10 książek do schronu

Chwileczkę, jak to było?

„Moment, kiedy po okresie ekspansji wszechświat wyhamowuje, po czym zatrzymuje się i na krótką chwilę osiąga stan zupełnego bezruchu. Zamiera muzyka sfer. Wtedy pojawia się przeczucie, że oto zaraz nastąpi regresja, cofanie się i zapadanie się w sobie. Będą słabły tak zwane siły witalne, pamięć operacyjna zacznie szwankować. I w ogóle będzie już tylko gorzej niż lepiej. Muzyka niebieskich sfer od tej chwili będzie grała do tyłu. Po kolei przestaną świecić wszystkie gwiazdy”.

Tak opowiadał o okresie smugi cienia Andrzej Sosnowski pewien czas temu. Wtedy tylko podejrzewałam, że już wkrótce smuga zawiśnie nade mną, jak zwykła była zawisać od kilku lat nie tylko jesienią. Te słowa jednak skutecznie zakotwiczyły się we mnie już wtedy – gdy pogoda wewnętrzna była jaśniejsza, a nastrój zbyt pozytywny, aby mógł wiecznie trwać.

Znacie to?

Musi być we mnie jakieś szczególne miejsce, do którego przyczepiają się natrętne, trafne sformułowania. Gdzie? Obstawiam gardło. Nie widzę dalej niż ta czerwona przepaść, jaka otwiera się na końcu jamy ustnej, ale wiem, że musi być poniżej chropowato, piekielnie i jeszcze bardziej czerwono. Dobre miejsce na zahaczenie się słów, zwłaszcza tych zasnutych, refleksyjnych czy, pardon, znowu!, rozpaczliwych.

Dlaczego gardło? Czytasz gardłem? Słyszysz gardłem? Nie wchodźcie ze mną na te chybotliwe platformy, na te dryfujące dociekania. Dokąd nas zaniosą, jeśli tylko nie dalej w tę czarną, otwierającą się od nowa – po co? – otchłań?

Niezbyt pociesza też wychwycone w półbiegu, w półczytaniu zdanie: „Eugenides ufał zawsze Virginii Woolf doradzającej, aby nie publikować pierwszej książki przed trzydziestką”. Bliżej niż dalej. O 33 latach jako wieku granicznym na sprawdzenie się w tym „wadzeniu się z sobą” wspomina zresztą również cytowany już Andrzej Sosnowski.

Znów go zacytuję: „Alegorycznie? Bezwietrzna pogoda. Zastój, stagnacja. Ładnie określił to poeta John Ashbery: ‘Środek podróży przed odwróceniem klepsydry: miejsce idealnej ciszy’”.

O czym ja tu właściwie mówię? Oczywiście, jak zawsze, o literaturze, bo o czym innym. I to literaturze rozumianej jako „książkach, które są o innych książkach” (też Jeffrey Eugenides w swojej nowej powieści „The Marriage Plot”).

Jakie książki Wy wybieracie na smugę cienia? Szukacie pocieszenia w czymś pokrzepiającym i optymistycznym (np. w nowej książce Umberto Eco „Cmentarz w Pradze”, w którą trudno się zapaść, nawet jeśli manewruje się pomiędzy świeżo rozkopanymi grobami; zbytnio pisarz rozpieszcza nas i rozkojarza kulinarnymi wtrętami – o tym już wkrótce więcej) czy raczej rozgrzebujecie rozgoryczenie i rozkopujecie swój schron do kompletnego zakopania się w?

O sobie sądzę, po tej wciąż uświadamianej obecnie niekompatybilności z Eco, zbyt na teraz radosny, doprawdy, o sobie sądzę zatem, że bliżej mi do tych ciążących książek, które z siłą większą niż grawitacja wciągają w głąb i w mrok, coraz bliżej ostatecznego dna, z poziomu którego już tylko jedno można zrobić: odbić się sprężyście w górę. Lub chociaż żmudnie, jaszczurczo wypełzać. (Lub palnąć sobie w łeb, ale tę ewentualność humanitarnie wykreślam.)

Jakie są Wasze opinie? Gdybyście mogli wziąć ze sobą tylko 10 książek do schronu, z którego nie wiecie, czy kiedykolwiek wyjdziecie, jakie by się wśród nich znalazły? Podrzućcie tytuły na obie drogi – nikomu tu, w tym wirtualnym schronie nie zawadzą.

Advertisements

13 uwag do wpisu “10 książek do schronu

    1. Na „Półbrata” poluję już od jakiegoś czasu – nigdzie go nie mogę niestety znaleźć. Ale tak, sądząc po opiniach, mogłabym go zabrać ze sobą do schronu.

