Magia i deziluzja. Gangsterzy, Klas Östergren

– Gdy tak o nim mówisz, ten Półbrat bardzo przypomina mi Gentlemanów.

Ta rzucona przez Tomka uwaga wydaje mi się bardzo trafna, przynajmniej na poziomie fabularnym. W obu książkach pojawiają się mroczni bracia, bokserzy, wierni przyjaciele i skomplikowana relacja miłosna. Akcja obu toczy się w Skandynawii. Obie napisane są z epickim rozmachem. Tak, zdecydowanie mają te dwie książki wspólny mianownik. Choć Półbrat, z racji swego majstersztyku językowego, robi na mnie większe wrażenie.

Piszę tu o tym, na początku tekstu o Gangsterach Klasa Östergrena, ponieważ to zestawienie, ten uderzająco trafny osąd powracał do mnie wielokrotnie, gdy czytałam Gangsterów właśnie. Słowa te przypominały mi się jednak nie dlatego, że również do Gangsterów pasowały jak ulał, lecz jakby dla kontrastu: jak drugi tom może tak różnić się od pierwszego? Już o Półbracie nie wspomnę.

Ale od początku.

Gangsterzy to kontynuacja Gentlemanów, książki szwedzkiego pisarza, Klasa Östergrena, o której pisałam rok temu. Pierwsza część została pierwotnie wydana w Szwecji w 1980 roku i uznawana jest tam za jedno z ważniejszych dzieł literackich ostatnich 30 lat. Po 25-letniej przerwie jej autor powrócił do historii opisanej w Gentlemanach, chcąc ją dopowiedzieć i zakończyć. Efektem tej pracy są Gangsterzy.

Ci Gangsterzy odzierają nas ze złudzeń. Już na pierwszych stronach książki dowiadujemy się, że niemal wszystko, co przeczytaliśmy w pierwszej części, jest kłamstwem. Bohaterowie, domniemanie realni, zostali przerysowani, przekłamani, odmienieni, inaczej nazwani, a w przypadku Henry’ego Morgana, wiodącego gentlemana, nawet podwojeni – Henry’emu Klas przydzielił brata, gdyż powiedziano mu, że nagromadzenie tylu nieprawdopodobnie sprzecznych cech charakteru w jednej postaci pozbawi ją całkowicie wiarygodności. Tak powstał Leo, brat Henry’ego.

Powiecie: ok, ale to fikcja, co więc w tym dziwnego, że postaci są zmyślone, a pisarz się do tego otwarcie przyznaje w drugiej części? Gdzie tu rewolucja?

Jajo polega na tym, że Klas Östergren opisuje wydarzenia, w których mamy widzieć prawdziwe. Mamy w nie wierzyć jak we fragmenty jego rzeczywistej autobiografii. Zatem oznajmianie nam w drugiej części powieści, że je zmyślił, nosi znamiona psoty. Prawie takiej, jakiej możemy spodziewać się po tych trzech zamaskowanych chłopcach (po tym niezamaskowanym na drugim planie nie spodziewam się filuterności, tylko bojowej zażartości):

 

Jednak psota, jaką nam robi Klas Östergren, bynajmniej nie należy do tych wesołych. Właściwie nie jest psotą, lecz wyznaniem winy – ale tego nie wiemy, gdy czytamy początek książki i poznajemy tylko ułamek prawdy. Część o wiele mroczniejszej niż ostatnio historii. Otóż pisząc Gentlemanów zadarł pisarz z niewłaściwymi ludźmi. Dlatego teraz co i rusz grożą mu, szantażują go i w zróżnicowany sposób ograniczają jego wolność osobistą. Atmosfera, w Gentlemanach niemalże beztroska i dickensowsko rubaszna, staje się napięta. Nóż wisi w powietrzu i zaraz może spaść na niewinny kark. Nieostrożny krok może zaprowadzić do miejsca, do którego świadomie nigdy byśmy się nie wybrali. Zwykłe przedmioty nabierają złych przyzwyczajeń – chociażby ta łakoma, wszystkożerna kanapa, w której giną różne należące do bohaterów przedmioty.

Ale odbiegam od tematu.

Clou tego akapitu może być takie: o ile Gentlemani to była przede wszystkim literatura piękna z domieszką kryminału, o tyle Gangsterzy to głównie kryminał z pięknymi pod względem językowej precyzji fragmentami. Mrok akcji dodaje mu głębi. Bohaterowie, wcześniej dynamiczni i zaskakujący, teraz zyskują dojrzalsze atuty: są zmęczeni, rozgoryczeni, myślą jaśniej, widzą ostrzej. Pisarz lepiej zarysowuje istniejące między nimi napięcia. Całość jest przejrzystsza, jak na lepiej naświetlonej fotografii: rysy szczególne postaci, wyraz ich oczu, zmarszczki są ostrzej uchwycone, a zdjęcie i nasz jego odbiór na tym się ubogaca.

Na tej doskonalszej fotografii widzimy osoby, które już znamy z Gentlemanów: Klasa i Maud, byłą kochankę zaginionego Henry’ego Morgana. Ona leży swobodnie na łóżku Klasa w ciemnawym mieszkaniu należącym do Henry’ego i opowiada mu swoją wersję wydarzeń, których konsekwencją jest zaginięcie Henry’ego. On słucha uważnie i notuje, uzupełniając swoją wciąż puchnącą powieść Gentlemeni, pod jej okiem nadając książce ostateczny kształt. Kto kim manipuluje? Kto kogo wykorzystuje? To będzie jasne dopiero w dwadzieścia parę lat później, kiedy ze spokojnej codzienności i od pielęgnacji rzadkich gatunków róż oderwie Klasa wiadomość przesłana przez syna Maud. To będzie dla niego restart starych spraw, powrót do niezamkniętych kwestii, ostateczna prawda o tym, co stało się z Henrym i mnożenie domysłów, co by się stało, gdyby jednak wybrał inny wariant swojego życia.

