Dwa, odrębne, czyżby

1. „Szedł właśnie ojciec Ludka na pocztę z listem do kuzyna z Grodna za pazuchą, gdy na ławce pod kamieńskim kościołem zobaczył śmierć; siedziała tam i skubała słonecznik wielki jak młyńskie koło. Nie miał wątpliwości, że to ona, więc pokazał tylko na list, że chciałby go jeszcze wysłać, jeśli można, a ona lekko wzruszyła ramionami: proszę bardzo, niech wysyła, ona może poczekać, aż tak jej się nie spieszy. Umarł ojciec Ludka, zanim zdążył spełnić swoje marzenie o podróży do Grodna, gdzie żyło wielu jego kuzynów i kuzynek, a jeden krewny do tego miał na imię Ludek, jak on i jego syn, i też był fotografem, co za zbieg okoliczności. A ciekaw jestem, wzdychał Ludek, ojciec Ludka, czy tamten Ludek z Grodna taki sam jak ja, czy inny? ale nie miał swej ciekawości zaspokoić, bo śmierć splunęła ostatnią łupiną słonecznika, pasiastą jak skrzydełka stonki, podeszła do niego i wzięła go pod ramię”. (s. 46-47)

2. „tymczasem Eulalia (…) po prostu pragnęła czegoś innego niż to, co uważano za właściwe dla dziewczynki, pragnęła, by pozostawić ją w spokoju, by mogła czytać. Zawsze z książką! mówił jej ojciec i trudno było dociec, czy ten wykrzyknik był oznaką zdziwienia, dezaprobaty czy podziwu, a córka podnosiła na Feliksa Meiselsa swoje oczy w nieokreślonym kolorze i uśmiechała się tak, jakby właśnie obudziła się ze snu. Czytała nawet podczas domowych koncertów matki, ale żaden z gości nie uważał tego za niegrzeczne, po jakimś czasie wydawało się wszystkim, że książka jest nieodłącznym atrybutem Eulalii, tak jak fortepian Aliny. Eulalia poszła na studia i ukończyła kilka kursów z historii literatury, a potem znów czytała, coraz rzadziej wychodząc z domu. Feliks Meisels pracował, służące sprzątały, robiły zakupy i gotowały, paprocie rosły, matka grała i uczyła grać na fortepianie dzieci, potem wnuki swoich przyjaciółek, a córka wciąż czytała; życie w domy na ulicy Studenckiej toczyło się powoli i bez większych zgrzytów. Panował tam ten rodzaj cichego szczęścia, które docenia się dopiero wówczas, gdy się je utraci”. (s. 250-251)

Joanna Bator, Chmurdalia, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Dwa, odrębne, czyżby

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s