Wołanie na puszczy

W przypadku niektórych reportaży mam problem. Na czym się skupić, pisząc ich recenzję? Na wybraniu ciekawego tematu czy na sposobie jego realizacji? W pracy reporterskiej nie chodzi przecież wyjściowo o zaspokojenie wygórowanych literackich wymagań, lecz o opisanie osoby lub problemu tak, aby poruszył on czytelnika.

Zdarzają się jednak reportaże, które nie tylko opowiadają o  c z y m ś, ale też  j a k o ś, gdzie to ‘jakoś’ w ogóle nie ociera się o bylejakość. Wtedy reportaż staje się dla mnie pełnoprawnym dziełem i bez wahania polecam go znajomym. Do takich zaliczam Po Syberii Colina Thubrona, do nich włączam książki Paula Theroux.

Takich reportaży szukam, takie mi się podobają.

Po wyjaśnieniu tych kwestii miałam mieć otwartą drogę do napisania opinii o książce Szturmując niebo Alexandry Cavelius i Rebii Kadir. Nadal jednak widzę tę samą początkową trudność.

To zależy, odpowiedziałby pewien niezapomniany wykładowca (finanse przedsiębiorstw; piękne męskie kowbojki).

To zależy, owszem. Np. od tego dla kogo piszę?

Dla siebie i ku pamięci? Od dawna nie.

Do konkretnych osób? Nie tylko.

Do wszystkich? To jak wrzucić pełen czajnik do pustej studni.

Jak pisać, co robić, jak żyć. Uwaga, zaraz przejdziemy w tryb filozofowania.

Ostatnio mniej wpisów m.in. dlatego, że potrzebuję sprecyzowania tego celu.

I aby nie było tak „letnio”.

Ale czy wtedy sprowadzać recenzję do krótkiego „może być” i dopisać „ze wzruszeniem ramion”?

Jak Wy myślicie? Dlaczego i dla kogo Wy piszecie?

Advertisements

15 uwag do wpisu “Wołanie na puszczy

  1. Dla mnie pisanie to przede wszystkim technika myślenia. Mnóstwa rzeczy bym nie pomyślał i nie przemyślał, gdybym nie próbował ich zapisać.

    Dalej – pisanie to też technika zapamiętywania. Zajrzałem ostatnio do zeszytu z notatkami z podróży: jakieś imiona, nazwy knajp i ulic, tytuły obrazów itd. – pod każdym kryły się całe wiązki wrażeń, które bez tych kilku słów-kotwic pewnie zapadłyby się w jeszcze głębsze rejestry pamięci i w końcu w ogóle z niej uleciały.

    Dalej – czasem po prostu nie można wytrzymać :)

    Pozostaje tylko pytanie – po co robić to publicznie? Tutaj odpowiedź jest dla mnie – z dzisiejszej perspektywy – oczywista: bo raz na rok, raz na trzy lata, czy na pięć na bloga może wejść ktoś, kto nie tyle zostawi komcia, co – kawał zaufania i serca. Piłem piwa, których bym nie pił, gdyby nie blog, dowiadywałem się rzeczy, których ktoś by mi nie powiedział, gdyby nie blog.

    Asiu, nie zagotuj się przesadnie, bo zlecą się internetowi siepacze ;)

    1. Siepaczy wypraszam ;)

      Wojtku, dziękuję. W pewien sposób mi pomogłeś.
      Czy raczej poparłeś mój niewypowiedziany zamysł.

      1. Jeszcze kila(dziesiąt) powodów, dlaczego warto pisać mogę wymienić :P

        Ale generalnie, choć podchodzę do sprawy krytycznie, to póki co piszę z niezachwianym spokojem i poczuciem sensu tego co robię. I tego samego życzę :)

  2. Ja piszę z próżności. Bo lubię głaskanie po główce. A przy okazji, tak jak Wojciech, zapamiętuję łatwiej, a i znajomych mam trochę. Ale próżność przede wszystkim :)

      1. Mi się wydaje, że próżność napędza dużo rozmaitych działań związanych z pisaniem (na przykład udostępnianie swoich notek przy użyciu różnych kanałów dystrybucji, czy pisanie komentarzy u znajomych blogerów ;-)), ale samego pisania – przynajmniej u mnie – nie. Coś w stylu: piszę dla siebie, a dbam, żeby to pisanie było widzialne – z próżności ;-)

