Przerwana lekcja pisania

„Uwielbiałem czytać. To była moja pasja. Z każdej przepustki wracałem z książkami, które kupowałem u starego antykwariusza w Fezie. Miał bardzo słaby wzrok. Mówił mi, że sprzedaje książki z miłości do kobiet, które najczęściej odwiedzały jego sklep. Znał ich gust i upodobania. Niczym lekarz lub sprzedawca perfum wiedział, co doradzić klientce. Miał tysiące książek piętrzących się w stosach w nieładzie, w którym tylko on sam był w stanie się połapać. Odkładał dla mnie klasyczne francuskie powieści i arabską poezję. Książki były niewidzialnymi drzwiami, które otwierałem, żeby uciec ze szkoły wojskowej, zapomnieć o brutalnym szkoleniu, a przede wszystkim nie słyszeć podoficerów – analfabetów wykrzykujących rozkazy w języku będącym wulgarną mieszanką francuskiego i arabskiego”.

Tahar Ben Jelloun, „To oślepiające, nieobecne światło”, przeł. Małgorzata Szczurek, Karakter, Kraków 2008, s. 157-158

Kiedyś uwielbiałam pisać. Miałam grube zeszyty z marginesem i zapełniałam je wariacjami historii o rodzinnych wakacjach z psem. Dziś już wcale nie uwielbiam pisać. Pisanie jest przyzwyczajeniem, przymusem, obowiązkiem, który sama sobie narzucam. Nie raz podchodzę do niego z wielką niechęcią. Wolałabym siedzieć na kanapie, z kubkiem herbaty w jednej ręce i z książką w drugiej. Lub nic nie trzymać w rękach, za to oglądać serial, dajmy na to, kryminalny. Ale nie. Jednak wybieram – usiłuję wybierać – pisanie. Dlaczego? Po co? Na co to komu? Na co to mnie?

A jednak.

Dlatego gdy już wybieram, gdy już siadam do pisania i skoncentruję się na tyle, by zapisać tych parę pierwszych znaków, od których wszystko się zawsze zaczyna, a po których nurt sam do przodu rwie, a dalszy wynika z ciągu, zdanie ze zdania, akapit z akapitu – –

dlatego bardzo nie lubię przerywania, wybijania mnie z rytmu pisania. Bądźcie pozdrowieni ci, którzy przerywacie, którzy urywacie pół zdania dobijaniem się do drzwi, wtargnięciem niewinni, przestępstwa nieświadomi!

Wobec tego, pozostawiam Was z powyższym fragmentem, a doprowadzoną do połowy recenzję książki T. B. Jellouna dokończę i zamieszczę jutro. Życzę wyrafinowanych fabuł w śnieniu i lekkiego rozklejania powiek o poranku.

Advertisements

7 uwag do wpisu “Przerwana lekcja pisania

  1. lekkiego rozklejania powiek o poranku powiadasz, a jaki to poranek myslisz czeka mnie, tę której w pisaniu ciągle ktoś przeszkadza i tylko noc pozwala skleić kilka zdań:)
    To dobra książka.
    Czekam jednak na recenzję:)

  2. Ja żyję obecnie w komunie. Siedzi ze mną w pokoju 5-6 osób (dwójka, ale akurat tutaj wszyscy przychodzą!), a ja coś skrobię w notesiku. Da się, ale chyba jakościowo słabsze to wszystko. Dlatego rozumiem :)

    1. Też rozumiem – na wspólnych wakacjach ze znajomymi musiałam sobie oddzielne miejsce znaleźć do pisania. W innym przypadku efektem była taka szarpana notatkowość, zresztą ona też ma swój urok. ;)

      PS Dobrze się czyta Twoją relację z Moskwy. I zazdroszczę blinów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s