Turniej garbusów, literatura. Półbrat, Lars Saabye Christensen

Ledwie skończyłam czytać Półbrata Larsa Saabye Christensena, miałam ochotę wrócić do początku i wybrać się w tę podróż przez chłodną Skandynawię po raz drugi. Nie zdarza mi się to zbyt często, a właściwie nigdy mi się to nie przydarzyło. Czytać drugi raz tę samą książkę zaraz po jej pierwszym czytaniu. Zresztą pewnie w trakcie okazałoby się, że nie warto było wracać. Pewnie byłoby to jak cofnięcie się do domu, gdy wskazany jest pośpiech.

Nie wiem, decyduję się nie sprawdzać.

Zamiast czytać książkę od nowa, pozwalam sobie na przypomnienie, od czego to wszystko się zaczęło. Czytam znowu pierwsze zdanie: „- Bardzo dziękuję! Stanąłem na palcach i najdalej jak mogłem, wyciągnąłem rękę do Esther po resztę, po dwadzieścia pięć øre z korony”.

Już w tym pierwszym zdaniu widzę teraz zapowiedź tej melodii języka, która zaczęła mnie na serio wciągać około pięćdziesiątej strony. Bo nie od początku ta historia działa. Zanim poczuje się do niej przekonanie, trzeba pokonać kilka krótkich rozdziałów i zrozumieć, w jakim rytmie będziemy biec. Czytać. Biec. Pisać. Obojętnie.

Piszę na początku o rytmie, stylu i języku – i jeszcze będę pisać, bo w Półbracie odgrywają pierwszorzędną  rolę. Christensen nie zasłużyłby sobie na miano wielkiego pisarza, a jest nim, gdyby dysponował samą tylko gołą historią (która zresztą sama w sobie jest ciekawa, o której opowiem na końcu tego tekstu). Jego język ma charakterystyczny wdzięk, którego próżno szukać u innego pisarza. Zdania są proste i krótkie, ale obrazowe. Są węzłami skojarzeń, plastyki i brzmienia. Mają w sobie urodę poezji. Układają się w pęki i z tych pęków wyrastają kolejne, kaskadowo.

Zresztą ten styl pisania przechodzi z języka w strukturę książki. Tak jak z jednego zdania rozchodzi się cały akapit i pełne zdarzenie, tak z jednego opisanego przedmiotu rozgałęziają się wielopokoleniowe historie. Jednak wciąż proste, klarowne i mocno ze sobą powiązane.

Christensen pisze tak, jak jego bohater, Barnum Nilsen, pisze, że powinno się pisać scenariusze.

„Oto credo autora scenariuszy: nerwy łączące oko z mózgiem są 23 razy większe niż te, które łączą z mózgiem ucho. Pisz w obrazach, a nie dźwiękach. (…) 90% naszej wiedzy zyskujemy dzięki oku, za 5% odpowiada słuch, a reszta to ból i zapach”. (s. 601-602)

I sceny Christensena widzi się, wraz ze wszystkimi flashbackami i flashforwardami, rozgrywają się jak wyświetlany tylko dla nas film, na soczewce oka, pod powieką, tam, gdzie tworzymy obrazy wyłącznie na własny użytek, bez kopii zapasowych, bez publikacji i odpłatnego dzielenia się z kimkolwiek.

* * *

No dobrze, skoro wiemy już, że to działa i jak, czas powiedzieć, co to i o czym jest.

W pewnym mieszkaniu w Oslo mieszkają trzy kobiety: Stara, Boletta i Vera. Pierwsza jest matką drugiej, druga jest matką ostatniej. Przez ich życie przewijają się mężczyźni, których cechą wspólną jest znikanie – w śmierć, w podróż, z opcją na powrót i bez śladu. Tymi, którzy zostają z nimi na dłużej, są synowie Very: Fred i Barnum. To oni są tytułowymi półbraćmi – wszystko wskazuje na to, że mają innych ojców, są zatem braćmi w połowie, a na dodatek ten drugi, Barnum, jest tak niski, że właściwie stanowi zaledwie połówkę pierwszego. Braci łączy silna, pełna sprzeczności więź. Starszy Fred budzi u Barnuma lęk i podziw. Właściwie nic o nim nie wiadomo. Chodzi swoimi drogami, ale zawsze pojawia się we właściwym miejscu i o właściwym czasie, by uratować młodszego brata z opresji. Fred bije się, Fred znika, Fred nikomu się nie tłumaczy. Jest typem łobuza, który podoba się większości kobiet: niby czarny charakter, ale nie do końca. Panie z rodziny Barnuma nazywają takich jak on „ludźmi nocy”.

