Wakacje na południu

Podróże – któż ich nie lubi? Wymyślanie celu i drogi, planowanie z nosem przy Google mapie, z notesem z uwagami zebranymi, z wytyczonymi szlakami i miejscami, które koniecznie trzeba zobaczyć. A po podróży – wspomnienia i rozmowy. O tym, co było, ale również, a może przede wszystkim, o przyszłych wyjazdach. Zresztą słowo w słowo można powtórzyć za Ivo Andriciem:

„A któż nie lubi [podróży]? Porozmawiajcie z kobietami i z młodymi ludźmi, to się przekonacie. Zajrzyjcie w dusze starszych, statecznych ludzi, którzy nie zdradzają się ze swoimi pragnieniami, a odnajdziecie w nich tę samą namiętność, obumarłą, pozbawioną nadziei na urzeczywistnienie, ale żywą i trwałą. Kto wie, czy o każdym z nas nie można by powiedzieć, że lubi podróże albo przynajmniej myśl o podróżowaniu jak swoje drugie, piękniejsze życie”. (s. 352)

Dziś jednak nie o podróżach, a o literaturze bałkańskiej, którą czytałam z okazji kierunku tegorocznych wakacji. Urlop przeminął, ale pozostała po nim pamięć o tych dwóch książkach: „Generał martwej armii” Ismaïla Kadaré i „Wakacje na południu” Ivo Andricia.

Strapiony generał

Po 20 latach od zakończenia wojny włoski generał przyjeżdża do Albanii, by odszukać w niej ciała żołnierzy, którzy tu zginęli. Towarzyszą mu ksiądz, tłumacz, deszcz, ziąb i nieustanna wilgoć. Początkowo generał podchodzi do wyznaczonego mu zadania pracowicie, poczuwając się do bycia kimś ważnym dla rodzin czekających na ciała synów, kimś, kto ma spełnić pokładane w nim nadzieje, kimś, kto jest na ważnej misji. W albańskich górach, wioskach i na wertepach spędza grubo ponad rok. Po upływie tego czasu, kiedy znalezienie wielu grobów okazało się niemożliwe, wiara w sens wyprawy dawno się w nim wypaliła, a po całym zadaniu pozostały tylko niesmak, gorycz, rozczarowanie i poczucie straconego czasu.

Poszukiwanie tytułowej martwej armii jest zajęciem smutnym, męczącym i najczęściej beznadziejnym. Taka jawi się również Albania w książce napisanej przez Albańczyka, ale z punktu widzenia Włocha: jest szara, deszczowa, zniechęcająca. To miejsce, z którego generał najchętniej by pospiesznie wyjechał. Budzi w nim tęsknotę za żoną, ale też zmysłowe wspomnienia o wdowie po jednym z poszukiwanych żołnierzy. O kraju, do którego przyjechał, generał nie myśli zbyt ciepło, a jego mieszkańców nie ocenia wysoko, kierując się tylko stereotypami i poglądami, które sugeruje mu w rozmowach ksiądz:

„Albańczycy to naród surowy i zacofany. Zaraz po urodzeniu wkładają im w ręce karabin do kołyski, aby ta broń stała się nieodłączną cząstką ich egzystencji. (…) Albańczycy zawsze zabijali z rozkoszą i sami też chętnie dawali się zabijać. Gdy nie mieli pod ręką wroga, z którym można by się bić, zabijali się między sobą. (…) Atawistyczny instynkt popycha ich do wojny. Ich natura domaga się  tego. Wprost żąda. W czasie pokoju Albańczycy gnuśnieją, drzemią jak węże zimą. Dopiero w bitwie ich siła witalna dochodzi w pełni do głosu ”. /s. 30

„Generał martwej armii” wzbudza tym większy podziw, że to pierwsza książka, jaką opublikował Ismail Kadare (w 1963 rok). Wycyzelowanego warsztatu pisarza mógłby mu pozazdrościć nie jeden prozaik z o wiele dłuższym stażem. Jego styl jest silny siłą tej prostoty, która w pojedyncze, nieskomplikowane zdania wbudowuje tak wyraziste obrazy, tak czytelne emocje, że znów działa ta niesłychana rzecz, literatura, i powraca pytanie: jak to się dzieje? Na czym to wszystko się opiera? Tylko na tych kilku znakach?

