Próba jest wyzwaniem

Betonowe pudełko na człowieka, ciąg grobów dla półżywych – tak można określić marokańskie więzienie Tazmamart, w którym zamknięto ich na 17 długich lat. Ich, czyli żołnierzy wykonujących rozkaz i najczęściej zupełnie nieświadomie uczestniczących w nieudanym puczu. Wepchnięci do ciasnych, zimnych nor, pogrążeni w całkowitej ciemności i zapomnieniu, gniją za życia – jeśli to barbarzyństwo, którego doświadczają, można jeszcze życiem nazwać.

Tahar Ben Jelloun spisuje autentyczną historię opowiedzianą mu przez jednego z garstki ocalałych. „To oślepiające, nieobecne światło” to opowieść o podjęciu próby przetrwania za wszelką cenę, trzymania się postanowień z ogromną siłą woli, wiary w brak strachu, w moc wyzbycia się nadziei i zdania się na to, co będzie – bez rozpaczy, bez złości, bez oczekiwań.

„Wiara to nie strach. Samobójstwo nie jest wyjściem. Próba jest wyzwaniem. Opór to obowiązek, a nie zadanie. Absolutnie trzeba zachować godność”. (s. 40)

Jak jednak zachować godność i stawiać opór w warunkach, kiedy nie można się nawet wyprostować? Jak przeżyć na tym samym codziennie makaronie i lurze nazywanej kawą? 17 lat bez mycia się, bez strzyżenia, bez zmiany ubrań. Bez światła. W towarzystwie karaluchów i skorpionów. W paraliżującym zimnie i ogłupiającym, bezdusznym upale.

Sposobem na przetrwanie dla uwięzionych Marokańczyków jest przede wszystkim modlitwa. Poza nią – niewspominanie, wyrzeknięcie się raz na zawsze przeszłości, tęsknoty za rodziną i ukochanymi. Myśli o nich mogą przynieść tylko cierpienie, a oni cierpią już wystarczająco. Oprócz tego, rutyna. Jeden z więźniów staje się czasem – odmierza upływające chwile z dokładnością co do sekundy. Dzięki niemu znają datę i porę dnia. To porządkuje ich ciemną codzienność. Budują przyzwyczajenia, organizują dla siebie wspólne zajęcia, ustalają godziny nocne i czas na gry w nieistniejące karty. Poza tym i nade wszystko – cisza. Cisza rozpoznana tu w wielu wcieleniach:

„- cisza nocna, zupełnie niezbędna,

– cisza, w jakiej powoli odchodzili nasi towarzysze,

– cisza na znak żałoby,

– cisza, w jakiej w zwolnionym tempie krążyła krew,

– cisza, w której słyszeliśmy ruch skorpionów,

– cisza obrazów, które chodziły po głowie tam i z powrotem,

– cisza strażników, zdradzająca znużenie i rutynę,

– cisza cieni po spalonych wspomnieniach,

– cisza grafitowego nieba, z którego nie docierał do nas żaden znak,

– cisza nieobecności, oślepiającej nieobecności życia”. (s. 80-81)

 Nie wszystkim jednak te sposoby oporu wystarczają. Ten oślepiający brak życia, nieobecność wszystkiego, do czego przywykli, a co wydawało się, że będzie zawsze, doprowadza ich do chorób, do samobójstw, do beznadziejnych prób ucieczki, do szaleństwa wreszcie. Z licznej grupy zamkniętych po 17 latach uwolniono tylko kilka osób, które przeżyły.

„To oślepiające, nieobecne światło” to przejmująco piękna książka. Jeżeli można jej cokolwiek zarzucić, to może – i ostatecznie – ten świetlisty styl, tak piękny, dopracowany w poetyckiej formie, że rozświetla ciemności wewnątrzgrobowego życia. Zamykając oczy, nie widzimy nieskończonego mroku, który widzą oni, uwięzieni. Widzimy promienie tnące przestrzeń bez wahania, ostro, pewnie; światło rozpycha się w zdaniach i pomiędzy nimi, ukryte, rozszczepione. Tak nieodparcie zawsze wytęsknione i godne podziwu – jak prawdziwa literatura.

Tahar Ben Jelloun, To oślepiające, nieobecne światło
przeł. Małgorzata Szczurek
Karakter, Kraków 2008

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s