Adorable! Délicieux! Formidable! Chmurdalia, Joanna Bator

Tak zwykła wołać pewna Senegalka, którą Dominika Chmura poznała w wytwórni dżemów w pobliżu Frankfurtu nad Menem – jednym z pierwszych przystanków w tej ‘Odysei na opak’, jak powieść „Chmurdalia” określa jej autorka, Joanna Bator. Tak moglibyśmy zakrzyknąć my, czytający, mówiąc o tej książce, ale tylko wówczas, jeśli znamy francuski na tyle biegle, by się takim pokrzykiwaniem nie zbłaźnić (nie ja).

Czarujący, rozkoszny i wspaniały jest sam sposób snucia (tak, snucia) przez pisarkę opowieści – czym już widzę jak niektórych zniechęcam. Kapryśni, przestańcie kręcić nosami i czytajcie dalej, wodząc wzrokiem po tych zmieniających się z sekundy na sekundę, z linijki na linijkę literach, tak jak wodzi się, niemal bez odrywania i mrugania, trudne, lecz okazjonalnie wykonalne, po tych Batorowskich stronach. Pisane jest to bowiem w sposób wspaniały, rozkoszny i czarujący. Ma pewną melodyczność takie pisanie i lekkość ręki przesuwającej po klawiszach z lewej do prawej.

Mam nadzieję, że ci z Was, którzy już czytali, załapali ten rytm czytopisania, do którego tak uparcie piję przez cały akapit.

Ale nie dla tych, co już czytali byli się pisze recenzje, a przynajmniej nie tylko. Pisze się z myślą o przyszłych czytających, zwodząc ich pięknymi słówkami i półuśmiechami. A przecież nie na wszystkich to działa, są tacy, którzy wolą konkret.

Do konkretu zatem.

Osiemnastoletnia Dominika Chmura leży w śpiączce w szpitalu. Gdy wybudza się z niej po kilku tygodniach, w zapomnieniu giną jej matematyczne talenty, a wraz z nimi pomysł Dominiki na siebie i swoją przyszłość. Dlatego kiedy tylko odzyskuje siły, zaskakuje swoją matkę, Jadzię Chmurę, i wyrusza w świat, za jedyny istotny bagaż mając aparat fotograficzny, a za jedynie liczące się zdolności – umiejętność wtopienia się w każde środowisko i uważnego słuchania.

Jak Odys i prawie każdy podróżnik, Dominika na swojej drodze nieuchronnie spotyka ludzi. Z niektórymi spośród nich blisko się zaprzyjaźnia, niektórym przynosi tylko ulgę jako doskonały słuchacz ważnych dla nich historii. Wytrącona z rytmu własnego życia dziewczyna z chęcią cofa się wraz z opowiadającymi w przeszłość, a zdobyte w ten sposób opowieści zatrzymuje w pamięci, kolekcjonuje i chowa się za nimi.

Chcąc stać się jak najbardziej niedostrzegalną, ukrywa się też za aparatem. Fotografiami fragmentaryzuje świat, zdejmowanymi wizerunkami przenosi teraźniejszość w przeszłość. Jest to czynność, wbrew pozorom, pogodna, bo przeszłość to „marzenie mające tę przewagę nad skierowanym w przyszłość, że nieustannie się spełnia” (s. 30).

„Chmurdalia” opowiada też o wyrwaniu się z drobnomieszczańskiego domu i z nachalnie narzucanych bliskim wyborów życiowych, ale również o próbie zrozumienia się tak różnych matki i córki, które rzucona między nie odległość ułatwia – ułatwia do tego stopnia, że z nomadki-córki może zrodzić się nomadka-matka. Wszak w ‘Odysei na opak’ wszystko można odwrócić, nawet biologiczną chronologię.