  1. Rany, wolę nie myśleć o schronach! Ale jakbym musiała, to zabrałabym pewnie książki, które mogę czytać kilkakrotnie:
    – Pessoa, „A book of disquiet” (specjalnie podałam angielski tytuł, bo jest nieokrojony, starczy na więcej czytania i rozmyślań)
    – Mulischa „Odkrycie nieba”
    – antologię tekstów o pamięci, sporządzoną przez AS Byatt „Memory: an Anthology”
    – Peter Nadas „A Book of Memory”
    – album Uwe Ommer „In transit” (ale to książka tak ciężka, że nie wiem, czy by mnie zbłąkana kula nie trafiła, zanim bym do tego schronu dobiegła)
    – nauki Buddy (by zrozumieć, że wszystko, co się dzieje, to iluzja)
    – „The Creative Writing Coursebook” (by wreszcie pisać bez ociągania i rozpraszania uwagi)
    – Edward Said „Reflections on Exile”
    – dwa tomy opowiadań Cortazara

    Widać wyraźnie, że skupiłabym się na pamiętaniu i zapisywaniu ulotnego… Ech, nie wiem, czy to dobra strategia.

  2. Też wolę nie myśleć, ale cóż mogę poradzić, kiedy samo się myśli?
    Nad Pessoą sama się zastanawiam – tę książkę można w kółko czytać od nowa i zawsze zgotuje niespodziewane – odpowiednio melancholijne – odkrycie. Chyba z rok temu pojawiło się rozszerzone, pełne wydanie po polsku (bdb tłumaczenie). Pewnie wzięłabym je.
    Opowiadania Cortazara – dwa tomy. Liczymy jako jedną książkę? ;)
    O świeżynce Petera Nadasa czytałam niedawno w nymag. Artykuł zaczynał się od porywającego opisu niedokończonych katedr. Bardzo mi utkwiło to w pamięci. A sama książka – brzmi obiecująco. Ściągnęłabym na kindle’a, ale może warto poczekać na polskie wydanie? Zastanawiam się.

    W ogóle zabrałabym do schronu kindle’a. Wygląda na mniej niż jedną książkę, a czytać można z 6 razy dłużej. Oczywiście, do niego dodałabym jeszcze 9 książek papierowych. Czy to oszustwo?

    Niedługo przygotuję własną listę dziesięciu. Mam z nią problem, bo zakładam, że to powinny być namacalne książki, do schwycenia w biegu z regału. Ale gdzie będę się chronić? Powinnam zatem przygotować wersję warszawską i poznańską?

      1. Już odpowiadam :) Co można poradzić? Nic, trzeba się poddać myślom, bo gdy się je natrętnie odpędza, one tym silniej tkwią w głowie.
        Policzyłam dwa tomy jako dwie książki i tym sposobem wyszła mi równa dziesiątka.
        Nadasa mam stare wydanie angielskie (a może nie stare, ale wygląda na stare), z rekomendacją Susan Sonta na okładce: „The greatest novel written in our time, and one of the greatest books of the century” – przyznam, że to zdanie mnie ostatecznie przekonało, czy kupić książkę (za 2,5 funtów w sklepie charytatywnym).
        Polskie wydanie chyba ukaże się niebawem, coś mi się o uszy obiło.

        Zabranie Kindle’a to nie oszustwo. A jak byś miała dostęp do internetu, to mogłabyś kilka inkarnacji spędzić w tym schronie i zawsze mieć co czytać :)

        Dwie wersje schronowe są znaczącym ułatwieniem, w sumie możesz wybrać aż 20 książek…

        Ja się jeszcze zastanawiam nad powodem udania się do schronu. Wojna czy kataklizm nuklearny?

        1. Zawiesiłam się nad tym ostatnim pytaniem: wojna czy kataklizm?
          Skłaniam się ku wojnie zakończonej kataklizmem.

          A skoro tak, to zdecydowanie można pozwolić sobie na 20 książek. Przezornie!

          O Nadasie na to samo zdanie Sontag trafiłam, ale mnie jednak urzekły te katedry niedokończone, które ponoć mają mieć swoje odzwierciedlenie w pisaniu, w jego strukturze. Intrygujące.

  3. Do schronu najchętniej poszedłbym z Bernhardem, w końcu nikt tak pięknie nie pisał o schronach. Wziąłbym też parę książek Coelho, bo pewnie przyda się trochę papieru na inne fizjologiczne potrzeby.

  4. e~, są tańsze rozwiązania niż Coelho. a zaoszczędzone pieniądze można alokować w coś pożyteczniejszego. np. w kolejną książkę Bernharda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s