[Notatki przy„Korektach” J. Franzena]

Są książki, przez które czujemy się źle sami z sobą.

Zaczynamy odczuwać niepokój. Powracają do nas odkładane na bok niespełnione ambicje i frustracje, które na co dzień udaje się ignorować. Lektura takich książek odgruzowuje je, przesuwa w centralny punkt naszego odczuwania i już nie sposób od nich dłużej uciekać. Ponure, demotywujące myśli (kruki, wrony i gawrony), smutne prawdy o nas samych osaczają nas.

„Korekty” Jonathana Franzena to taka książka. Aż trudno znieść tę dawkę niezadowolenia z siebie, jaką funduje nam pogrążanie się w jego świecie ludzi niepotrafiących nawiązać żadnej satysfakcjonującej relacji, pechowych, niespokojnych. Przeglądamy się w ich błędach i grzeszkach, w ich odpuszczaniu sobie i w stawianiu sobie zbyt wysokich wymagań, w ich bezsensownych upodobaniach, do których uparcie chcą przekonać bliskich. Widzimy, jak katują siebie nawzajem w imię celów wyższych rozumianych jako bycie zdrową, szczęśliwą rodziną. Ci ludzie dręczeni własnymi problemami, które usilnie próbują ukryć przed innymi, by wywrzeć na pozostałych wrażenie pogodnych, odnoszących sukcesy, oni wszyscy dążą w jednym kierunku – do życiowego fiaska. Patrzenie na nich przypomina samobiczowanie, bo wywołuje przekonanie, że w niczym się od nich nie różnimy i skazani jesteśmy (sami się co dzień skazujemy) na kompletną klęskę. Na życie zakończone goryczą i żalem do siebie.

Im przykrzejsza staje się lektura, tym większą budzi fascynację. To jak nie móc oderwać wzroku od rozjechanego gołębia czy rozszarpanego przez kota ciałka wiewiórki. Chcemy spojrzeć gdzieś indziej, jak najszybciej zapomnieć o nieprzyjemnym widoku (widok na cudze cierpienie), ale wygrywa ciekawość, jakaś natarczywa wścibskość. Babramy się we własnej brzydocie, upokorzeniu, wstydzie i poczuciu winy. I nie możemy pozwolić sobie na litość wobec bohaterów Franzena (czy wobec siebie), bo pisarz je dosadnie wykpiwa, szczerzy do nas zęby zza liter i celuje paluchem w nas, przecież nie-Amerykanów, przecież nie powinien w nas!, szyderczo i jednoznacznie. Tworzy światek wykluczający empatię jako możliwość przyjacielskiego wsparcia. Eliminuje ze wszystkich relacji ciepło, które mogłoby może być drobnym pocieszeniem.

Rozpacz totalna.

„Beznadziejne czekanie, złamane obietnice i przerażone zrozumienie, jak szybko mija czas”. (s. 314)

 

Napiszę o Franzenie więcej, gdy uporam się z „Korektami”. A może dopiero, gdy przeczytam też „Wolność”?

To może potrwać.

Jonathan Franzen, Korekty (oryg. The Corrections)
Przeł. Arkadiusz Nakoniecznik, Joanna Grabarek
Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2004

Advertisements

11 uwag do wpisu “[Notatki przy„Korektach” J. Franzena]

  1. joanno – no to mnie zalamalas!

    bo na biurku czeka „freedom” franzena i tak sie na nia cieszylam. nie zaczelam czytac tylko dlatego, ze zachorowalam i nie bylam w stanie przelknac niczego poza „potopem”

    czekam na calosciowa recenzje – moze jakos to sie pod koniec wygladzi? choc jak znam autorów sadystów to pewnie i nie (jelinek j taka jedza, ze kopie czytelnika w zoladek)

  2. ależ czytaj Franzena, czytaj!

    to wspaniała książka. od dawna nie czytałam tak świetnie skonstruowanej powieści. może momentami aż za świetnie… ale o tym będzie w recenzji, jeśli przekonam się do tej myśli ostatecznie. we mnie wywołuje pewną beznadzieję, ale już u innych – współczucie, żal, lekkie zdziwienie.
    to po prostu smutna książka.
    i zupełnie nie jak Jelinek. nie kopie i nie wierzga. tylko bywa niewygodna.

    życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

    1. dziekuje! zdrowie na tyle powrócilo, ze wbilam zeby we franzena. masz racje, j b dobry!

      pisze takimi malymi pociagnieciami piórka – trzeba caly czas uwazac, bo nie daje czasu na „pieriedyszke” typu opisy przyrody. na razie przypomina mi „revolutionary road”, kt mnie kiedys zachwycilo

      (czytam na zmiane z „potopem”, bo jednak za intensywne na czytanie ciurkiem)

  3. jedynie jeden moment w „korektach” mi się nie podobał – zbyt długie opisy „przygód” na statku, to było takie niewyważone, przegadane, za dużo.

    a „wolność” wciąga, fascynująca powieść, chyba najlepsza z tych, które w tym roku przeczytałem (nie przeczytałem zbyt wielu…)

  4. tak, zbyt długie i szczegółowe były te opisy na statku – ale podobało mi się samo otwarcie „przygód” na nim; pierwsze dwa długie fragmenty. te, które miały być metaforą losu Alfreda, i następne, gdzie padło sformułowanie, że jej sen był haiku.

    a „wolność” kupię sobie pod choinkę.
    (domyślałam się)

  5. straszna sprawa – korekty mnie na razie odrzucily. wyczyny chipa mnie zniesmaczyly i zrobilam sobie przerwe. ale sie nie poddaje i bede walczyc dalej. w kazdym razie nie mam tego flow, kt doswiadczylam przy wolnosci

    1. nie przejmuj się – mnie też zniesmaczyły. to mija. i zniesmaczenie, i Chipa przednia głupota.
      bo to już głupota była, pobudzająca do żywiołowych komentarzy – w moim przynajmniej przypadku. „co ten głupek robi? dlaczego? idiota!”
      niestety, mój pies, z którym dzieliłam te komentarze, nie chciał wdać się w dyskusję.

      a najgorsze – ze wszystkich bohaterów „korekt” najwięcej mam właśnie z Chipem wspólnego. pewnie dlatego tak mnie irytował.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s