Wszystko też można powtórzyć: Joanna Bator gra z pamięcią czytelnika, omawiając z perspektyw kilku osób historię jednego wydarzenia czy przemycając do każdej kolejnej narracji powracające motywy. Kto by się spodziewał po nocniku Napoleona takiej ruchliwości, a po klnącej po francusku papudze żywotności pozwalającej jej na błyskawiczne przemieszczanie się w czasie i przestrzeni. Nocnik, papuga podobne są w tym ludziom – a właściwie ich krzyżującym się losom, tak że zawsze można być pewnym, że wpadnie się na kogoś, kogo znał ktoś, kogo znał ktoś inny. Mały ten świat – banalne powiedzenie pokazane z przebiegłą wirtuozerią i dające nam czarujące momenty rozpoznań: o, popatrzcie, znów ta papuga. A już w niby przypadkowych wzmiankach o Japonii, której Bator poświęciła książkę „Japoński wachlarz” i za której znawczynię uchodzi, jest coś równie sympatycznego, jak w porozumiewawczych spojrzeniach zza książki.

Pomimo uroków plastycznego języka i malarsko-filmowych kadrów jak ten ze śmiercią ze słonecznikiem, pomimo ogólnej przyjemności z lektury, pozostaje we mnie takie pytanie, trochę jak osad na filiżance: co sprawia, że polska książka zawsze pozostaje przede wszystkim głęboko polska? Zmieniają się w „Chmurdalii” światy i kultury, po drodze znikają w mijaniu Frankfurt nad Menem, Nowy Jork, Londyn i Diafani na wyspie Karpathos (urocze miejsce), ale pozostaje to poczucie bycia zawsze, mimo wszystko w Polsce. Na czym polega ta nasza polska specyfika, że uwidacznia się tak nie do zatarcia w prozie? I nie, nie chodzi mi tylko o te pasaże z historią Polski w tle i nie, to nie zarzut, to tylko posmak i ciekawość.

OK, za długi jest ten tekst jak na historię o Dominice Chmurze wędrownej, której wszędzie zaczyna się robić niewygodnie, jeśli siedzi zbyt długo. Salwujmy się wraz z nią ucieczką.

Joanna Bator, Chmurdalia
Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2010

Reklamy

6 myśli na temat “Adorable! Délicieux! Formidable! Chmurdalia, Joanna Bator

  1. Jak ja uwielbiam książki o Dominice Chmurze! Ale to kawał dobrej prozy! Mimo, że z domieszką, nie małą polskości to mimo wszystko robi wrażenie. Jak dla mnie, szczególnie „Piaskowa góra”, jedna z najlepszych polskich pozycji na rynku wydawniczym ostatnich 10 lat. Serdeczności na weekend.

    1. Piaskowej góry jeszcze nie czytałam, może sięgnę po w grudniu. Proza dobra, udana, a jakże, nie przeczę.
      Udanego tygodnia.

  2. uwielbiam każde zdanie w tej ksiażce podpobnie jak w Piaskowej górze. Mistrzostwo. Lekkosc, płynnosc. A we mnie zazdrość, że Ktos tak może, a ja nie moge, ale w sumie dobrze, ze Ktos może gdy ja nie moge. Chmurdalie zakupilam by moc do niej czesto wracac.

    1. Izko, Chmurdalia mnie również bardzo się podobała, proza lekko pisana, udana, ale ja – gdybym miała pisać, tak tu sobie swobodnie żonglujemy założeniami – chciałabym pisać zupełnie inaczej. Nie wiem, czy będę wracać. Dla mnie niemal wszystko ostatnio zbyt pogodne.

  3. ja też się zachwyciłam Dominiką Chmurą, chociaż mój pierwszy kontakt z nią wcale tego nie zapowiadał, musiałam się przekonać do stylu Bator, ale jak wsiąkłam, to wsiąkłam na dobre!
    dobre spotrzeżenie odnośnie polskości polskiej literatury, chociaż tak myślę, że może to my, polscy czytelnicy, jesteśmy to w stanie tak wychwycić i gdyby ktoś inny to czytał, w tłumaczeniu, może nie zawsze by zauważył?

  4. teraz próbuję sobie wyobrazić, czy by ten potencjalny czytający zauważył.
    pewnie nie.
    albo zauważyłby, ale w innej formie: że taka nie tyle polskość, co ‚klimat lokalny’. w zależności od postawy czytającego byłby ten klimat ‚uroczy’ lub ‚odrzucający’.

    czekam na polską książkę, o której przede wszystkim nie będzie można powiedzieć, że polska.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s