dopracowane, dopieszczone, przemyślane, bowiem potem już nie można było tego zmieniać. Zgadzam się, że daje to pokrzepiające wrażenie stałości, trwałości. Największym problemem, jaki niesie ze sobą świat wirtualny, rozwój technologii jest obecnie, moim zdaniem, „rozmnożenie autora” – może zostać nim każdy, każdy może coś „wydać”. Oto zatem wyzwanie dla czytelnika – selekcja, oddzielenie ziaren od plew! W świecie, nazwijmy to, przedelektronicznym, ktoś dokonywał jej za nas, decydując się albo nie na druk danego autora. Z drugiej strony – ile świetnych książek nie ujrzało być może światła dziennego, bo ktoś uznał, że nie warto?:)

    1. Podobnie jak Book-erka jestem zdania, że nie nośnik jest tu problemem, a jakość współczesnej literatury :) Ebooki, self-publishing dają szansę zdolnym, ale też sprawiają, że autorem może zostać nawet przysłowiowy pan Mietek spod budki z piwem. Jeśli tylko chce. A chce coraz częściej :( Papier te ciągotki ograniczał, bo za papier trzeba było po prostu zapłacić.

  2. Tak, boleję nad tym, że być może słowo drukowane będzie dopiero po słowie elektronicznym. Jestem w mniejszości, która wierzy ciągle w książki papierowe, tradycyjne… Mogłabym kupić czytnik, ale NIE WYOBRAŻAM sobie takiego sposobu obcowania z literaturą.

  3. Książka papierowa jest tylko nośnikiem treści. Przyzwyczailiśmy się do niego, ale kiedyś ludzie grzmieli, że jak to tak: zszywać kartki??? Przecież kiedyś były luźne stronice, zwoje z tekstami, w klasztorach buddyjskich nadal trzymają sutry na osobnych kartkach, każdą taką książkę (zbiór luźnych kartek) w osobnym pudełeczku, zawiniętym w materiał, na osobnej półeczce. Wszystkie nośniki moga istnieć obok siebie, zgodnie. Czy przez dostęp do filmów streamowanych bezpośrednio z internetu zniechęciliśmy się do kina? Nie, a przecież między oglądaniem filmów na dużym ekranie a streamowaniem jest telewizja, były kasety VHS, są płyty DVD i Blue-Ray.
    Moim zdaniem literatura może czuć się bezpiecznie, nic nie stanowi dla niej zagrożenia. O los książek drukowanych też bym się nie martwiła.

  4. @Book-erka, zastanawiam się tylko, ilu osobom będzie chciało dokonywać tej selekcji. Zawsze to jednak wygodniej, gdy ktoś inny zadecyduje, włoży w okładkę i jakby powie: aha, to nadaje się do czytania, więc czytaj. Co wcale nie oznacza, że mam coś przeciwko takiej możliwości.

    @Bazyl, co racja, to racja. Ale myślę – tak jak Book-erka – że wśród tych, którzy sami wydają swoje książki, mogą zdarzyć się talenty, niedocenione przez wydawców. Dobrze, że oni mają swoją szansę. A przysłowiowy pan Mietek na pewno też ma swoje radości (i może nawet swoich czytelników?). ;)

    @Visell, nie mam nic przeciwko czytnikom. Jak już pisałam, sama taki posiadam i go chętnie używam, jednak nie wyobrażam sobie, aby miał całkowicie zastąpić mi papierowe wydania. Jednak książka to książka. Czyli mimo wszystko przedmiot, cała szeroko rozumiana oprawa, a nie tylko przekazywana dalej treść.

    @Chihiro, już Ci gdzie indziej w tej naszej wirtualnej przestrzeni odpisywałam, ale co tam, powtórzę się. Nie wierzę ani w koniec literatury, ani w to, że elektroniczne książki trwale wyprą nasze ukochane papierowe, ani nawet w to, że papierowe są lepsze od elektronicznych (no trochę są, ale to już pewnie kwestia przyzwyczajenia). Tak jak filmy na dvd i kinowe mogą współistnieć, tak i papier i e-booki będą sobie przyjaźnie koegzystować.
    Tu chciałam jeszcze napisać historię o moim psie, który też ma zdanie na ten temat, ale się powstrzymałam. Jakaś autocenzura. ;)

    1. Nie wątpię. Niemniej jednak w erze papierowej siedział sobie pan, który gnioty wrzucał do kosza. Tak, tak, znam historie z arcydziełami spuszczanymi w klozecie lub czekającymi dekady na wydanie. Teraz w epoce cyfrowej, to ja mogę być tym panem i z zalewu propozycji wyszukiwać perełki, które być może jemu by się nie spodobały, a mnie zachwycą. Niby racja, ale jest tego tyle, że jest to praca podobna do bajkowego oddzielania maku od piasku. Syzyfowa. A sama łatwość e-wydawania powoduje, że niedługo więcej będzie u nas pisarzy niż czytelników :P

        1. Owszem, ale czasem z większym pożytkiem dla nas byłoby, gdyby kilka razy przeczytali to, co sami napisali, zanim zechcą się swym talentem podzielić z innymi :)

  5. Z tą selekcją jest jeszcze taki problem, że w związku z „rozmnożeniem autora”, coraz trudniej rynek wydawniczy ogarnąć. Stresuję się tym, dostaję oczopląsu, próbując wybrać kolejną lekturę, zapełniam wirtualną półkę „Chcę przeczytać”, lawiruję między nowościami a klasyką i… cały czas mam poczucie, że to jest nierówna walka:) Chcę selekcjonować, ale mi coraz trudniej! Szczęście to czy przekleństwo?:)

    Bazyl: może jednak powinniśmy chwalić tę demokratyzację, że każdy autor, pan Mietek też, może odnaleźć swojego czytelnika, nawet jeśli my jego wywody za gniot uważamy?:) Co nam do tego? – głośno się zastanawiam:)

    1. Ano właśnie, skoro jest popyt, jest i podaż. To że nie lubię różowych sweterków nie daje mi prawa do tego by zabraniać ich produkcji. Czyli – przedzieramy się. Albo – czytamy znane już starocie i odwracamy się plecami do młodych zdolnych.

  6. ciekawy i ważny temat, dla mnie szczególnie skoro jestem przed zakupem e-booka. Nie zamienię książki papierowej na elektroniczną, ale są sytuacje (wyjazdy – ostatnio nie zdążyłam skończyć drugiego tomu Millenium przed wyjazdem i musiałam odłożyć lekturę na 5 dni, czy muszę dodawać jakiego doznawałam wkurzenia:) nie mogłam jej zabrać ze sobą, bo też do najmniejszych nie należy. Mając odpowiedni sprzęt skończyłabym lekturę i jeszcze zaczęła nową.

  7. Myślę, że czytnik e-booków to naprawdę świetne rozwiązanie na podróż. Mieści się na nim ponoć nawet do 1000 książek (nie sprawdzałam, ale na swoim mam chyba z 50 książek i to już mi zupełnie wystarcza do szczęścia). W domu wolę czytać książki papierowe, ale w podróży e-booki b. dobrze się sprawdzają.
    A drugi tom Millenium mam właśnie w formie elektronicznej i może niedługo też będę się w nim zaczytywać. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s