        1. Lepiej bym tego, jak Ty w ostatnim zdaniu, nie ujął. Jednak były momenty, że to „dla siebie” zostało zepchnięte przez „żeby ktoś przeczytał”. No i najlepiej skomentował. I o dziwo nie chodzi tylko o uznanie i dobre słowo, bo komentarze krytyczne też zaliczam do kategorii „głaskanie po głowie”. :)

          1. Również zgadzam się z Wojtkowym ostatnim zdaniem – ale właściwie tylko po części.
            Ostatnio coraz częściej myślę o swoim pisaniu na blogu jako formie korespondencji o literaturze. Takie listy otwarte do przyjaciół. Zresztą takie traktowanie bloga przyświecało mi, gdy go zakładałam. I teraz znów się coraz bardziej skłaniam do takiego myślenia. Tylko grupa adresatów się rozrosła ;)

  3. Ciekawe pytanie – ja naprawdę nie wiem, dlaczego piszę. Dla przyjemności chyba po prostu, lubię prowadzić bloga i tyle. A dla kogo to już tym bardziej nie wiem – przeważnie piszę z myślą o tych, o których wiem, że czytają, znam ich czy to z netu, czy osobiście. Wiele osób dzięki blogowi poznałam i wszystkie te znajomości są niezwykłe i dla mnie bardzo cenne. No i nie da się ukryć, że Bazyl prawdę rzecze – miłe komentarze, rosnące statystyki, to wszystko jest po prostu przyjemne:) No i nadaje tej pisaninie sens jakiś:)

  4. Padmo, zgadzam się z Tobą. Wiele bardzo sympatycznych osób poznałam dzięki prowadzeniu bloga. Niektóre osobiście, niektóre tylko wirtualnie. Inspirujące spotkania. A propos – mam nadzieję, że przewrotny los pozwoli nam nadrobić zaległą kawę w niedługim czasie! :)

  5. Próżność nie próżność, prawie każdy z nas szuka afirmacji tego co robi u drugiego człowieka, bo przecież – nie chcę tu wpadać w ton filozoficzno-patetyczny, ale trudno to ukryć – możemy się realizować (spełniać) tylko w relacji z innymi ludźmi. Stąd te ciągoty pokazania się przed światem, które często nazywamy… wyrażaniem samego siebie.

    Dlaczego piszę bloga?
    Bo odkryłem, że jest to świetna gimnastyka umysłu, a przy tym: doskonały sposób porządkowania własnych mysli, nabywania wiedzy, utrwalania w piśmie tego, co nas w danej chwili zajmuje (a co jest przecież ulotne)…
    Nie bez znaczenia też jest inspiracja, jaką można przy tym znaleźć, poznając innych ludzi i stykajac się z tym co myślą, piszą, wiedzą, robią… Dlatego ważna jest dla mnie komunikacja – rozmowy z tymi, którzy mój blog czytają. Ale gdyby jej nie było, pewnie też nadal bym bloga „prowadził”, a raczej swoje pisanie upubliczniał, bo a nuż by z tego jakaś korzyść była? (o której nawet nie musiałbym wiedzieć).

  6. Ja chyba jestem bardziej w swej próżności zaawansowany, bo trzyma się mnie i bez kliknięć, i komentarzy. (Choć pomagają, pomagają). Ma to skutki i dla bloga, bo piszę nawet bez wsparcia zewnętrznego. To, co ja lubię i co mi potrzebne. Jak Logos, żeby sobie układać, nie tylko zapamiętywać. Bo samo czytanie, oglądanie, słuchanie i inne biernoty nie rozwijają. Trzeba dopiero coś z tym zrobić.
    Poza tym nie tracę nadziei, że w końcu zdarzy się, że któraś z tych piękności, które najbardziej cenią inteligencję i poczucie humoru – widziałem na opisie rozkładówek w Playboyu, że cenią – wpadnie na bloga i uzna, że John Markovich to jest w dechę gość. I do tego jaki przystojny.

  7. @janyugo
    Aaaa… „rwanie lasek” też… ;)
    Ale o tym nie można głośno, bo się wszystkie wystraszą (obrażą/zniesmaczą/wzdrygną/obruszą…) no i człowiek może się „spalić” :)))

    Just kidding! ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s