Najlepsze książki 2011. Podsumowanie

Podsumowania miało nie być.

Po co to komu, poza tym łatwiej niczego już więcej nie zestawiać. Spojrzenie sobie głęboko w oczy i próba zbilansowania sukcesów i porażek na polu osobistym i zawodowym, które w moim nieumiarkowanym, neurotycznym wydaniu trwa co roku od listopada (urodziny) do pierwszych dni stycznia (kolumna szarych dni), powinny za każde inne spojrzenie sobie w oczy i bilansowanie wystarczyć.

Zmieniłam jednak decyzję pod wpływem jednego rzuconego właściwie od niechcenia pytania. Ach my, kobiety. Wnioski?

W tym roku przeczytałam sporo kiepskich książek.

Zdrada, pomyłka, cliffhanger, pardon. Może nie tyle kiepskich, co stojących na jednym, równym, średniowysokim poziomie. Tak dobrych, że aż kiepskich, bo nie wybitnych. Tak dobrych, że pamiętam ogólne uczucie po i pomimo miłych słówek, satysfakcji z lektury i nieżałowania straconego czasu drugi raz pewnie po większość z nich nigdy nie sięgnę. Tak dobrych, że gdy stanę przed regałem w towarzystwie jednego z trzech moich literackich proroków i padnie pytanie: Co nam Asia/ Janowicz polecasz, to mogę jedynie wzruszyć ramionami lub mocno się zacukać. Otóż: Wiele było przyjemności. Wiele fascynacji. Ale żadna nie była tak silna, by wyprzedzić wszystkie inne. Lub tę jedną, naczelną.

Oprócz tych trzech:

w kategorii Opowiadania: bezapelacyjnie Zbyt wiele szczęścia Alice Munro,

w kategorii Reportaże: bez wahania Po Syberii Colina Thubrona,

w kategorii Wielka powieść, no cóż, tak, Półbrat Larsa Saabye Christensena.

Zastanawiałam się, czy umieścić tu odpowiednio Raymonda Carvera, Julię Hartwig i Dona DeLillo, ale jednak jest tak, a nie inaczej. Serce – wszak ach, kobiety – zdecydowało.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Najlepsze książki 2011. Podsumowanie

  1. U mnie rok książkowo był bardzo podobny. Też zbyt mało lektur, które zostałyby ze mną na dłużej, czy po prostu „rozwaliłyby” mnie. Aż się przestraszyłam, że może ja już nie potrafię tak się jarać książkami i historiami, jak kiedyś. Ale zobaczymy, co ten nowy rok przyniesie.

    A coś Alice Munro planuję już od jakiegoś czasu przeczytać. Na pewno przy następnych zakupach będę o niej pamiętać.

  2. no popatrz! a ja ciagle sie nie moge zdecydowac CO myslec o pani munro

    „zbyt wiele szczescia” sluchalam i byly tam opowiadania, kt zrobily na mnie wrazenie. ale byly i takie, kt przebiegly mi przez glowe niczym konie po betonie – i nawet nie zauwazylam tematu czy nawet konca

    1. pamiętam, że miałam podobne mieszane wrażenia, a już w „Uciekinierce” widziałam tylko te „przebiegające przez głowę” (i to kłusem). ostatecznie jednak w „zbyt wiele szczęścia” przeważyły – przynajmniej w pamięci – te dobre chwile.

  3. zakończyłem rok książką „Kocha, lubi, szanuje…” Alice Munro, którą czytałem dosłownie w ostatni dzień roku 2011, leżąc w łóżku i umierając na przeziębienie…
    i, jak dla mnie, w kategorii opowiadania, to jest właśnie najlepsza książka roku 2011. a najlepsza powieść, hm, chyba „Wolność” Jonathana Franzena.

  4. popatrz, wciąż nie przeczytałam już kilkakrotnie polecanej „Wolności” J. Franzena. nie wiem już, jak się przed sobą tłumaczyć.
    a Munro najpierw chciałabym przeczytać „Widok z Castle Rock”. ale „Kocha, lubi, szanuje…” też mam na liście i w planach. kiedyś, wszystko kiedyś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s