Jednak jeszcze bardziej niż opowieść albańska oczarował mnie – i to najodpowiedniejsze słowo – Ivo Andrić i jego „Wakacje na południu”.

Rozczarowanie na starość

Książka Andricia to zbiór opowiadań o różnorodnej tematyce. Wiele wśród nich jest, sugerowanych przez tytuł, historii podróży, urlopów i wszelkiej kanikuły, ale także opowieści wiejskich, zakonnych czy historycznych o wezyrach i ich fantazjach. O ile te historie o mieszkańcach wsi i klasztorów niezbyt przypadły mi do gustu, o tyle pozostałych pięć wywarło jak najlepsze wrażenie.

W opowiadaniu „Wakacje na południu” leciwy austriacki profesor przyjeżdża na wypoczynek nad morze z żoną. Z rozkoszą spędza dnie na słońcu i w wodzie, dopełniając je pracą na owiewanej przyjemnym zefirem werandzie. Jest mu tak dobrze, tak szczęśliwie – że jak możemy się od razu domyślać nie zakończy się to dla niego zbyt pomyślnie.

„Kobieta na kamieniu” to kolejna nadmorska wczasowiczka – na pierwszy rzut oka to zwyczajna osoba w średnim wieku, która opala się na plaży. Gdy zajrzeć jednak w jej myśli, dowiemy się, że to śpiewaczka operowa, która za nic nie może pogodzić się ze starzeniem się jej niegdyś pięknego ciała. Coraz bardziej niezadowoloną, stopniowo wypełnia ją gorycz i rozczarowanie, żal za przeminionymi latami i czasem, który nigdy nie powróci.

Podobne emocje przepełniają bohaterów „Baru Titanic”, „Maleńkiej istoty” i „Heleny, kobiety, której nie było”. Niedostatek, niespełnienie, tęsknota za kimś czy za czymś – nadają wszystkim tym dość różnym historiom podobną tonację. Mimo że nastrojenie emocjonalne jest w przeważającej mierze smutne, melancholijne, Andrić używa do ich spisania ciepłej palety słów. W efekcie powstają opowiadania świetliste, przepełnione pewnym paradoksalnym pogodnym żalem. Znów proste jak u Kadaré, prawie pozbawione ozdobników zdania mają w sobie coś nieodparcie magnetycznego. Wyczytana z nich melancholia jeszcze długo snuje się za czytelnikiem, krąży wokół niego jak ćma i trudno się od niej uwolnić.

Równie przyjaźnie jak wobec swoich bohaterów, nastawiony jest Andrić wobec jugosłowiańskich (za jego życia) miasteczek i wybrzeży. Zupełnie inaczej niż generał u Kadaré. Tylko z Czarnogóry Ivo Andrić sobie żartuje:

„Najgorsza rzecz to znaleźć się za wietrznej nocy w czarnogórskich skałach, mając jeden oddział Czarnogórców przed sobą, a drugi za sobą”. (s. 268)

Mogę potwierdzić z autopsji, że takie doświadczenie nie należałoby zapewne do najprzyjemniejszych. Nawet jeśli oddziały zamieniają się w niewielkie grupy wciśnięte w samochody, a wietrzna noc jest słonecznym dniem, to na górskiej drodze lepiej na Czarnogórców uważać.

I na żółwie lądowe.

Ale to już zupełnie inna historia. O podróży, a nie o literaturze. A przecież nie tak się umawialiśmy.

Ismaïl Kadaré, Generał martwej armii,
przeł. Maria i Cezary Gawrysiowie
PIW, Warszawa 1984

Ivo Andrić, Wakacje na południu,
przeł. Alija Dukanowić
Czytelnik, Warszawa 1966

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s