Chory klaun, jak wszyscy. Big Sur, Jack Kerouac

Czy Jack Kerouac to taki później żyjący Henry Miller? Obaj pisali przede wszystkim o sobie, depresyjnie i ekstatycznie na przemian, o trudach w pisaniu, o autentycznych ludziach, z którymi pili i rozmawiali (w obu przypadkach raczej w tej kolejności), obu cechował ten pisarski luz, który filmowcy tak lubią eksplorować w swoich dziełach, no i obaj mieszkali przez pewien czas w Big Sur w Kalifornii.

A jednak o Jacku Kerouacu trudno powiedzieć bez wahania, że to późniejsze wcielenie Henry’ego Millera. Dlaczego?

W Big Sur Jack opisuje swoją „słodką samość” w chatce Monsanta. Zmęczony ciągłym piciem, podróżowaniem i towarzystwem innych Jack, pisarz z sukcesami na koncie i pilnie obserwowany przez m.in. plotkarską prasę, wyjeżdża do domku przyjaciela, by wreszcie pobyć sam. Zbiera siły i zapasy jedzenia, a potem z przygodami dociera na miejsce. Jako azyl, punkt totalnego się odcięcia od świata chatka Monsanta sprawdza się idealnie: z dala od drogi, blisko urwistego nabrzeża, za przepaścią, w której leży wrak samochodu (bardzo malowniczy zresztą:

„(…) pod mostem, na piasku, tuż pod wcinającym się w morze klifem, g a r b, aż boisz się na niego patrzeć: samochód, który dziesięć lat temu przebił się przez barierkę na moście, spadł tysiąc stóp na sam dół, wylądował na dachu i ciągle tam leży zardzewiałym podwoziem do góry, porozrzucane wokoło, częściowo strawione już przez morze koła, stare kołpaki i fotele samochodowe, z których wystaje słoma, jedna smutna pompa paliwowa i już żadnych ludzi – I” (s. 26)).

Właśnie tam, za szczątkami auta, za lasem i blisko oceanu, zamyka się Jack sam ze sobą. I najpierw bardzo mu się to podoba. Przyroda, cisza, samotność. Spotkania z mułem i falami. Ale jak na rasowego neurotyka przystało, Jack potrafi to wszystko zepsuć swoimi lękami i – ucieka stamtąd po paru tygodniach. A wtedy zaczyna się od nowa ciąg picia i ciąg jazd samochodem, kiedy jeden z dwóch jego przyjaciół, szalonych kierowców, „wyciska noc spod kół”, a „przez okno dobiega huczący odgłos pędu”.

Pomimo pozorów beztroski i wiecznej hulanki bez żadnych barier i zahamowań, nikt się tu dobrze nie bawi. Jack, prawie zawsze smutny, liczy na to, że obecność przyjaciół wyzwoli go od niego samego, od tej przytłaczającej pustki, którą czuje w sobie i wokół siebie. Do tego stopnia pokłada nadzieje w innych, że nie potrafi się bez nich obejść, a każdorazowe pojawianie się przy nim przyjaciół zwiastuje możliwość zapomnienia i szczęścia: jest „jakby [dzień] zaczął się od nowa, to zupełnie nowa sytuacja, z Codym tak zawsze, prawdę mówiąc, to jakby zupełnie nowy wszechświat” (s. 142).

Ale każdy nowy wszechświat ma swój koniec. Gdy z pijanych twarzy spływają maski wesołków, okazuje się, że wszyscy są „piknikowo smutni” i przypominają „pokutujących katatoników w piekle”. Istny „dryf do piekła”.

Czyli to kolejna książka o depresyjnym pisarzu? I tak, i nie. Big Sur to książka o wielkim dołowaniu się, ale napisana w tak lekki sposób, że trudno się tym dołem przejąć czy zarazić. Stylem przypomina nie Millera, a Bohumila Hrabala: te same potoczyste, nigdy niekończące się zdania, to samo męskie, rozpasane gadulstwo o męskim towarzystwie, które non stop pije, tylko że nie piwo jak u Hrabala, lecz najlepszą whisky prosto z butelki. I Kerouac, i Hrabal odczuwają podobną rozpaczliwie radosną pewność, że ogrom świata, życie ludzi i miast i wszystko wokół i tak jest do końca nie do pojęcia, więc nie ma sensu myśleć za wiele, tylko jechać wciąż naprzód, gnać na złamanie karku, w doborowym towarzystwie i pić, pić, pić.

Na szczęście, czytelnika od tego głowa nie boli.

Wracając jeszcze do pytania zadanego na początku tak nieśmiało, Jack Kerouac nie jest jak Henry Miller (choć w Big Sur planuje się z nim spotkać, poznać go i z nim porozmawiać – ale niestety kończy się to na planach tylko), choćby dlatego, że Miller, cokolwiek by o nim nie powiedzieć, to był szalony poważny człowiek, a ten tu to wciąż młody pisklak z mlekiem pod dziobem, mimo że skończył już 40 lat, kiedy książka ta została opublikowana. A urok pisarza-wiecznego chłopca jednak nie zawsze działa. W Big Sur działa jedynie połowicznie.

Jack Kerouac, Big Sur
przeł. Maciej Świerkocki
wyd. W.A.B., Warszawa 2011

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Chory klaun, jak wszyscy. Big Sur, Jack Kerouac

  1. Bardzo sensowne porównanie z tym Hrabalem, zwłaszcza że on sam Kerouaca czytał i podziwiał, jak cały ruch bitników; twierdził, że „był z nimi w grupie zaocznie”. (Polecam „Drybling Hidegkutiego”, chyba jeszcze nie miałaś okazji czytać, tam jest sporo o fascynacji Hrabala „włóczęgami dharmy”). Tyle, że Kerouac zdaje się jednak tym bardziej zagubionym, depresyjnym, pozbawionym poczucia sensu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s