Mimo że to przede wszystkim historia o losach jednej rodziny, określenie jej sagą niezbyt pasuje. Może dlatego, że w pewnym momencie cały jej ciężar spoczywa na barkach tylko dwóch osób, Freda i Barnuma, którzy bynajmniej nie myślą o zakładaniu rodziny, kontynuacji jakiejkolwiek tradycji czy czymkolwiek w tym rodzaju. Może dlatego, że z tej książki pamięta się głównie historię nie rodziny, a przyjaźni Barnuma z grubym Pederem i „najpiękniejszą z tych, które podpierały ścianę”, Vivian.

A może dlatego, że ta niepełna, portretowana przez Christensena rodzina jest też tylko pewnym symbolem połowiczności – wybrakowania, które uwidacznia się wg Barnuma w każdym aspekcie życia, u każdego poznanego człowieka, jakby wszyscy nosili w sobie ślad garbusa, jakby wszyscy byli wadliwi i pełni usterek.

„(…) zacząłem się bać, wszystkiego, na co się cieszyłem, również się bałem, i myślałem, że może dopiero teraz tak myślę z całą oczywistością, wtedy miałem jedynie wątpliwości, przeczucie, że nic nie jest pełne i całe, że wszystko ma w sobie jakieś pęknięcie, radość, szczęście, piękno, we wszystkim jest zadrapanie, skaza, z wyjątkiem tej całkowitej i bezużytecznej myśli o braku doskonałości”. (s. 371)

Tak czy owak, Półbrat to po prostu piękna, chłodna, malownicza, rytmiczna, półmroczna książka, w której nie chodzi o samą fabułę, lecz o przyglądanie się „chwilom większym od siebie samych, skupiającym czas” (s. 269) i samotność, gdy „stoimy z lupą pośrodku Drogi Mlecznej, a to, co widzimy, też nie jest prawdą, wiemy mało i nic, jesteśmy rozdzieleni, każdy z osobna, stoimy na zewnątrz, jesteśmy tylko niecierpliwymi obserwatorami, a o sobie wiemy jeszcze mniej” (s. 388).

Lars Saabye Christensen, Półbrat (oryg. Halvbroren)
przeł. Iwona Zimnicka,
świat literacki, Izabelin 2004

Pierwsze wydanie oryginału w  2001 roku.

* ”turniej garbusów, literatura” – frag. wiersza Czesława Miłosza, „Wyznanie”

Reklamy

10 myśli na temat “Turniej garbusów, literatura. Półbrat, Lars Saabye Christensen

  1. podoba mi sie tytul – sama mam wlasnie pólbrata i wszyscy mi usiluja wmówic, ze takiej nazwy nie ma. no i prosze!

    natomiast co do chlodu powiesci to mnie raczej odstrasza. po pierwsze, bo za oknem (powiedzmy) zima. po drugie odczuwam ten ludzki chlód w skandynawii na codzien

    wiec na swieta zycze ci CIEPLYCH ludzi i milych wrazen!

    1. będą ciepli ludzie i miłe wrażenia na pewno – dziękuję i życzę ich wzajemnie. Wspaniałych, spokojnych świąt!

      a w „Półbracie” nie ma aż takiego chłodu – w relacjach między bohaterami panuje dość ciekawy miks mroczności i ciepła, więc na zimę, moim zdaniem, jak znalazł.

  2. Ja też byłam zachwycona, jak autorowi udaje się związać w zgrabny stosik całą tą mnogość historii i wątków. A pierwsze zdanie – pamiętam do dzisiaj.
    Pozdrawiam świątecznie!

  3. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię cieszę, że takie wrażenie zrobiła na Tobie jedna z najważniejszych książek mojego życia :) Nie umiem o niej pisać, nie umiem mówić, budzi we mnie tyle emocji, skojarzeń, coś otwiera we wnętrzu, do czego wcale nie wiem, czy chcę zaglądać… Po TAKIEJ książce aż strach brać do ręki kolejną, bo musi, po prostu musi wypaść blado w porównaniu z „Półbratem”.
    Pozdrawiam ciepło!

  4. Chihiro, właśnie to uczucie, że nic nie dorówna „Półbratu”, jeśli zbyt szybko zestawić go z inną książką, towarzyszyło mi przez kilka pierwszych dni po przeczytaniu go. W sumie – nadal noszę się z tym wrażeniem. Po nim przeczytałam już parę książek, w tym „The Sense of an Ending” (czytałam Twoją recenzję, moja opinia jeszcze jest nie do końca sformułowana) i „Gangsterów” Klasa Ostergrena, ale to jednak nie było TO. (Tu kiwam smętnie zwieszoną głową i się głęboko zamyślam).

    1. cóż, właściwie to obstawiałam, że nie będzie Ci się podobać.
      następnym razem podzielę się z Tobą tą myślą wcześniej ;)

  5. hm, kuszące…
    ale nie wiem, kiedy wezmę się za „wolność”. może dopiero latem?
    a do lata mogę zapomnieć o zemście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s