Masowe marzenie. Maximum City. Bombaj, Suketu Mehta

Maximum City. Bombaj Suketu Mehty to monumentalna książka, którą można rozpatrywać na kilku poziomach. To historia powrotu autora do miasta, w którym dorastał, i jednocześnie jego raport z zapuszczania się w coraz mroczniejsze zaułki – nie tylko tej gigantycznej indyjskiej metropolii, ale również dusz jej mieszkańców.

Suketu Mehta urodził się w Kalkucie, dorastał w Bombaju, a jako nastolatek zamieszkał w Nowym Jorku. Narzucona mu przez rodziców przeprowadzka do NYC nie przypadła mu początkowo do gustu. Nie potrafił odnaleźć się w amerykańskim społeczeństwie i przystosować do stylu życia, tęsknił za Bombajem i pozostałą w nim rodziną. Choć w przeciągu kolejnych lat tęsknota ta zelżała, nigdy nie osłabła na tyle, by porzucił marzenie o powrocie do ukochanego miasta. Wręcz przeciwnie – rozwinęła się w nim inna jego forma: chęć zrozumienia, dlaczego Bombaj fascynuje i przyciąga tak wielu ludzi. Wraca więc do niego wraz z żoną i dwójką dzieci, by się tego dowiedzieć.

W ciągu 2,5 lat, jakie autor spędza w Bombaju, skupia się na jego dogłębnym poznaniu. Z jednej strony opisuje swoje prywatne przejścia związane z wynajęciem mieszkania, zapisaniem dzieci do szkoły itp. w mieście, które niczego nikomu nie ułatwia (w Państwie Nie, jak nazywa je Mehta), z drugiej – spotyka się m.in. z gangsterami i policjantami, tancerkami klubów i prostytutkami, producentami hollywoodzkich filmów i dźinistami-ascetami. Chce poznać szczegółowe losy i motywacje przedstawicieli każdego z tych kręgów. Ma nadzieję, że to pozwoli mu zrozumieć, na czym polega magnetyzm Bombaju.

„Dlaczego ludzie nadal mieszkają w Bombaju? Każdy dzień w tym mieście jest atakiem na twoje zmysły, od momentu kiedy wstajesz, przez środek transportu, którym dojeżdżasz do pracy, biuro, w którym pracujesz, aż po formy rozrywki, z których korzystasz. Spaliny są tak gęste, że powietrze wrze niczym zupa. Zbyt wiele osób cię dotyka: w pociągach, w windach, w domu, kiedy kładziesz się spać. Mimo że to nadmorskie miasto, większość jego mieszkańców widuje morze raptem przez godzinę, w niedzielne popołudnie na brudnej plaży. Nocą atak trwa nadal, bo oto z malarycznych bagien unoszą się chmary komarów, pod drzwiami stoją gangsterzy, a ryk z głośników przyjęć bogaczy i świąt biedaków nie daje spać.

Dlaczego miałbyś porzucić wiejski dom z cegły, dwa mangowce i widok wzgórz na wschodzie i przyjechać tutaj?” (s. 556)

Najczęstszą pobudką każącą porzucić spokojny dom na wsi i przenieść się do Bombaju są pieniądze. Marzenie o bogactwie i sukcesie towarzyszy prawie każdemu bohaterowi książki. Przyjezdni chcą też  zasmakować życia w miejscu, które nigdy nie śpi, w mieście tysiąca rozrywek. Bombaj to pożywka dla silnych emocji: wiecznie uwikłany w konflikt gangów, gdzie żyje się wciąż na krawędzi. Biednych i bogatych łączy ta sam niepewność, kiedy co dzień mogą podpaść mafii i zginąć. Na porządku dziennym są szantaże i morderstwa. Zabójstwami zajmuje się również policja – to często jedyny sposób na pozbycie się morderców czy sprytnych bossów, potrafiących nieustannie wymykać się tzw. sprawiedliwości. Tak zwanej, bo czym w ogóle jest sprawiedliwość w Bombaju? W mieście, w którym łatwiej o wywalczenie swoich praw przez zwrócenie się do mafii niż przez interwencję przedstawicieli prawa.

Mimo że dla większości życie w tym mieście jest trudne, mało kto się stąd wyprowadza. Jedni są na to zbyt biedni, inni nawet o tym nie pomyślą, gdyż zbyt są przywiązani do miejskiego hałasu, tłumu, smrodu i różnobarwności, o której można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że nudzi. Jedynie nieliczni, jak przekonuje się Mehta, potrafią porzucić Bombaj – ale i oni, jak opisany bogaty dźinista wyrzekający się całego swojego bogactwa i wyruszający w pieszą pielgrzymkę, zostawiają sobie otwartą furtkę (np. fundusz w banku), gdyby zmienili zdanie i chcieli tu powrócić.

Maximum City… to kolejna książka, której głównym bohaterem jest miasto. Jednak kompleksowość analizy, jakiej je poddaje Suketu Mehta, czyni ją wyjątkową. Trudno tę książkę jednoznacznie zakwalifikować: jest zbyt osobista, by uznać ją za typowy reportaż; jest zbyt nasycona ekonomią i socjologią, by nazwać ją powieścią. Niełatwo też znaleźć dla niej porównanie. Początek, w którym autor przywołuje swoje wspomnienia z dzieciństwa związane z Bombajem i relacjonuje pierwsze miesiące pobytu po powrocie, przywołują skojarzenie ze Stambułem Orhana Pamuka. Głównie z racji sprzecznych uczuć, jakie obaj pisarze żywią w stosunku do swoich rodzinnych stron. W dalszej części Mehta wymyka się wszelkim kategoriom. Wciela się w rolę dziennikarza, lecz bycie bezstronnym obserwatorem nie zadowala go i dlatego często staje się uczestnikiem opisywanych zdarzeń. Jego wielkim atutem jest to, że cokolwiek robi, w czymkolwiek bierze udział, pozostaje bezkompromisowo szczery wobec siebie i czytelnika. Opisuje nie tylko spotykanych ludzi, lecz również swoje zachowania i reakcje. Dzięki temu tekst jest bardziej dynamiczny i przekonywujący.

Przy pisaniu o tak obszernej książce, jaką jest Maximum City… (ponad 600 stron), zawsze istnieje ryzyko ślizgania się po powierzchni. Aby wyczerpać w pełni temat, należałoby poświęcić jej długi esej uwzględniający każdy z poruszanych w niej wątków. Jednak zamiast czytać te omówienia, lepiej po prostu sięgnąć po książkę. Zainteresowanym Bombajem dostarczy wielu ciekawych informacji, a tym, którzy nie wybierają się do Indii, przypomni, dlaczego nie chcą tam jechać.

Suketu Mehta, Maximum City. Bombaj  (oryg. Maximum City: Bombay Lost and Found)
przeł. Marta Bręgiel-Benedyk
Wydawnictwo Namas, Poznań 2011

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s