Moją ulubioną osobą w całej tej historii jest Maud. Niejednoznaczna, silna, nieprzejednana i nigdy do końca niepoznana. Trochę jak ta róża, którą Klas przez kilka godzin próbuje opisać, ale nic mu z tego nie wychodzi. Róża jest różą, jest różą w końcu.

Gangsterzy jednak nie są o pięknych kwiatach i niedoszłych romansach. To przede wszystkim opowieść o cieniach: ludziach, o których pamięć prześladuje po nocach i nie pozwala spać. Więcej tu cieni niż żyjących. Błąkają się między grobami i ulicami Wiednia i Sztokholmu, do ostatniej strony nie blaknąc.

To historia o poczuciu winy, zakazanych wyborach i chybionym zaufaniu.

A na koniec drugie nawiązanie do zamieszczonego przy tym wpisie zdjęcia: to rzecz o zgrywaniu chojraka, maskach i magii pamięci i zapisu. Wiedeńską scenę z wirującymi w walcu okaleczonymi i zamaskowanymi parami będę jeszcze długo sobie przypominać, często, przeczuwam, wbrew własnej woli.

Klas Östergren, Gangsterzy (oryg. Gangsters)
przeł. Maria Murawska
Studio Wydawnicze DodoEditor, Kraków 2011

Advertisements

10 uwag do wpisu “Magia i deziluzja. Gangsterzy, Klas Östergren

  1. A mnie Gangsterzy zawiedli, zbyt dużo w nich pojękiwania, silenia się na mroczność. Na dodatek to właśnie Maud jest postacią najbardziej mnie wkurzająca. Ogólnie mam wrażenie,że autor chciał się zemścić na pierwszej części, podzielić się jej nielubieniem z czytelnikiem. I prawie mu to wychodzi ;).

    1. Rozumiem, że Maud może być irytująca, ale obok Wysłannika wydaje się najbardziej charakterną z całej galerii postaci, jakie zatrudnia tym razem autor.
      Co do ich nielubienia ich przez pisarza, mam wątpliwości. Moim zdaniem po prostu inaczej ich traktuje – oschlej, jakby rozczarowany sobą i nimi – ma do nich inny, bardziej gorzki stosunek po upływie tych ponad 20 lat.

  2. Gangsterzy to(jak dla mnie) zupełnie inna książka niż Gentlemani chyba z racji tych 20 lat przerwy miedzy nimi. Nie zmienia się tylko fakt że pisarstwo Ostergrena pozostaje takie same w takim sensie że nie da się, po prostu nie da się przerwać lektury. Zastanawiałam się po przeczytaniu Gangsterów czy nie byłabym ‚szczęśliwsza’ nie czytając tej książki, pozostają na Gentlemanach, ale z drugiej strony nie było takiej siły która by mnie przed ich przeczytaniem powstrzymała:)
    (Muszę powiedzieć że Ostergren dołączył do grona moich ulubionych autorów, czekam na dalsze tłumaczenia!)

    1. Zgadzam się – książka zupełnie inna, ale samo pisarstwo Ostergrena to samo.
      Muszę jednak przyznać, że „Gentlemenów” o wiele lepiej się czytało, faktycznie trudno było się od nich oderwać. „Gangsterzy” już nie budzili we mnie takiej ciekawości. Były w nich dla mnie jakieś przeszkody, niewidzialne potknięcia, kiedy moja uwaga zupełnie od nich odbiegała.

  3. genlemani od lat osiemdziesiatych juz dawno wygineli – za to gangsterzy maja sie swietnie i mnoza bez liku ;-)

    za to – zachecona twoim zachwytem – wypozyczylam sobie „pólbrata”. lezy na stole i dojrzewa. troche mnie objetnosc tej pomrocznosci przerazila – pocieszam sie, ze idzie ku jasnym czasom i niedlugo bedzie mozna wystawic sie na slonce (i nie dac zimowej depresji)

    1. Nie daj się zimowej depresji – czytaj „Półbrata”. W nim mroczne są najbardziej poruszane tematy, sama atmosfera książki już nie taka mroczna. Powiedziałabym, że raczej nawet jest jasno. To przez ten węzłowaty styl pisania.

      Czytaj, czytaj i koniecznie podziel się swoją opinią.

  4. Dostałam „Gangsterów” od wydawnictwa i pewnie przyjdzie na nią czas. Porównywałam z kolei „Gentlemanów” do „Półbrata”, oczywiście Christensen pisze lepiej, bez dwóch zdań. Natomiast wciąż masochistycznie przedłużam sobie przyjemność oczekiwania na norweską powieść wszechczasów, „Beatles” Christensena, która stoi od jakichś dwóch lat na półce, którą Norwegowie wolą od „Półbrata” i która podobno usuwa „Półbrata” w cień. No i proszę, ile razy można w jednym komentarzu napisać to słowo na P?

    1. O, „Beatles” sobie kiedyś zamówię – jestem bardzo ciekawa, o czym i jak pisze Christensen w innych swoich książkach.
      Może warto chociaż trochę już podczytać tę książkę, Chihiro? Czy lepiej jeszcze nie kusić (się)?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s